10.08.2026, 20:38 ✶
Słuchał jej i nie przerywał a z każdym słowem, jego szczera w intencjach twarz przechodziła przez kolejne stadia. Porannego zblazowania, chłodnego niedowierzania, szoku aż w końcu zachwytu. Nie miał powodów by wątpić w jej słowa, ewentualnie zakładając wcześniej, że może nieco koloryzuje, finalnie jednak wydając osąd szeroko otwartymi oczyma i również ustami, do których od jakiegoś czasu nie wpadało żadne jedzenie.
– Niesamowite! I tak! To jest właśnie ta indolencja służb! Nic z tego nie było mi wiadomo, poza faktem, że znaleziono Was we wnętrzu osuwiska razem z Donną Anną. Zdaje się, że ktoś zostawił notę, która pomogła szybciej Was znaleźć, ale nie sądziłem, że w samym sercu… – Nadal było widać na jego pobladłej twarzy zmęczenie, ale teraz rozkwitł również uśmiech samozadowolenia i dumy. – No, no… brytyjczycy przybywają i ratują dzień! Wspaniale! Mam nadzieję, że nasz nowy kronikarz poza zapiskami do annałów klubowych, znajdzie chwilę i machnie jakiś podnoszący artykulik dla naszych strudzonych rodaków. Wybornie! Co za historia! Nasze stworzenie nie miało żadnych łańcuchów, a jeśli miało to pokrywała je gęsta, toksyczna maź, zdaje się ta sama, która od tygodnia zabrudzała termy. Znaleźliśmy jakiś trop sugerujący, że był to jeden ze stałych gości, ale było potem dużo zamieszania. Z racji że termy się zapadły, dopytywałem, nie znaleźli tę nieszczęsną kobietę, czy choćby truchło stwora, ale niestety poszukiwania nadal trwają. Cóż, domyślam się, że dopiero jak wejdą runmistrzowie i pieczętnicy, jak zaczną to poważnie czyścić i zabezpieczać, że dopiero wtedy być może dostaniemy jakieś wieści, dyrektor obiecał mnie informować… – Przez moment Basil zamyślił się, to kierując kubek do ust, to odsuwając… W końcu jednak zmarszczył brwi w zastanowieniu i zapytał o wiele ciszej – Ale to nie wasza konfrontacja naruszyła sklepienie i całą konstrukcję, prawda?
– Niesamowite! I tak! To jest właśnie ta indolencja służb! Nic z tego nie było mi wiadomo, poza faktem, że znaleziono Was we wnętrzu osuwiska razem z Donną Anną. Zdaje się, że ktoś zostawił notę, która pomogła szybciej Was znaleźć, ale nie sądziłem, że w samym sercu… – Nadal było widać na jego pobladłej twarzy zmęczenie, ale teraz rozkwitł również uśmiech samozadowolenia i dumy. – No, no… brytyjczycy przybywają i ratują dzień! Wspaniale! Mam nadzieję, że nasz nowy kronikarz poza zapiskami do annałów klubowych, znajdzie chwilę i machnie jakiś podnoszący artykulik dla naszych strudzonych rodaków. Wybornie! Co za historia! Nasze stworzenie nie miało żadnych łańcuchów, a jeśli miało to pokrywała je gęsta, toksyczna maź, zdaje się ta sama, która od tygodnia zabrudzała termy. Znaleźliśmy jakiś trop sugerujący, że był to jeden ze stałych gości, ale było potem dużo zamieszania. Z racji że termy się zapadły, dopytywałem, nie znaleźli tę nieszczęsną kobietę, czy choćby truchło stwora, ale niestety poszukiwania nadal trwają. Cóż, domyślam się, że dopiero jak wejdą runmistrzowie i pieczętnicy, jak zaczną to poważnie czyścić i zabezpieczać, że dopiero wtedy być może dostaniemy jakieś wieści, dyrektor obiecał mnie informować… – Przez moment Basil zamyślił się, to kierując kubek do ust, to odsuwając… W końcu jednak zmarszczył brwi w zastanowieniu i zapytał o wiele ciszej – Ale to nie wasza konfrontacja naruszyła sklepienie i całą konstrukcję, prawda?