Wczoraj, 14:04 ✶
Widząc jego twarz i entuzjazm skorzystała z okazji by wzmocnić się kolejnym plastrem szynki. Skinęła jedynie głową ale dziwnie łobuzerski uśmiech nie wykwitł na twarzy z tej prozaicznej przyczyny, że usta zajęte były smakowaniem śniadania. Mimo jedzenia nadal utrzymywała wyraz uprzejmego zainteresowania rozmówcami. Od czasu do czasu kiwnęła zachęcająco głową by dać znać, że słucha co przewodniczący klubu ma do powiedzenia.
Jadła przy tym szybko z naturalną elegancją, która sprawiała, że nagła pustość talerza mogła być zaskoczeniem dla większości obserwatorów.
- Cutty Sark przybywa… - widelczyk cicho brzęknął o pusty teraz talerzyk. Na jej twarzy wykwitła cień zuchwałego uśmieszku, który szybko rozpłynął się w znacznie miększym i zdystansowanym wyrazie. - Nie musimy narzucać odpowiedzialności za te wydarzenia postronnym. - nadała temu szczery ton, gdyż rzeczywiście nie czuła potrzeby dzielenia splendoru tych wydarzeń na ludzi w to nie zamieszanych. Jednocześnie sięgnęła dłoniom po filiżankę herbaty. Popychając niedbale uszko, to kciukiem, to palcem wskazującym obracała ją nieznacznie na spodku.
- Możliwe. - odpowiedziała szczerze na pytanie Basila. - Nie powinieneś się jednak czuć za to odpowiedzialny. Wiele wskazuje na to, że ten duch uszkodził sklepienie drążąc sobie przejścia do kurortu oraz wprawiając bestie w rytmiczne podrygi na cześć Ligeji. - Odparła rzeczowo z wyrazem absolutnego przekonania o słuszności postawionych tez. - Próbowanie obwinienia kogokolwiek za to byłoby jak próba obwinienia kogoś za upadek z podpiłowanego mostu. Co najwyżej groteskowa dla obwinianego i co najmniej upokarzająca dla obwiniającego. - W ostatnim zdaniu dopuściła do głosu wyraźną nutę odrazy jaką budziła w niej ta koncepcja.
Uniosła filiżankę do ust i wypiła niewielki łyk delektując się gorzkim posmakiem naparu. Nie odstawiła jej jednak. Opuściła dłoń z ciepłym naczyniem niżej, podpierając przegub na stole. - Liczę, że podzielisz się informacjami od dyrektora lub Włochów jeżeli jakieś otrzymasz. Bardzo ciekawa jestem szerszej perspektywy jaką mogą odkryć kiedy opanują własny szok i zaczną racjonalnie odkrywać fakty. Pan Lockhart posłyszał naszą część wydarzeń tej nocy. Wydawał się odpowiednio zaaferowany by nadać tej opowieści wydźwięk w swoich zawodowych obowiązkach jak i klubowych kronikach. - Spojrzenie odruchowo powędrowało w bok i górę jakby właśnie coś wymyślała lub oddawała się pewnej wizji. - A miałby o opisywać. Nie podejrzewałabym pana Trelawney o tak twardą postawę, bo to jak biegle zna się na magicznych runach było przeze mnie wyczekiwane. Panna Blatchley dzielnie dowiodła, że ma właściwe fundamenty dla obranej ścieżki kariery. - Powróciła zadowolonym spojrzeniem do Basila. - Najciekawszą niespodzianką znajduję jednak pana Selwyna. Pokazał, że w perspektywie niecodziennych zagrożeń potrafi okazać zuchwałość równą tej, jaką błyszczy na scenie. Za ten aspekt także należą się wyrazy uznania. Wydaje się, że klub gromadzi przekrój licznych, niecodziennych osobistości. - Uniosła delikatnie filiżankę w geście, który można by odczytać jako miniaturowy toast i powróciła do picia naparu. Spojrzeniem wyłapała kelnera licząc, że gdzieś ma uszykowaną jeszcze jedną, mięsną porcje.
Jadła przy tym szybko z naturalną elegancją, która sprawiała, że nagła pustość talerza mogła być zaskoczeniem dla większości obserwatorów.
- Cutty Sark przybywa… - widelczyk cicho brzęknął o pusty teraz talerzyk. Na jej twarzy wykwitła cień zuchwałego uśmieszku, który szybko rozpłynął się w znacznie miększym i zdystansowanym wyrazie. - Nie musimy narzucać odpowiedzialności za te wydarzenia postronnym. - nadała temu szczery ton, gdyż rzeczywiście nie czuła potrzeby dzielenia splendoru tych wydarzeń na ludzi w to nie zamieszanych. Jednocześnie sięgnęła dłoniom po filiżankę herbaty. Popychając niedbale uszko, to kciukiem, to palcem wskazującym obracała ją nieznacznie na spodku.
- Możliwe. - odpowiedziała szczerze na pytanie Basila. - Nie powinieneś się jednak czuć za to odpowiedzialny. Wiele wskazuje na to, że ten duch uszkodził sklepienie drążąc sobie przejścia do kurortu oraz wprawiając bestie w rytmiczne podrygi na cześć Ligeji. - Odparła rzeczowo z wyrazem absolutnego przekonania o słuszności postawionych tez. - Próbowanie obwinienia kogokolwiek za to byłoby jak próba obwinienia kogoś za upadek z podpiłowanego mostu. Co najwyżej groteskowa dla obwinianego i co najmniej upokarzająca dla obwiniającego. - W ostatnim zdaniu dopuściła do głosu wyraźną nutę odrazy jaką budziła w niej ta koncepcja.
Uniosła filiżankę do ust i wypiła niewielki łyk delektując się gorzkim posmakiem naparu. Nie odstawiła jej jednak. Opuściła dłoń z ciepłym naczyniem niżej, podpierając przegub na stole. - Liczę, że podzielisz się informacjami od dyrektora lub Włochów jeżeli jakieś otrzymasz. Bardzo ciekawa jestem szerszej perspektywy jaką mogą odkryć kiedy opanują własny szok i zaczną racjonalnie odkrywać fakty. Pan Lockhart posłyszał naszą część wydarzeń tej nocy. Wydawał się odpowiednio zaaferowany by nadać tej opowieści wydźwięk w swoich zawodowych obowiązkach jak i klubowych kronikach. - Spojrzenie odruchowo powędrowało w bok i górę jakby właśnie coś wymyślała lub oddawała się pewnej wizji. - A miałby o opisywać. Nie podejrzewałabym pana Trelawney o tak twardą postawę, bo to jak biegle zna się na magicznych runach było przeze mnie wyczekiwane. Panna Blatchley dzielnie dowiodła, że ma właściwe fundamenty dla obranej ścieżki kariery. - Powróciła zadowolonym spojrzeniem do Basila. - Najciekawszą niespodzianką znajduję jednak pana Selwyna. Pokazał, że w perspektywie niecodziennych zagrożeń potrafi okazać zuchwałość równą tej, jaką błyszczy na scenie. Za ten aspekt także należą się wyrazy uznania. Wydaje się, że klub gromadzi przekrój licznych, niecodziennych osobistości. - Uniosła delikatnie filiżankę w geście, który można by odczytać jako miniaturowy toast i powróciła do picia naparu. Spojrzeniem wyłapała kelnera licząc, że gdzieś ma uszykowaną jeszcze jedną, mięsną porcje.