18.03.2023, 18:38 ✶
Lyssa obrzuciła swoje dzieło krytycznym spojrzeniem. Początkowo miała wyraźne trudności, jednak w końcu załapała co i jak i jej twór wcale nie wyglądał tak źle. Na jej oko nawet calkiem, całkiem dobrze. W każdym razie wystarczająco, by nie była zmuszona marnować kolejnych naręczy kwiatów i podnieść się od stołu, spojrzeniem już błądząc między krążącymi dookoła osobami. Z początku myślała, że jej zadanie nie mogło być tak trudne: w końcu co to za problem wypatrzeć aurora w tłumie. Ilość patroli jednak, jaka tego święta kręciła się dookoła, skutecznie myliła i parę razy już prawie zaczepiła niewłaściwą osobę, by ostatecznie wycofać się rakiem. Może podjęcie decyzji by zająć się łamaniem klątwy z tiary na własną rękę i oddzielenie od funkcjonariuszy, wcale nie było aż takim świetnym pomysłem?
W końcu jednak, wypatrzyła go. Sylwetka Alastora pięła się przed nią w tłumie, a ona sama im bliżej się nieco znajdowała, tym bardziej niepewna całego tego przedsięwzięcia zdawała się być. W końcu zatrzymała się za nim, starając nieco poluzować uchwyt na łodyżkach składających na podstawe wianka. Niezapominajki i konwalie jakimś cudem tylko uniknęły morderczego uchwytu.
- Um... przepraszam? Panie Moody, chciałam podziękować za odczarowanie mnie, więc uplotłam wianek. Mam nadzieję, że nie pozwoliłam sobie na zbyt wiele - uśmiechnęła sie do niego wesoło, czując jak zdradziecki rumieniec kąsa policzki i równie dobrze zdając sobie sprawę z tego, że owszem. Chyba sobie na zbyt wiele pozwalała.
W końcu jednak, wypatrzyła go. Sylwetka Alastora pięła się przed nią w tłumie, a ona sama im bliżej się nieco znajdowała, tym bardziej niepewna całego tego przedsięwzięcia zdawała się być. W końcu zatrzymała się za nim, starając nieco poluzować uchwyt na łodyżkach składających na podstawe wianka. Niezapominajki i konwalie jakimś cudem tylko uniknęły morderczego uchwytu.
- Um... przepraszam? Panie Moody, chciałam podziękować za odczarowanie mnie, więc uplotłam wianek. Mam nadzieję, że nie pozwoliłam sobie na zbyt wiele - uśmiechnęła sie do niego wesoło, czując jak zdradziecki rumieniec kąsa policzki i równie dobrze zdając sobie sprawę z tego, że owszem. Chyba sobie na zbyt wiele pozwalała.