04.08.2026, 20:12 ✶
O Robercie Crouchu wiadomo było, że lubił porządne porcje. Początkowo przyciągał swoim zamiłowaniem do jedzenia spojrzenia pełne lekkiej dezaprobaty charakterystycznej elitom. A jednak jego entuzjazm, miłość do dobrej kuchni i wylewne pochwały, przez które kucharzom po prostu robiło się miło, przyzwyczaiły ludzi do jego nawyków. Dlatego teraz, nawet nie pytając, dostał nieco więcej naleśników niż reszta. Jedzenie jednak nie odwracało jego uwagi od tak zwanego clue. Jechali właśnie na negocjacje, a owa kolacja stanowiła swoisty wstęp.
Nie spóźnił się tylko dlatego, że przychodząc na czas mógł spędzić więcej czasu z wampirem, Gustave'em Delacourem. Był swoją drogą ciekaw, czy ten zdecyduje się coś zjeść, czy raczej ograniczy się jedynie do obserwowania jak jedzą inni. A potem… na pewno wziął ze sobą zapas krwi. Ponoć miał swoich dawców i wszystko załatwiał etycznie. Robertowi wydawało się, że powinno go to obrzydzać, ale wcale tak nie było. Wręcz przeciwnie, bowiem dzięki temu już od ręki stawał się dla wampira smacznym kąskiem.
Talerz bulionu wszamał z przyjemnością. Cóż, jeśli negocjacje się nie powiodą, przynajmniej można skosztować smacznego jedzenia. Trzeba było w życiu zauważać pozytywy. Inaczej człowiek najzwyczajniej wariował. Tak jak Robert na początku września, który nieco użalał się nad własnym losem, brodził we własnym poczuciu winy. Teraz jednak upewniał się w tym, że wyrzucenie Slughorna ze stanowiska było mniejszym złem. Czy ktoś taki starałby się o mieszkania dla ludzi? Pomagałby w atrium w Spaloną Noc? Wspierałby tych, którzy wsparcia potrzebowali? Nie, ten człowiek zawsze tylko złorzeczył i szkodził całej magicznej społeczności.
– Myślę, że każdego trzeba odpowiednio zaopiekować i kupić odpowiednimi argumentami. Do Auberta przemówi sprawiedliwość społeczna, a do Falkenhjelm uderzymy w tonach "dbamy o bezpieczeństwo nasze i całej wspólnoty". W tym oczywiście Ligi. Mamy w Londynie przedstawicieli rodzin skandynwskich, chociażby Nordgersimów. Nie wiem tylko, jak podejść do Bellamonta. Nie jestem znawcą włoskich temperamentów, a i jego liberalizm ekonomiczny może się nieco kłócić z dzieleniem się pieniędzmi i to jeszcze na mieszkania socjalne – powiedział, po czym jednym łykiem skończył szampana.
Nie spóźnił się tylko dlatego, że przychodząc na czas mógł spędzić więcej czasu z wampirem, Gustave'em Delacourem. Był swoją drogą ciekaw, czy ten zdecyduje się coś zjeść, czy raczej ograniczy się jedynie do obserwowania jak jedzą inni. A potem… na pewno wziął ze sobą zapas krwi. Ponoć miał swoich dawców i wszystko załatwiał etycznie. Robertowi wydawało się, że powinno go to obrzydzać, ale wcale tak nie było. Wręcz przeciwnie, bowiem dzięki temu już od ręki stawał się dla wampira smacznym kąskiem.
Talerz bulionu wszamał z przyjemnością. Cóż, jeśli negocjacje się nie powiodą, przynajmniej można skosztować smacznego jedzenia. Trzeba było w życiu zauważać pozytywy. Inaczej człowiek najzwyczajniej wariował. Tak jak Robert na początku września, który nieco użalał się nad własnym losem, brodził we własnym poczuciu winy. Teraz jednak upewniał się w tym, że wyrzucenie Slughorna ze stanowiska było mniejszym złem. Czy ktoś taki starałby się o mieszkania dla ludzi? Pomagałby w atrium w Spaloną Noc? Wspierałby tych, którzy wsparcia potrzebowali? Nie, ten człowiek zawsze tylko złorzeczył i szkodził całej magicznej społeczności.
– Myślę, że każdego trzeba odpowiednio zaopiekować i kupić odpowiednimi argumentami. Do Auberta przemówi sprawiedliwość społeczna, a do Falkenhjelm uderzymy w tonach "dbamy o bezpieczeństwo nasze i całej wspólnoty". W tym oczywiście Ligi. Mamy w Londynie przedstawicieli rodzin skandynwskich, chociażby Nordgersimów. Nie wiem tylko, jak podejść do Bellamonta. Nie jestem znawcą włoskich temperamentów, a i jego liberalizm ekonomiczny może się nieco kłócić z dzieleniem się pieniędzmi i to jeszcze na mieszkania socjalne – powiedział, po czym jednym łykiem skończył szampana.
Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.