Lyssa w Prawach Czasu mieszkała nawet dłużej, niż od wiosny i zdążyła się napatrzeć na to, co działo się w życiu miłosnym Peregrinusa. Pozornie nic, bo prawie cały czas widziała go z książkami, albo ślęczącego nad kalendarzem, kiedy musiał ułożyć ojcu spotkania. Pod powierzchnią jednak, kryło się coś więcej. Coś, co owijało ciasno jego i jej ojca, a czego wcale nie chciała być świadoma. Niewiele było w niej zrozumienia na temat tego stanu rzeczy, więc starała się to ignorować, jakby nie wiedziała, albo miała lepsze rzeczy do roboty.
Peregrinus niedowierzał w jej relację i prawdę powiedziawszy, to wcale mu się nie dziwiła. Wyparcie było naturalną reakcją, na tego typu głupoty, bo nikt normalny nie zrobiłby niczego takiego na randce albo wpadł na podobny pomysł. Ona jednak była wspaniałym dowodem na to, że los bywał okrutny i rzeczy niewyobrażalne faktycznie przytrafiały się ludziom. Nie podobało jej się jednak, że pierwszą reakcją był śmiech. Wykrzywiła usta w podkówkę, mierząc Trelawneya czujnym spojrzeniem, nie zamierzając się w żaden sposób powtarzać, bo to zanadto szczypałoby jej dumę.
— To nie dziwaczne. To obrzydliwe — odpowiedziała, siląc się na uśmiech, ale był on niezwykle płaski i zaraz zniknął z jej twarzy, niemożliwy by się tam utrzymać na dłużej. — Też tak myślę, że spotykanie się z nim dalej, nie ma większego sensu. — Zadrżała, kiedy jakiś dreszcz zażenowania przeszedł jej po plecach, na myśl o tym jak mogłyby wyglądać ich kolejne spacery, obiady czy kolacje. W głowie Lyssy katastrofa goniłaby katastrofę, ale ona już miała plan. Wielki i swoim zdaniem sprawiedliwym, bo niech już ona tylko zobaczy jakiegokolwiek członka rodziny Aidana. Ooo, wtedy to ona sobie poużywa. Powie im, jakie miał wspaniałe pomysły, malując się w słusznej pozycji ofiary i biednej dziewczyny.
Przyjeżdżając do Anglii nie miała wielkich oczekiwań. No, przynajmniej jeśli chodziło o kulturę, bo uważała ten kraj za ogólnie niezbyt przekonujący i miły dla oka. Niektórzy ze spotykanych przez nią ludzi, tylko potwierdzała jej przeświadczenia, reszta była natomiast, w najlepszym przypadku, okropnie wręcz przeciętna, jakby wszechobecna szarość wysp rzuciła im się na mózg w momencie w którym za dziecięctwa po raz pierwszy otworzyli oczy. Aidan stał gdzieś poza tymi dwoma zbiorami, pokazawszy jej zupełnie nowy poziom i określając pewne standardy, jakimi zamierzała się kierować w przyszłości.
— Nie, oprócz jego braku taktu, nie zrobił niczego. — Skrzywiła się wyraźnie. Chciała powiedzieć, że niczego złego, ale po prawdzie to niczego dobrego też nie zrobił. Nieudaczność należało więc piętnować po całości, kiedy tylko miało się ku temu okazję. — Zjadłabym coś, co nadawałoby się spożycia dla człowieka — powiedziała wreszcie, puszczając Peregrinusa ze swojego uścisku.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.