26.07.2026, 16:52 ✶
— Andy, no to co miałem kurwa zrobić? — warknął, powtarzając się. — Niech sobie zapamiętają, że następnym razem dwa razy się zastanowić zanim znowu otworzą mordy. Gdybym nic nie zrobił, dopiero wyszedłbym na frajera — splótł ręce na piersi, mimo że bardziej przypominało to próbę ukrycia drżenia dłoni niż oznakę pewności siebie. — Zresztą… co ty możesz o tym wiedzieć?
To było poniżej pasa. Juluś wiedział o tym w tej samej chwili, w której słowa opuściły jego usta, jednakże… nie zamierzał ich cofać. Zbyt długo tłumił w sobie wściekłość, żeby nagle zacząć ważyć każde zdanie.
Jednocześnie nie wiedział jednak, że za lodowatą powściągliwością Aarona nie kryła się pogarda, lecz troska, którą niektórzy ludzie potrafili okazywać wyłącznie poprzez napomnienia i surowe słowa. Julian nie miał dostępu do tego, co skrywało się za jego spojrzeniem, nie potrafił odczytać myśli, których tamten nigdy nie wypowiedział. Docierały do niego jedynie kolejne wyrzuty, kolejne uwagi, kolejne przypomnienia o błędach, jak gdyby całe jego istnienie sprowadzało się do listy przewinień spisanej cudzą ręką.
Był jak zwierzę zapędzone do kąta. Każde słowo odbierał jak następny cios, więc odpowiadał jedynym sposobem, jaki w tamtej chwili znał — gryzł zanim ktoś zdążyłby uderzyć pierwszy. Mugolski kundel, ponownie przemknęło się przez jego umysł.
Następnie wzdrygnął się, gdy Aaron stuknął palcem w rozdział o buntach goblinów. Zawahał się, czy w ogóle odpowiadać. Gniew wciąż burzył się w nim jak wrzątek w czajniku, gotowy gwizdnąć i wypierdolić wszystkiemu dookoła. Oparł głowę o oprawę kominka, czując, jak ciepło ognia grzało mu plecy przez koszulkę.
— A to… — machnął ręką w stronę książki historii. — To wszystko pierdolenie. Bunty goblinów, czysta krew, rasistowskie bzdury. Słyszysz to na lekcjach i myślisz „co za durnie, przecież to było wieki temu, ludzie są głupi”, a potem idziesz na korytarz i to samo słyszysz na swój temat, tylko słowa są inne. I nic się nie zmieniło. Nic — głos mu się załamał.
To było poniżej pasa. Juluś wiedział o tym w tej samej chwili, w której słowa opuściły jego usta, jednakże… nie zamierzał ich cofać. Zbyt długo tłumił w sobie wściekłość, żeby nagle zacząć ważyć każde zdanie.
Jednocześnie nie wiedział jednak, że za lodowatą powściągliwością Aarona nie kryła się pogarda, lecz troska, którą niektórzy ludzie potrafili okazywać wyłącznie poprzez napomnienia i surowe słowa. Julian nie miał dostępu do tego, co skrywało się za jego spojrzeniem, nie potrafił odczytać myśli, których tamten nigdy nie wypowiedział. Docierały do niego jedynie kolejne wyrzuty, kolejne uwagi, kolejne przypomnienia o błędach, jak gdyby całe jego istnienie sprowadzało się do listy przewinień spisanej cudzą ręką.
Był jak zwierzę zapędzone do kąta. Każde słowo odbierał jak następny cios, więc odpowiadał jedynym sposobem, jaki w tamtej chwili znał — gryzł zanim ktoś zdążyłby uderzyć pierwszy. Mugolski kundel, ponownie przemknęło się przez jego umysł.
Następnie wzdrygnął się, gdy Aaron stuknął palcem w rozdział o buntach goblinów. Zawahał się, czy w ogóle odpowiadać. Gniew wciąż burzył się w nim jak wrzątek w czajniku, gotowy gwizdnąć i wypierdolić wszystkiemu dookoła. Oparł głowę o oprawę kominka, czując, jak ciepło ognia grzało mu plecy przez koszulkę.
— A to… — machnął ręką w stronę książki historii. — To wszystko pierdolenie. Bunty goblinów, czysta krew, rasistowskie bzdury. Słyszysz to na lekcjach i myślisz „co za durnie, przecież to było wieki temu, ludzie są głupi”, a potem idziesz na korytarz i to samo słyszysz na swój temat, tylko słowa są inne. I nic się nie zmieniło. Nic — głos mu się załamał.
you've taken your rightful place
at the table of kings
at the table of kings