18.03.2023, 15:57 ✶
- Później. Po prostu... później – stwierdziła. Skoro zaś nie chciał trunku, nie odmówiła sobie kolejnego łyku – być może nie najmądrzejsze posunięcie, niemniej coś w niej bardzo potrzebowało procentów, które piekły w gardle – Jak nie ma, to po prostu pójdzie szukać i tyle – mruknęła tylko. Nie kwapiła się też do siadania, zresztą – sama musiałaby sobie zwolnić miejsce. To raz. Dwa, i tak ją teraz już nosiło i tak; posadzenie tyłka zdawało się być takie… bezcelowe.
Krążenie po pokoju zapewne też, ale przynajmniej wyładowywała w ten sposób choć część kłębiącej się furii, co zdecydowanie pomagało w myśleniu. Właśnie, myśl, Leta, myśl. Łącz kropki, co, gdzie, jak i dlaczego!
- Nie jest to niemożliwe – przyznała, odstawiając trunek na blat; akurat znalazło się trochę wolnej przestrzeni, na tyle, żeby upchnąć butelkę i przy okazji nie postrącać całej reszty, co tylko stworzyłoby jeszcze większy chaos – Jego? Ten ktoś ma imię, znam go? – spytała w końcu, przystając i przyglądając się Shafiqowi. Mówił o kimś, ale jakoś przedziwnie krążył wokół tematu, skrywał tożsamość, zamiast po prostu wyłożyć kawę na ławę.
Zapewne miał swoje powody, niemniej z drugiej strony? Być może, bardzo duże być może, ujawnienie tożsamości tejże osoby mogłoby stanowić element układanki, z którą poradziłaby sobie Leta. A może i nie.
W końcu jeszcze nie wiedziała, że mowa o Rookwoodzie – człowieku, którego wprawdzie również znała, ale na dobrą sprawę nie nazwałaby tej relacji na tyle bliskiej, żeby faktycznie wyłapać niuanse wskazujące na celowość działań mężczyzny ze snów, nie zaś całkowity przypadek.
Bo równie dobrze niedoszły morderca mógł mieć Plan bądź też działać całkowicie bez niego, powodowany kaprysem. Kto tam nadąży za tym, co siedzi w głowach takich morderców?
- Albo się to wszystko kupy nie trzyma, albo jeszcze tak naprawdę w pełni się nie obudziłam – westchnęła, rozmasowywując sobie skroń. Odnosiła wrażenie, ze zaczynała pulsować tępym bólem; tylko tego jeszcze do kompletu brakowało, żeby miała dodatkowo cierpieć! Skinęła też głową na znak, że i owszem, zrobi taką listę.
I choć chyba dochodziła do wniosku, że zdolność kojarzenia faktów miała w tej chwili raczej obniżoną, tak w tym przypadku połączyła kropki. Choć może nie w ten sposób, w jaki Cal by oczekiwał.
- … są łatwiejsze sposoby na dostanie się do sypialni kobiety niż rozstawianie amuletów, Cal – wypaliła. Chyba nie mogła do końca mówić na serio, prawda? Sytuacja poważna, owszem, dopiero co mało nie padła ofiarą, a tu takie coś…? Jednakże to też nie była rzecz, której po Lecie nie należało się spodziewać; mimo wszystko zdarzało jej się odwracać porządnie kota ogonem – Ale jeśli możesz? Raczej nie zaszkodzi – zgodziła się zaraz. W końcu nie mogli mieć pewności, czy przypadkiem zabójca nie postanowi jednak wrócić i dokończyć dzieła. Była też gotowa wskazać mężczyźnie drogę do sypialni.
- Doskonale – podsumowała wstępny plan – Cóż, co cztery głowy to nie trzy, może zauważyć coś, co nam umknie – albo popytać duchy. Te czasem posiadały zaskakująco rozległą wiedzę o tym, co się wyrabiało.
Krążenie po pokoju zapewne też, ale przynajmniej wyładowywała w ten sposób choć część kłębiącej się furii, co zdecydowanie pomagało w myśleniu. Właśnie, myśl, Leta, myśl. Łącz kropki, co, gdzie, jak i dlaczego!
- Nie jest to niemożliwe – przyznała, odstawiając trunek na blat; akurat znalazło się trochę wolnej przestrzeni, na tyle, żeby upchnąć butelkę i przy okazji nie postrącać całej reszty, co tylko stworzyłoby jeszcze większy chaos – Jego? Ten ktoś ma imię, znam go? – spytała w końcu, przystając i przyglądając się Shafiqowi. Mówił o kimś, ale jakoś przedziwnie krążył wokół tematu, skrywał tożsamość, zamiast po prostu wyłożyć kawę na ławę.
Zapewne miał swoje powody, niemniej z drugiej strony? Być może, bardzo duże być może, ujawnienie tożsamości tejże osoby mogłoby stanowić element układanki, z którą poradziłaby sobie Leta. A może i nie.
W końcu jeszcze nie wiedziała, że mowa o Rookwoodzie – człowieku, którego wprawdzie również znała, ale na dobrą sprawę nie nazwałaby tej relacji na tyle bliskiej, żeby faktycznie wyłapać niuanse wskazujące na celowość działań mężczyzny ze snów, nie zaś całkowity przypadek.
Bo równie dobrze niedoszły morderca mógł mieć Plan bądź też działać całkowicie bez niego, powodowany kaprysem. Kto tam nadąży za tym, co siedzi w głowach takich morderców?
- Albo się to wszystko kupy nie trzyma, albo jeszcze tak naprawdę w pełni się nie obudziłam – westchnęła, rozmasowywując sobie skroń. Odnosiła wrażenie, ze zaczynała pulsować tępym bólem; tylko tego jeszcze do kompletu brakowało, żeby miała dodatkowo cierpieć! Skinęła też głową na znak, że i owszem, zrobi taką listę.
I choć chyba dochodziła do wniosku, że zdolność kojarzenia faktów miała w tej chwili raczej obniżoną, tak w tym przypadku połączyła kropki. Choć może nie w ten sposób, w jaki Cal by oczekiwał.
- … są łatwiejsze sposoby na dostanie się do sypialni kobiety niż rozstawianie amuletów, Cal – wypaliła. Chyba nie mogła do końca mówić na serio, prawda? Sytuacja poważna, owszem, dopiero co mało nie padła ofiarą, a tu takie coś…? Jednakże to też nie była rzecz, której po Lecie nie należało się spodziewać; mimo wszystko zdarzało jej się odwracać porządnie kota ogonem – Ale jeśli możesz? Raczej nie zaszkodzi – zgodziła się zaraz. W końcu nie mogli mieć pewności, czy przypadkiem zabójca nie postanowi jednak wrócić i dokończyć dzieła. Była też gotowa wskazać mężczyźnie drogę do sypialni.
- Doskonale – podsumowała wstępny plan – Cóż, co cztery głowy to nie trzy, może zauważyć coś, co nam umknie – albo popytać duchy. Te czasem posiadały zaskakująco rozległą wiedzę o tym, co się wyrabiało.
478/1753