• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[15.10.1972] Devil on my shoulder (Astoria Avery, Louvain Lestrange)

[15.10.1972] Devil on my shoulder (Astoria Avery, Louvain Lestrange)
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#4
15.07.2026, 01:28  ✶  

Nie miał złudzeń, że wnętrze mogło sprawiać wrażenie niedokończonego.  Nabył posiadłość dopiero z początkiem roku, a sama przeprowadzka przeciągała się miesiącami. Niektóre pomieszczenia zdążyły nabrać własnego charakteru, inne nadal wyglądały tak, jakby dopiero czekały na ostateczną decyzję. Prawdę mówiąc, z częścią z nich świadomie zwlekał. Desideria miała przecież zamieszkać tu razem z nim i uznał za rzecz naturalną pozostawienie jej wpływu na przestrzeń, którą mieli kiedyś wspólnie nazywać domem. Jej niespodziewany wyjazd na długie miesiące sprawił, że kolejne decyzje zawisły w próżni, a on nie widział powodu, by podejmować je samodzielnie. Nie pomagał również fakt, że zwyczajnie nie miał na to ochoty. Trudno było przejmować się odcieniem zasłon, czy wyborem kolejnego obrazu, kiedy od wielu miesięcy nie potrafił przypomnieć sobie takie, podczas którego nie ryzykowałby własnym życiem, lub wolnością. Wobec takiej perspektywy estetyczne dylematy traciły całą swoją powagę i przyjemność. Dlatego nie próbował stworzyć miejsca, które zachwycałoby gości. Wystarczało, że dom spełniał swoją najważniejszą funkcję. Był schludny i funkcjonalny, a przede wszystkim cichy. Pod koniec dnia, właśnie tego potrzebował najbardziej.

Spojrzenie, którym obdarzał smoczoognika, pozostawało wymownie chłodne. Ale też swoją postawą ani przez chwilę nie próbował udawać, że łuskowaty pasażer Astorii jest mile widzianym gościem. Gdyby spotkanie dotyczyło spraw mniej istotnych, gdyby nie zależało mu na tej rozmowie, najprawdopodobniej poprosiłby, by zwierzę zostało za drzwiami. Ostatniego domu w Wali. - Obawiam się, że skończyłby przerobiony na antipasti. Desideria wybierała zasłony. Kącik jego ust drgnął nieznacznie. Oczywiście, że temat jego narzeczonej musiał wrócić do niej jak bumerang, skoro była taka śmiała by wypominać mu to i owo. Może i była to nieco naciągana prawda, ale podobna uszczypliwość pasowała tutaj jak ulał. Do tego widok zaskoczonej Astorii sprawił mu cichą satysfakcję. Kącik ust drgnął mu jeszcze bardziej. Jak zwykle nie przepuścił okazji, by wytrącić rozmówcę z równowagi. - Oh, nie bądź taka drobiazgowa. Nie każde pociągnięcie pędzlem zasługuje na nieśmiertelność. Lubił przypominać, że przy nim rzeczywistość nie była zobowiązana do zachowywania się rozsądnie. Przy Louvainie wszystko mogło wydarzyć się w każdej chwili. I właśnie ta nieprzewidywalność należała do jego ulubionych. Nie musiał stale demonstrować siły. Wystarczało, że od czasu do czasu przypominał, iż nie ma nawet po co próbować przewidywać jego zachowania.

Astoria była obrzydliwie metodyczna w swojej dociekliwości. Nie zadawała pytań po to, by pozwolić rozwijać się napięciu chwilii. Nie szukała pojedynczych odpowiedzi. NIe pozwalała rozmowie oddychać. Tamta rozmowa na balkonie była o wiele bardziej interesująca, już na tym etapie. Oczywiście, że była, bo wyszła z jego inicjatywy. Chociaż właściwie potrafił to zrozumieć. Ostrożność stała się walutą rozsądnych ludzi, zwłaszcza w obecnej sytuacji.  Z drugiej jednak strony podobna skrupulatność była niemal kompletną impotencją dla źródła rozrywki, jakim mogła stać się rozmowa ze swoim/swoją ex. Zamiast wdzięcznie odbijać piłeczkę, prowokować, pozwalać, by słowa nabierały własnego życia, Astoria konsekwentnie sprowadzała wszystko do chłodnej analizy. Jakby przyszła przeprowadzić sekcję zwłok ich rozmowy zanim ta jeszcze zdążyła się rozkręcić. - Przecież powiedziałem, że będę szczery. Nie musisz być tak chorobliwie ostrożna. Wystarczy, że będziesz słuchać. Westchnął cicho, z tą odrobiną przesadnej, niemal teatralnej rezygnacji. Z każdą kolejną minutą coraz wyraźniej dawała do zrozumienia, że nie interesuje jej ani flirt ani intelektualna szermierka. Przyszła po odpowiedzi. A Louvain, choć nie zamierzał jej ich odmawiać, nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że gdzieś po drodze umierała cała przyjemność płynąca z nieprzewidywalności, która kiedyś stanowiła najciekawszą część ich wzajemnych potyczek. Jej ostatnie pytanie nie doczekało się natychmiastowej odpowiedzi. Louvain zamilkł, pozwalając, by cisza wypełniła pomieszczenie. Powoli odwrócił wzrok i utkwił go w płomieniach, które jeszcze przed chwilą pożerały resztki obrazu. Patrzył w nie długo, jakby odpowiedź leżała gdzieś między płomieniami, wystarczało tylko odczytać z ognia, a dopiero później ubrać w słowa. - Wszystko zależy od twojego zaangażowania. Jeśli będziesz w stanie spełnić postawione przed tobą oczekiwania, z całą pewnością kolejny gniew Czarnego Pana ominie ciebie i twoich bliskich. Odezwał się, a z jego głosu zniknęła charakterystyczna nuta prowokacji. Nie było ironii, nie było teatralności ani tej figlarnej pewności siebie, którą tak chętnie drażnił rozmówców. Pozostała jedynie chłodna rzeczowość człowieka mówiącego o zasadach większych od własnych przekonań.

Chwila powagi okazała się wystarczająca. Dał jej dokładnie tyle szczerości, ile uznał za stosowne. Teraz przyszła pora, by odebrać należną zapłatę. Skoro sam odsłonił przed nią fragment świata, którego większość ludzi nigdy nie miała oglądać, ona również mogła pozwolić sobie na odrobinę niewygody. Przez krótką chwilę przyglądał jej się w milczeniu. W końcu kącik jego ust uniósł się w tym dobrze znanym, prowokującym uśmiechu. - Wciąż nosisz ten pieprzyk… pod lewą piersią? Zapytał z rozbrajającym spokojem, jakby interesował się pogodą, nie czymś, czego pamięć nie powinna przechowywać przez tyle lat. W jego onyksowym spojrzeniu błysnęła złośliwa satysfakcja. Pytanie było bezwstydne, intymne i całkowicie zamierzone. Nie chodziło nawet o odpowiedź. Chciał jedynie zobaczyć, czy jest w stanie wytrzymać tego typu grę.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (4191), Louvain Lestrange (3502)




Wiadomości w tym wątku
[15.10.1972] Devil on my shoulder (Astoria Avery, Louvain Lestrange) - przez Astoria Avery - 03.07.2026, 01:13
RE: [15.10.1972] Devil on my shoulder (Astoria Avery, Louvain Lestrange) - przez Louvain Lestrange - 05.07.2026, 20:31
RE: [15.10.1972] Devil on my shoulder (Astoria Avery, Louvain Lestrange) - przez Astoria Avery - 08.07.2026, 02:10
RE: [15.10.1972] Devil on my shoulder (Astoria Avery, Louvain Lestrange) - przez Louvain Lestrange - 15.07.2026, 01:28
RE: [15.10.1972] Devil on my shoulder (Astoria Avery, Louvain Lestrange) - przez Astoria Avery - 22.07.2026, 02:12
RE: [15.10.1972] Devil on my shoulder (Astoria Avery, Louvain Lestrange) - przez Louvain Lestrange - 26.07.2026, 01:43
RE: [15.10.1972] Devil on my shoulder (Astoria Avery, Louvain Lestrange) - przez Astoria Avery - 26.07.2026, 20:30
RE: [15.10.1972] Devil on my shoulder (Astoria Avery, Louvain Lestrange) - przez Louvain Lestrange - 16.08.2026, 20:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa