12.07.2026, 11:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2026, 11:15 przez Helloise Rowle.)
Refleksja Helloise nie docierała aż tak daleko, aby się zastanawiać, czy to wina tych dzieciaków, że są złe. Nie myślała o nich w ogóle w kategorii dobra i zła. Myślała kategorią swój czy wróg i oni zdecydowanie osadzili się po stronie jej wrogów. Na Maddoxa, który okazał jej sympatię, patrzyła tamtego dnia jako na swojego.
Tak samo jak ona wybaczyła mu szybko to, że się jej początkowo wyparł, tak samo wierzyła, że on wybaczy jej klasistowską odzywkę. Rzeczy ekspresowo traciły w jej świecie znaczenie. Ledwo Rowle przestała czuć się źle z tym, że powiedziała mu świństwo, sprawa była zamknięta. Nie miała potrzeby czegokolwiek w sobie zmieniać, żeby nie powtarzać błędu w przyszłości. Wszystko było już w porządku, trzeba iść dalej. Rozpamiętywanie przykrości było kompromitujące dla obu stron.
— Jesteś miły — potwierdziła bez zająknienia, lecz zaszyte było w tym niespełnione oczekiwanie bardzo konkretnych dalszych zachowań. Jak dziewczyna potrafiła to w sobie pogodzić? Widzieć go niżej od siebie, a jednocześnie tak bardzo chcieć jego sympatii? Mógłby być jej przyjecielem… ale tylko dopóki będzie przytakiwał jej słowom i zgadzał się na jej pomysły. — To jaki duży jest ten dom? Na pewno da się jakoś zorganizować… — zaczęła jeszcze, nie chcąc się poddawać.
Dziwnie przemieniła się jej twarz, gdy Maddox zaczął gadać o przepraszaniu. Przeszło przez nią jednocześnie niedowierzanie, rozczarownie, złość. Czarownica zmarszczyła brwi, zmrużyła zaskoczone oczy. Co to było za bajkowe pieprzenie dla dzieci? Morały o magii przebaczenia i wzajemnego zrozumienia gówno były warte w prawdziwym życiu. Nic nie znaczyły, gdy ludzie wokół byli podli i ułomni. Ludzie nie potrafili czegoś takiego docenić.
Gdy kluły się Heli na języku słowa odpowiedzi, przemknęło jej przez myśl, że jeśli się teraz nie pohamuje, straci swoją szansę na zobaczenie wilkołaka. Dokładnie tak jak straciła wcześniej w życiu setki innych szans, na których jej zależało. Gdy się ją jednak rozdrażniło, nie potrafiła opowiadać kłamstw ani manipulować. Nie potrafiła powstrzymać się od walenia prosto z mostu, nie potrafiła babrać się w przebiegłe intrygi i umizgi.
— Dlaczego ty mi opowiadasz takie rzeczy? — zapytała oskarżycielsko, z rozbrajającą szczerością kogoś, kto naprawdę nie wie, o co chodzi. — Dlaczego ja miałabym przepraszać?
Rowle odsunęła się od Maddoxa i niezgrabnie podniosła z ulicy. Niedowierzanie na jej twarzy jedynie się pogłębiało i przyjmowało odcienie coraz dobitniejszego szoku.
— Nie ja to zaczęłam. Kpili ze mnie. I kpili z ciebie! Nie powinieneś im na to pozwalać! — podniosła niebezpiecznie głos. — Co z tego, że mieszkasz z nimi? Mogą sobie być twoimi ludźmi! Co z tego? Nikt nigdy nie powinien mieć pierdolonego prawa cię tak źle traktować! — krzyczała słowa z furią, straciwszy nad sobą znów panowanie. — Nigdy! Nikt! Rozumiesz?! Nie mają prawa!
Patrząc na rozłożonego na bruku chłopaka, zaciskała pięści, powoli kręciła w oburzeniu głową. Dyszała gorącą pełną pasji wściekłością, nie tym płytkim zadziornym gniewem towarzyszącym ulicznej pyskówce o honor. Odzywała się w niej stara, śmierdząca nienawiścią rana.
— Jesteś miły. Jesteś miły, Maddox — zaczęła z histeryczną desperacją. — Dlaczego chcesz, żeby im podawać rękę na zgodę? Oni na to nie zasługują! Oni by czegoś takiego dla ciebie nie zrobili. Co dopiero dla mnie. Jesteś naiwny, jeśli myślisz, że byciem miłym ich zmienisz.
Dziewczyna zrobiła tyłem kilka kroków w głąb pustostanów. Nie chciała się z Greybackiem rozstawać tak szybko, a jednocześnie nie mogła już dłużej w to wszystko brnąć. Nie w taki sposób.
— Oni mogą mi podać rękę — burknęła tylko na koniec, zanim odeszła.
Tak samo jak ona wybaczyła mu szybko to, że się jej początkowo wyparł, tak samo wierzyła, że on wybaczy jej klasistowską odzywkę. Rzeczy ekspresowo traciły w jej świecie znaczenie. Ledwo Rowle przestała czuć się źle z tym, że powiedziała mu świństwo, sprawa była zamknięta. Nie miała potrzeby czegokolwiek w sobie zmieniać, żeby nie powtarzać błędu w przyszłości. Wszystko było już w porządku, trzeba iść dalej. Rozpamiętywanie przykrości było kompromitujące dla obu stron.
— Jesteś miły — potwierdziła bez zająknienia, lecz zaszyte było w tym niespełnione oczekiwanie bardzo konkretnych dalszych zachowań. Jak dziewczyna potrafiła to w sobie pogodzić? Widzieć go niżej od siebie, a jednocześnie tak bardzo chcieć jego sympatii? Mógłby być jej przyjecielem… ale tylko dopóki będzie przytakiwał jej słowom i zgadzał się na jej pomysły. — To jaki duży jest ten dom? Na pewno da się jakoś zorganizować… — zaczęła jeszcze, nie chcąc się poddawać.
Dziwnie przemieniła się jej twarz, gdy Maddox zaczął gadać o przepraszaniu. Przeszło przez nią jednocześnie niedowierzanie, rozczarownie, złość. Czarownica zmarszczyła brwi, zmrużyła zaskoczone oczy. Co to było za bajkowe pieprzenie dla dzieci? Morały o magii przebaczenia i wzajemnego zrozumienia gówno były warte w prawdziwym życiu. Nic nie znaczyły, gdy ludzie wokół byli podli i ułomni. Ludzie nie potrafili czegoś takiego docenić.
Gdy kluły się Heli na języku słowa odpowiedzi, przemknęło jej przez myśl, że jeśli się teraz nie pohamuje, straci swoją szansę na zobaczenie wilkołaka. Dokładnie tak jak straciła wcześniej w życiu setki innych szans, na których jej zależało. Gdy się ją jednak rozdrażniło, nie potrafiła opowiadać kłamstw ani manipulować. Nie potrafiła powstrzymać się od walenia prosto z mostu, nie potrafiła babrać się w przebiegłe intrygi i umizgi.
— Dlaczego ty mi opowiadasz takie rzeczy? — zapytała oskarżycielsko, z rozbrajającą szczerością kogoś, kto naprawdę nie wie, o co chodzi. — Dlaczego ja miałabym przepraszać?
Rowle odsunęła się od Maddoxa i niezgrabnie podniosła z ulicy. Niedowierzanie na jej twarzy jedynie się pogłębiało i przyjmowało odcienie coraz dobitniejszego szoku.
— Nie ja to zaczęłam. Kpili ze mnie. I kpili z ciebie! Nie powinieneś im na to pozwalać! — podniosła niebezpiecznie głos. — Co z tego, że mieszkasz z nimi? Mogą sobie być twoimi ludźmi! Co z tego? Nikt nigdy nie powinien mieć pierdolonego prawa cię tak źle traktować! — krzyczała słowa z furią, straciwszy nad sobą znów panowanie. — Nigdy! Nikt! Rozumiesz?! Nie mają prawa!
Patrząc na rozłożonego na bruku chłopaka, zaciskała pięści, powoli kręciła w oburzeniu głową. Dyszała gorącą pełną pasji wściekłością, nie tym płytkim zadziornym gniewem towarzyszącym ulicznej pyskówce o honor. Odzywała się w niej stara, śmierdząca nienawiścią rana.
— Jesteś miły. Jesteś miły, Maddox — zaczęła z histeryczną desperacją. — Dlaczego chcesz, żeby im podawać rękę na zgodę? Oni na to nie zasługują! Oni by czegoś takiego dla ciebie nie zrobili. Co dopiero dla mnie. Jesteś naiwny, jeśli myślisz, że byciem miłym ich zmienisz.
Dziewczyna zrobiła tyłem kilka kroków w głąb pustostanów. Nie chciała się z Greybackiem rozstawać tak szybko, a jednocześnie nie mogła już dłużej w to wszystko brnąć. Nie w taki sposób.
— Oni mogą mi podać rękę — burknęła tylko na koniec, zanim odeszła.
Koniec sesji
dotknij trawy