• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[Luty 1960] Moralność Pana Detektywa | Harrier & Woody

[Luty 1960] Moralność Pana Detektywa | Harrier & Woody
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#4
24.07.2026, 15:49  ✶  
Nie powinno być Woody’emu w gościach tak wygodnie, ale… co miał poradzić, że było? Poczuł winę, gdy uświadomił sobie, że woli siedzieć z Harrierem niż z własną żoną i że do domu to on wcale nie chce wracać. Czuł się winny, bo kochał Quintessę, a ją zawodził, na co nie potrafił znaleźć recepty. Tak sobie powtarzał: że on nie wie, co ma jeszcze dla niej zrobić. W rzeczywistości zwyczajnie się migał. Powinien sytuację między nimi naprawić, ale jakoś nigdy nie był ku temu dobry dzień. A to trudny case w pracy i nie ma czasu o tym myśleć. A to naprawdę już jest dziś taki zmęczony, że to nie ma sensu. W nieuświadomiony sposób paraliżowała go wizja głębokich, potencjalnie bolesnych rozmów.
— Dzięki. Cholerka, może jej puszczę sówkę, że dziś kimnę u ciebie. Żeby nie była, kurnia, znowu zła — powiedział to z wyrzutem, jakby to była wina Tessy, że się biedna żona nie chciała martwić o męża znikającego na całe noce. Longbottom wytarł z kącików ust resztki sosu pieczeniowego, opłukał rękę w kuchennym zlewie i strzepnął wodę z łapy na podłogę. — No ale, Harry, ja z nią rozmawiam i się interesuję — zaprotestował mężczyzna, jako że poczuł się wywołany do obrony swojej osoby. O żonę dbał. Naprawdę dbał. — Co weekend ją gdzieś biorę na kolację. — Za którą płacił, to prawda, ale na żonę zrzucał ciężar wyboru miejscówki, wymawiając się tym, że to on jej chce przyjemność zrobić, więc ona musi wybrać. — Codziennie pytam, jak jej minął dzień. — A wysłuchawszy odpowiedzi, kiwał głową i mówił, że to fajnie, fajnie. Czasem coś tam pożartował sytuacyjnie. I temat znikał. — A te święta na przykład weźmy. Teraz ostatnio. Sprowadziłem jej ze Stanów pierwsze wydanie jakiejś wiekowej knigi. Klątwy. Studia i szkice. Od miesięcy się baba nosiła, żeby ją kupić, ale gadała ciągle, że to za drogo wyjdzie, że się nie opłaca zupełnie, ale dla mnie, Harry, dla mnie zadowolenie Tessy nie ma ceny.
Nie był głupi. Wiedział, że pieniądze to nie wszystko, ale w tym cała rzecz: nie tylko nie szczędził na nią złota, ale też interesował się jej pasjami, pytał o przebieg dnia, na co ma ochotę, przynosił kwiaty bez okazji. Robił wszystko, dopóki nie przysparzało mu to obciążenia emocjonalnego. Tematom trudnym Longbottom ścinał zaraz łby: przytakiwał tępo, wzruszał ramionami, milczał z miną zbitego psa. Na Tessie spoczywał ciężar wykonywania pracy emocjonalnej w ich małżeństwie. Woody o uczuciach i przeszłości mówił jak za karę, trudno było z niego coś konstruktywnego wycisnąć. Oddalało to małżonków od siebie.
Detektyw wyposażony jak mała księżniczka (księżniczka postawna i szeroka w barach) wziął swój zdobiony gwiazdkami talerzyk jabłecznika i od razu podstawił pod nos, żeby się zaciągnąć zapachem owej ambrozji.
— Myślałeś może, żeby na emeryturze otworzyć knajpę? Ile ci jeszcze zostało do przepracowania, co? — W owym czasie obojgu im daleko jeszcze było do emerytury, nawet tej policyjnej, ale pomarzyć już sobie mogli.
Nażarty jak tucznik chłop polazł chętnie na kanapę. Klapnął z błogim wyrazem twarzy i odchylił głowę na oparcie, przymykając oczy. Dobrze weszło to wino, tak jak lubił najbardziej. Jeszcze nie był upity, ale już lekko odczuwał, że świat stracił nieco ciężaru, a smutne problemy małżeńskie spokojnie poczekają na rozwiązanie do innego dnia. Zmniejszyła się waga wszystkiego, co mężczyźnie na co dzień ryło łeb.
Na wzmiankę o tej karze śmierci wzruszył jakoś niemrawo ramionami. Wiedział, że moralności Harry’ego i Moody’ego różniły się, a Longbottom… Longbottom stał gdzieś pomiędzy nimi, najwięcej moralnie skonfliktowany, bo najwięcej mający na sumieniu i niepotrafiący samego siebie osądzać obiektywnie.
— Może jazgarz to dla niego niewystarczający zbrodniarz — bąknął, ponownie wzruszywszy ramionami.
Atmosfera zrobiła się niezręcznie cicha. Woody w milczeniu dziobał widelczykiem jabłecznik. Gdy Abbott wypełnił szkła brandy, detektyw chętnie uniósł szklaneczkę do toastu i zamoczył usta w wybornym trunku. Obrócił naczynie, wirując pozostały w nim alkohol tak, jak czynili to sommelierzy chuj wie po co.
— Ty, Harry, ale ty nie uważasz Aarona za jakiegoś… gorszego, bo gada o tej karze śmierci, nie? — wypalił w końcu, zachowując pozorną nonszalancję.


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Harrier Abbott (1080), Woody Tarpaulin (1318)




Wiadomości w tym wątku
[Luty 1960] Moralność Pana Detektywa | Harrier & Woody - przez Harrier Abbott - 31.08.2025, 01:33
RE: [Luty 1960] Moralność Pana Detektywa | Harrier & Woody - przez Woody Tarpaulin - 03.10.2025, 23:16
RE: [Luty 1960] Moralność Pana Detektywa | Harrier & Woody - przez Harrier Abbott - 10.10.2025, 01:19
RE: [Luty 1960] Moralność Pana Detektywa | Harrier & Woody - przez Woody Tarpaulin - 24.07.2026, 15:49

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa