20.07.2026, 15:23 ✶
— Kuchnię najlepiej komplementować dzyndzoleniem łyżeczki o michę — pouczył między siorbnięciami Woody. — A co poza tym powiedzieć? No pyszności. Pan cudotwórca.
Wyborny komplement złożyła talentowi kulinarnemu również Keyleth, zabierając się do jedzenia z nieporównywalnym do nikogo entuzjazmem, który zaskoczył nawet starego. Dziewczyna rzuciła się na jedzenie, jakby ją tu co najmniej głodzili, a kuchni w Rejwachu nikt przed nią przecież nie zamykał. Musiało więc chodzić o walor smakowy.
W przerwie między daniami, gdy Woody akurat popijał zupę winem, coś mu się otarło o łydkę. Oto szczuroszczety dokonały abordażu. Czarodziej schylił się pod stół i wziął jedną z łysych klusek na kolana. Paluchami wtarł w pomarszczony różowiutki kark pieszczoszka resztki masełka ze swojej pajdy chleba i obserwował, jak fretka uwija się wokół pozostałych stworzeń. Głaskał przy tym swój egzemplarz szczura z pietyzmem, a zanim podał go Keyleth, zważył kluchę w rękach. Jego szczur robił się jakiś tłusty.
— One są prawidłowej wagi? — zapytał dziewczynę, oddając kluskę do stada. Jeśli jadły za dużo, należało jak najprędzej zmniejszyć porcje i zadbać o oszczędności na karmie, za którymi Tarpaulin węszył jak pies gończy.
Gdy nadeszło oskarżenie Aseny, jakoby W. Tarpaulin okradał własny dom, oskarżony przewrócił oczami i pokręcił głową.
— Ja ten dom przez lata utrzymywałem. Wziąć sobie kawałeczek placka to przy tym wiesz… — Zacmokał, wyrażając niezadowolenie z tego, że niewdzięcznica zamiast się cieszyć z zeszłorocznej wałówki, to jeszcze mu docina.
Mimowolnie pan Tarpaulin zagłębił się we wspomnienie tego zimowego dnia, kiedy to zakradł się do swojej chałupy w Dolinie. Tessa od lat, mimo jego odejścia, utrzymywała w ich domu ciepłą, przytulną atmosferę, a spiżarnia w świąteczną noc pełna była apetycznych przysmaków czekających tylko, aby po nie sięgnąć. Teraz dom państwa Longbottom to spalona ruina.
Przez jestestwo Woody’ego przetoczyła się fala przygniatającego żalu, gdy wspomniał sczerniałą skorupę pozostałą po miejscu, które wspólnie z żoną stworzyli i spędzili w nim pół życia. Żal ścisnął mu żebra, zdławił boleścią straty gorszą niż klątwa traumy. Dom nie istniał, Tessa mieszkała u Anthony’ego Shafiqa. Ogień strawił również wnętrza Warowni, jego domu rodzinnego. Clemens Longbottom nie miałby już nawet dokąd wrócić.
Pozostał Rejwach, który nietknięty przetrwał starcie z żywiołem.
Z ponurych myśli wyrwała starego zmiana tematu. A temat tradycyjnie przy tym stole okręcił się wokół chuja.
— A czemu Lewis miałby nie wiedzieć, czy one mają naplety? Dobry kucharz nie marnuje żadnej części przy porcjowaniu zwierzyny — odparł Asenie w obronie McKinnona, nakładając sobie gęsiny.
Wyborny komplement złożyła talentowi kulinarnemu również Keyleth, zabierając się do jedzenia z nieporównywalnym do nikogo entuzjazmem, który zaskoczył nawet starego. Dziewczyna rzuciła się na jedzenie, jakby ją tu co najmniej głodzili, a kuchni w Rejwachu nikt przed nią przecież nie zamykał. Musiało więc chodzić o walor smakowy.
W przerwie między daniami, gdy Woody akurat popijał zupę winem, coś mu się otarło o łydkę. Oto szczuroszczety dokonały abordażu. Czarodziej schylił się pod stół i wziął jedną z łysych klusek na kolana. Paluchami wtarł w pomarszczony różowiutki kark pieszczoszka resztki masełka ze swojej pajdy chleba i obserwował, jak fretka uwija się wokół pozostałych stworzeń. Głaskał przy tym swój egzemplarz szczura z pietyzmem, a zanim podał go Keyleth, zważył kluchę w rękach. Jego szczur robił się jakiś tłusty.
— One są prawidłowej wagi? — zapytał dziewczynę, oddając kluskę do stada. Jeśli jadły za dużo, należało jak najprędzej zmniejszyć porcje i zadbać o oszczędności na karmie, za którymi Tarpaulin węszył jak pies gończy.
Gdy nadeszło oskarżenie Aseny, jakoby W. Tarpaulin okradał własny dom, oskarżony przewrócił oczami i pokręcił głową.
— Ja ten dom przez lata utrzymywałem. Wziąć sobie kawałeczek placka to przy tym wiesz… — Zacmokał, wyrażając niezadowolenie z tego, że niewdzięcznica zamiast się cieszyć z zeszłorocznej wałówki, to jeszcze mu docina.
Mimowolnie pan Tarpaulin zagłębił się we wspomnienie tego zimowego dnia, kiedy to zakradł się do swojej chałupy w Dolinie. Tessa od lat, mimo jego odejścia, utrzymywała w ich domu ciepłą, przytulną atmosferę, a spiżarnia w świąteczną noc pełna była apetycznych przysmaków czekających tylko, aby po nie sięgnąć. Teraz dom państwa Longbottom to spalona ruina.
Przez jestestwo Woody’ego przetoczyła się fala przygniatającego żalu, gdy wspomniał sczerniałą skorupę pozostałą po miejscu, które wspólnie z żoną stworzyli i spędzili w nim pół życia. Żal ścisnął mu żebra, zdławił boleścią straty gorszą niż klątwa traumy. Dom nie istniał, Tessa mieszkała u Anthony’ego Shafiqa. Ogień strawił również wnętrza Warowni, jego domu rodzinnego. Clemens Longbottom nie miałby już nawet dokąd wrócić.
Pozostał Rejwach, który nietknięty przetrwał starcie z żywiołem.
Z ponurych myśli wyrwała starego zmiana tematu. A temat tradycyjnie przy tym stole okręcił się wokół chuja.
— A czemu Lewis miałby nie wiedzieć, czy one mają naplety? Dobry kucharz nie marnuje żadnej części przy porcjowaniu zwierzyny — odparł Asenie w obronie McKinnona, nakładając sobie gęsiny.
No to dnia 26.07. przyjdę was zapytać, gdzie są odpisy, bo robię swój.
piw0 to moje paliwo