13.07.2026, 19:05 ✶
Mona uśmiechała się dalej, a uśmiech ten był szeroki, słoneczny i całkowicie fałszywy. W końcu… w środku właśnie umierała, ale przecież nie zamierzała pozwolić, aby ktokolwiek to zauważył!
W innych okolicznościach ten komplement byłby dla Mony nagrodą. Przez dwadzieścia lat wychowywała Elizabeth najlepiej, jak potrafiła. Pielęgnowała wszystko to, co w niej było dobre, szlachetne i piękne. Całe swoje serce przelała w jedno dziecko. Jednocześnie słowa pochwały padły z ust człowieka, który nigdy nie dowiedział się, że dziewczynka stojąca kilka kroków dalej przyszła na świat również dzięki niemu. W związku z tym, Icarus z okrucieństwem wręczył jej miecz obosieczny.
— A o czym rozmawialiście? — zapytała lekkim tonem. Nie przyszło jej nawet do głowy, że odpowiedź mogłaby zachwiać resztkami spokoju. — Artefakt? — powtórzyła i zmarszczyła brwi. — Obawiam się, że nie bardzo rozumiem — w rudej głowie odtworzyła minione dni. Każdego nowego gościa, każdą dostawę, każdy list, który dotarł do Ladonu z opóźnieniem. Nie przypominała sobie niczego, co mogłoby zainteresować badacza starożytności. — Gdyby rzeczywiście powierzono nam coś takiego, wiedziałabym o tym. To niewielka wyspa. Wiadomości rozchodzą się szybciutko. Czy pamiętasz może nazwisko nadawcy? Być może udałoby się ustalić źródło tej pomyłki. Zwłaszcza że poczta od pewnego czasu pozostawia wiele do życzenia. Sami oczekujemy przesyłki z Londynu i zaczynam podejrzewać, że ta gdzieś zabłądziła… Jeżeli okaże się, że padłeś ofiarą niefortunnego nieporozumienia, pozostanie mi jedynie wyrazić ubolewanie, że odbyłeś tak długą podróż na próżno. Dopilnuję, aby ktoś odprowadził cię jutro do portu, gdybyś postanowił wrócić pierwszym promem.
W rzeczywistości nie było w niej ani cienia chęci, aby go odprawić. Poprosiłaby go, aby został. Zaprowadziłaby go nad zatokę, może pozwoliłaby mu usiąść przy stole, przy którym przez dwadzieścia lat brakowało jednego nakrycia. Każde włókno jej serca wołało, aby został jeszcze dzień, godzinę, a chociażby i kilka chwil dłużej, ale… istniały uczucia, które należało poświęcić na ołtarzu obowiązku. Raz już zawiodła jako narzeczona, obecnie nie zamierzała zawieść również jako matka.
Elizabeth stała zaledwie kilka kroków dalej i nie mogła poznać tożsamości swojego ojca, tak jak jej dawna miłość nie mogła poznać imienia własnej córki.
W innych okolicznościach ten komplement byłby dla Mony nagrodą. Przez dwadzieścia lat wychowywała Elizabeth najlepiej, jak potrafiła. Pielęgnowała wszystko to, co w niej było dobre, szlachetne i piękne. Całe swoje serce przelała w jedno dziecko. Jednocześnie słowa pochwały padły z ust człowieka, który nigdy nie dowiedział się, że dziewczynka stojąca kilka kroków dalej przyszła na świat również dzięki niemu. W związku z tym, Icarus z okrucieństwem wręczył jej miecz obosieczny.
— A o czym rozmawialiście? — zapytała lekkim tonem. Nie przyszło jej nawet do głowy, że odpowiedź mogłaby zachwiać resztkami spokoju. — Artefakt? — powtórzyła i zmarszczyła brwi. — Obawiam się, że nie bardzo rozumiem — w rudej głowie odtworzyła minione dni. Każdego nowego gościa, każdą dostawę, każdy list, który dotarł do Ladonu z opóźnieniem. Nie przypominała sobie niczego, co mogłoby zainteresować badacza starożytności. — Gdyby rzeczywiście powierzono nam coś takiego, wiedziałabym o tym. To niewielka wyspa. Wiadomości rozchodzą się szybciutko. Czy pamiętasz może nazwisko nadawcy? Być może udałoby się ustalić źródło tej pomyłki. Zwłaszcza że poczta od pewnego czasu pozostawia wiele do życzenia. Sami oczekujemy przesyłki z Londynu i zaczynam podejrzewać, że ta gdzieś zabłądziła… Jeżeli okaże się, że padłeś ofiarą niefortunnego nieporozumienia, pozostanie mi jedynie wyrazić ubolewanie, że odbyłeś tak długą podróż na próżno. Dopilnuję, aby ktoś odprowadził cię jutro do portu, gdybyś postanowił wrócić pierwszym promem.
W rzeczywistości nie było w niej ani cienia chęci, aby go odprawić. Poprosiłaby go, aby został. Zaprowadziłaby go nad zatokę, może pozwoliłaby mu usiąść przy stole, przy którym przez dwadzieścia lat brakowało jednego nakrycia. Każde włókno jej serca wołało, aby został jeszcze dzień, godzinę, a chociażby i kilka chwil dłużej, ale… istniały uczucia, które należało poświęcić na ołtarzu obowiązku. Raz już zawiodła jako narzeczona, obecnie nie zamierzała zawieść również jako matka.
Elizabeth stała zaledwie kilka kroków dalej i nie mogła poznać tożsamości swojego ojca, tak jak jej dawna miłość nie mogła poznać imienia własnej córki.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception