18.03.2023, 14:46 ✶
Jedynym powodem, dla którego żałowała, że zrezygnowała z uzdrawiania i kariery w Mungu — takiej na ludziach żywych i zdrowych, był jej brat. Wolałaby mieć go na oku, nawet zrobić specjalizację pod to, z czym Castiel miał każdego dnia do czynienia. Fakt, że Bulstrode była dobra w swoim fachu, był jednak pocieszający. Nawet jeśli Flint częściej trafiał pod jej skrzydła, to Cynthia i tak robiła wszystko, aby się do edukować w zakresie radzenia sobie z urazami lub chorobami wywoływanymi przez klątwy.
Brew jej lekko drgnęła na jego reakcję odnośnie do Longbottomówny, która przecież nie była tak złym pomysłem. Małżeństwa w ich świecie bardzo rzadko opierały się na miłości, ale przyjaźń i umiejętność pójścia na kompromis mogły stanowić doskonały fundament do zbudowania czegokolwiek i przetrwania. A przecież miał to z Brenną! Oczywiście Cyna nie miała pojęcia o tym, że jej brat miał zupełnie inne preferencje seksualne, niż kobiety. O tym, że jego wybrankiem był jej najlepszy przyjaciel — też nie.
- A szkoda. Mielibyście dobre małżeństwo. Biedna Brenna, mam nadzieję, że trafi Erik w jej gusta. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion i całkiem szczerze, bo robienie z kobiet towaru biznesowego nigdy się jej nie podobało. Niemniej jednak jedna ona niczego nie zmieni. Nie chciała też się zastanawiać nad tym, jakiej krwi będzie przyszły mąż koleżanki. Ostatnio bardzo psuły się te czarodziejskie rody, chociaż nie mówiła o tym głośno. Obserwowała go, ale nie pytała i nie komentowała więcej, pozwalając sobie tylko na krótkie westchnięcie. W końcu przecież znajdzie kogoś z kim będzie szczęśliwy i wypełni swoje obowiązki, dużo mężczyzn decydowało się na formalne związki dopiero po trzydziestce.
Może nie mówiła tego głośno, ale naprawdę cieszyła się, że wrócił do domu, chociaż na chwilę i mogli spędzić razem trochę czasu. Nachyliła się nad ułożonym w fotelu bratem, muskając wargami jego czoło i poszła do kuchni po więcej kanapek, których stos później wylądował na jego kolanach. Z oparcia fotela, które wcześniej zajmowała, zsunęła się na siedzisko i usiadła wygodnie, zakładając nogę na nogę. Słuchała go z uśmiechem, chociaż brew jej lekko powędrowała ku górze. Fergus był dobrym przyjacielem, chociaż ściągał kłopoty i miewał głupie pomysły. Czasem też był zbyt ufny i zawsze gdzieś wewnątrz miała obawę, że ktoś wykorzysta to przeciwko niemu.
- Widać, że połączyła was prawie braterska miłość, co? Cieszę się, że się dogadujecie, ale nie bierz udziału we wszystkich jego szaleńczych pomysłach i oddaj mi go czasem, żebym miała z kim iść na drinka. - powiedziała pół żartem, pół serio — zwłaszcza ostatnie słowa. Zgarnęła jasne pasmo za ucho, a następnie uniosła różdżkę leżącą obok niej, bo wysunęła się z kieszonki i machnęła na jedną z kanapek, łapiąc ją w dłonie. Wzięła kasę, przenosząc wzrok na ogień w kominku. O każdego innego, niż bliźniak w przypadku przyjaźni z Fergusem byłaby chyba trochę zazdrosna, ale o brata nie umiała. Miała też jeszcze Victorię, która na szczęście miała dla niej więcej czasu i chyba chęci, niż Olivander. Kolejna niedoszła żona młodego Flinta, jej największa porażka, bo cudownie byłoby mieć ją w rodzinie. Blisko i obok.
- Nikt Cię nigdy nie wygryzie Castiel, jesteś dla mnie najważniejszy. - odpowiedziała po chwili milczenia, przenosząc na niego łagodne spojrzenie. Nie była zbyt towarzyska, większość jej relacji opierała się na kłamstwie, manipulacji i wykorzystaniu. Nie czuła potrzeby angażowania się w żadne głębsze relacje, zwłaszcza intymne — te, które mogłyby ją interesować i tak były poza jej zasięgiem. Miała swoje trupy.
- Wszystko dobrze? Mamy coraz więcej roboty w Ministerstwie, ludzie eksperymentują z ziołami i eliksirami, a potem trafiają na mój stół. Lycoris wymaga ode mnie perfekcji, więc też staram się nad sobą pracować. Nic emocjonującego Cas. Może powinniśmy wybrać sobie jeden wieczór w tygodniu na wspólną kolację? Lub na dwa.
Zaproponowała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, chcąc zrobić z tego propozycję niezobowiązującą. Wiedziała, że obydwoje byli dość zajęci, a teraz gdy mieszkał na tej Łodzi, spotkania były utrudnione. Wzięła kolejny kęs kanapki, oblizując wargi z sosu.
Brew jej lekko drgnęła na jego reakcję odnośnie do Longbottomówny, która przecież nie była tak złym pomysłem. Małżeństwa w ich świecie bardzo rzadko opierały się na miłości, ale przyjaźń i umiejętność pójścia na kompromis mogły stanowić doskonały fundament do zbudowania czegokolwiek i przetrwania. A przecież miał to z Brenną! Oczywiście Cyna nie miała pojęcia o tym, że jej brat miał zupełnie inne preferencje seksualne, niż kobiety. O tym, że jego wybrankiem był jej najlepszy przyjaciel — też nie.
- A szkoda. Mielibyście dobre małżeństwo. Biedna Brenna, mam nadzieję, że trafi Erik w jej gusta. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion i całkiem szczerze, bo robienie z kobiet towaru biznesowego nigdy się jej nie podobało. Niemniej jednak jedna ona niczego nie zmieni. Nie chciała też się zastanawiać nad tym, jakiej krwi będzie przyszły mąż koleżanki. Ostatnio bardzo psuły się te czarodziejskie rody, chociaż nie mówiła o tym głośno. Obserwowała go, ale nie pytała i nie komentowała więcej, pozwalając sobie tylko na krótkie westchnięcie. W końcu przecież znajdzie kogoś z kim będzie szczęśliwy i wypełni swoje obowiązki, dużo mężczyzn decydowało się na formalne związki dopiero po trzydziestce.
Może nie mówiła tego głośno, ale naprawdę cieszyła się, że wrócił do domu, chociaż na chwilę i mogli spędzić razem trochę czasu. Nachyliła się nad ułożonym w fotelu bratem, muskając wargami jego czoło i poszła do kuchni po więcej kanapek, których stos później wylądował na jego kolanach. Z oparcia fotela, które wcześniej zajmowała, zsunęła się na siedzisko i usiadła wygodnie, zakładając nogę na nogę. Słuchała go z uśmiechem, chociaż brew jej lekko powędrowała ku górze. Fergus był dobrym przyjacielem, chociaż ściągał kłopoty i miewał głupie pomysły. Czasem też był zbyt ufny i zawsze gdzieś wewnątrz miała obawę, że ktoś wykorzysta to przeciwko niemu.
- Widać, że połączyła was prawie braterska miłość, co? Cieszę się, że się dogadujecie, ale nie bierz udziału we wszystkich jego szaleńczych pomysłach i oddaj mi go czasem, żebym miała z kim iść na drinka. - powiedziała pół żartem, pół serio — zwłaszcza ostatnie słowa. Zgarnęła jasne pasmo za ucho, a następnie uniosła różdżkę leżącą obok niej, bo wysunęła się z kieszonki i machnęła na jedną z kanapek, łapiąc ją w dłonie. Wzięła kasę, przenosząc wzrok na ogień w kominku. O każdego innego, niż bliźniak w przypadku przyjaźni z Fergusem byłaby chyba trochę zazdrosna, ale o brata nie umiała. Miała też jeszcze Victorię, która na szczęście miała dla niej więcej czasu i chyba chęci, niż Olivander. Kolejna niedoszła żona młodego Flinta, jej największa porażka, bo cudownie byłoby mieć ją w rodzinie. Blisko i obok.
- Nikt Cię nigdy nie wygryzie Castiel, jesteś dla mnie najważniejszy. - odpowiedziała po chwili milczenia, przenosząc na niego łagodne spojrzenie. Nie była zbyt towarzyska, większość jej relacji opierała się na kłamstwie, manipulacji i wykorzystaniu. Nie czuła potrzeby angażowania się w żadne głębsze relacje, zwłaszcza intymne — te, które mogłyby ją interesować i tak były poza jej zasięgiem. Miała swoje trupy.
- Wszystko dobrze? Mamy coraz więcej roboty w Ministerstwie, ludzie eksperymentują z ziołami i eliksirami, a potem trafiają na mój stół. Lycoris wymaga ode mnie perfekcji, więc też staram się nad sobą pracować. Nic emocjonującego Cas. Może powinniśmy wybrać sobie jeden wieczór w tygodniu na wspólną kolację? Lub na dwa.
Zaproponowała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, chcąc zrobić z tego propozycję niezobowiązującą. Wiedziała, że obydwoje byli dość zajęci, a teraz gdy mieszkał na tej Łodzi, spotkania były utrudnione. Wzięła kolejny kęs kanapki, oblizując wargi z sosu.