• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[24-25/09/72] Ktoś napoczął mojego człowieka

[24-25/09/72] Ktoś napoczął mojego człowieka
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#3
10.08.2026, 14:18  ✶  
Lucy śliczna była jak zawsze w tej koszuli nocnej, w której koszmar Helloise wyciągnął ją… z łóżka? Czy ona sypiała?
Lucy Rosewood już nie żyła. Zdawać by się mogło, że jakiekolwiek zło czaiło się wewnątrz tego zwyrodniałego snu, nie mogło martwej dosięgnąć. O tyle lepsze było jej położenie względem oddychającego, żywego Dægberhta, którego Helloise pozostawiła za sobą, gdy uciekała z poprzedniej pętli koszmaru.
Jej wodniste oczy o nieodgadnionym, pustym wyrazie przesunęły się powoli po spływających krwią dłoniach wampirzycy zakończonych czerwonymi paznokciami. Lucy Rosewood była drapieżnego gatunku.
— Tak. Sądzę, że nie chciałabym — odparła Helloise, gdy i druga filiżanka okazała się równie makabryczna w zawartości.
Kobieta spojrzała w dal, na las rozszumiany ostrym szeptem mrowia niespokojnych liści. Pod szarpanymi wichrem gałęziami stał nieruchomy cień, którego sam widok wzbudził w niej lęk, mimo że nie wiedziała jeszcze, czym on jest. Pod drzewami zarysował się kształt zła. Malutki, skondensowany w czarną złowrogą plamę. Helloise zmrużyła oczy.
— On — odpowiedziała na pytanie Lucy, a wówczas, jakby usłyszał ich rozmowę, cień poruszył się, zwinny jak tłusty pająk, i biegiem ruszył w ich stronę przez polanę.
Oddech Helloise przyspieszył. Jej nogi wciąż spętane były odrętwieniem przez nieznaną siłę i nie mogła się poruszyć, choć całe jej istnienie rwało się do tego, aby się od nadciągającej maszkary oddalić. Gorszy był ów paraliż niż wcześniejsza wycieńczająca gonitwa przez zapętlający się w nieskończoność las. Wiedźma patrzyła bezradnie, jak zbliża się nieubłagane zło.
Wtem ciemna sylwetka zniknęła za mijanym po drodze wielkim krzewem. Nie wyłoniła się już zza niego. Helloise w napięciu badała wzrokiem kontur rośliny. W każdej chwili mógł spomiędzy tych gałązek wychynąć na powrót demon. Nad polaną zapadła cisza. Drzewa zamilkły, stanęły płuca wichru, aby się wszystko wokół mogło przysłuchiwać, jak wali o żebra serce czarownicy.
— Lucy? — Odwróciła do niej głowę, aby się upewnić, że i wampirzyca widziała to, co się stało.
Wtem coś ścisnęło ją za gardło — i nie lęk, a dłonie mocne jak imadło. Oczy wiedźmy rozszerzyły się w szoku. Ręce wyrwały się ku łapom zaciśniętym na białej szyi, żeby je oderwać — bezskutecznie.
Za nią wyrósł morderca goniący ją przez kolejny już sen. Człowiek niski i krępy, dziwacznie pokraczny, o odstręczająco brzydkiej twarzy. Oczka mężczyzny gnieździły się głęboko w cieniu wydatnego czoła, a zbyt szerokie usta rozciągał obłąkańczy uśmiech.


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (691), Lucy Rosewood (397)




Wiadomości w tym wątku
[24-25/09/72] Ktoś napoczął mojego człowieka - przez Helloise Rowle - 12.07.2026, 17:35
RE: [24-25/09/72] Ktoś napoczął mojego człowieka - przez Lucy Rosewood - 02.08.2026, 21:58
RE: [24-25/09/72] Ktoś napoczął mojego człowieka - przez Helloise Rowle - 10.08.2026, 14:18

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa