11.07.2026, 14:39 ✶
Gdy się siadało razem przy kielichu, kielich zmieniał charakter z żałosnego uzależnienia na rzecz towarzyską — tak lubiał myśleć o tym Woody. W młodości Tessa była dla jego alkoholowych eskapad bardzo tolerancyjna, choć z wiekiem zmieniło się to i dziś zapewne miałaby opinie podobne do Jolene. Jej opinie już jednak do Clemensa Longbottoma nie docierały.
Czarodziej słowem nie podziękował Juliánowi za jego zapewnienie o pozostaniu dobrym człowiekiem. Musiało wystarczyć, że w oczach Longbottoma odmalowała się w milczeniu twarda wdzięczność za to braterstwo, którego mu Bletchley nie odmówił mimo wszystkiego, co się wydarzyło w życiu Woody’ego.
Mężczyźni weszli tymczasem na grząski grunt. Samo wykonanie pierwszego kroku i zagajenie kwestii — to było dla Tarpa proste. Zawsze rwał się do przodu na hurra. Trudniejszym było, co potem: nawigowanie po otwartym temacie tak, aby zdradzić idealnie dobraną dozę informacji. Woody nie mógł oczekiwać, że Bletchley pójdzie w ruch oporu zupełnie na ślepo, lecz jednocześnie spoczywała na mężczyźnie odpowiedzialność za bezpieczeństwo jego zaangażowanych przyjaciół.
Zadumał się i potarł usta dłonią, mierząc Juliána skonfliktowanym spojrzeniem.
— Nie mogę powiedzieć ci wszystkiego od razu. Wdrażamy ludzi… wiesz, powoli — powiedział niemal przepraszająco. On by mu to wszystko zdradził, ale niektóre sekrety nie należały do niego i nie mógł nimi tak po prostu rozporządzać. — Znasz Jonathana Selwyna? Znasz, znasz. Chodzili zawsze we trzech: on, Morpheus i Shafiq. Z Jonathanem kontaktowałbyś się najczęściej, bo jest jedną z osób, powiedzmy, decyzyjnych. Mógłbyś pewno też bezpiecznie rozmawiać z Tessą. — A, cholera! Jak baba chce, to niech go ubije za to, że ją zdradził przed Bletchleyem. — Nie powiem ci więcej nazwisk, ale powiem ci coś o nas. To jest grupa koleżeńska, Juluś. Ona się trzyma w kupie przez sieć przyjaźni. Jak pomyślisz o ludziach wokół mnie… starego mnie. To wiesz. Coś tam na pewno będziesz podejrzewał, a z czasem samo wyjdzie.
Był to jakiś kompromis. Woody zakreślił dość konkretny obszar towarzyski, lecz nikogo nie pokazał palcem. Być może będzie mu to wybaczone.
— Co myśmy zrobili? Mamy trochę… zasobów. Głównie działamy w defensywie, na bieżąco w odpowiedzi na to, co robią… ale coś tam się przebąkuje o ofensywie. — Pokracznie mu szły słowa, gdy tak łaził dookoła tematu z paranoiczną ostrożnością.
Czarodziej słowem nie podziękował Juliánowi za jego zapewnienie o pozostaniu dobrym człowiekiem. Musiało wystarczyć, że w oczach Longbottoma odmalowała się w milczeniu twarda wdzięczność za to braterstwo, którego mu Bletchley nie odmówił mimo wszystkiego, co się wydarzyło w życiu Woody’ego.
Mężczyźni weszli tymczasem na grząski grunt. Samo wykonanie pierwszego kroku i zagajenie kwestii — to było dla Tarpa proste. Zawsze rwał się do przodu na hurra. Trudniejszym było, co potem: nawigowanie po otwartym temacie tak, aby zdradzić idealnie dobraną dozę informacji. Woody nie mógł oczekiwać, że Bletchley pójdzie w ruch oporu zupełnie na ślepo, lecz jednocześnie spoczywała na mężczyźnie odpowiedzialność za bezpieczeństwo jego zaangażowanych przyjaciół.
Zadumał się i potarł usta dłonią, mierząc Juliána skonfliktowanym spojrzeniem.
— Nie mogę powiedzieć ci wszystkiego od razu. Wdrażamy ludzi… wiesz, powoli — powiedział niemal przepraszająco. On by mu to wszystko zdradził, ale niektóre sekrety nie należały do niego i nie mógł nimi tak po prostu rozporządzać. — Znasz Jonathana Selwyna? Znasz, znasz. Chodzili zawsze we trzech: on, Morpheus i Shafiq. Z Jonathanem kontaktowałbyś się najczęściej, bo jest jedną z osób, powiedzmy, decyzyjnych. Mógłbyś pewno też bezpiecznie rozmawiać z Tessą. — A, cholera! Jak baba chce, to niech go ubije za to, że ją zdradził przed Bletchleyem. — Nie powiem ci więcej nazwisk, ale powiem ci coś o nas. To jest grupa koleżeńska, Juluś. Ona się trzyma w kupie przez sieć przyjaźni. Jak pomyślisz o ludziach wokół mnie… starego mnie. To wiesz. Coś tam na pewno będziesz podejrzewał, a z czasem samo wyjdzie.
Był to jakiś kompromis. Woody zakreślił dość konkretny obszar towarzyski, lecz nikogo nie pokazał palcem. Być może będzie mu to wybaczone.
— Co myśmy zrobili? Mamy trochę… zasobów. Głównie działamy w defensywie, na bieżąco w odpowiedzi na to, co robią… ale coś tam się przebąkuje o ofensywie. — Pokracznie mu szły słowa, gdy tak łaził dookoła tematu z paranoiczną ostrożnością.
piw0 to moje paliwo