13.08.2026, 23:27 ✶
Bała się. Nie była przerażona, ale bała się. Czy gdyby nie było tutaj Victorii, to by piszczała? Miała ochotę zgryzać paznokcie jak zdenerwowany pies, ale głupio jej już było kaleczyć sobie dłonie. Resztkami wolnej woli powstrzymywała paskudne, męczące odruchy sprawiające, że mimo chwilowej ulgi czuła się po prostu gorzej.
W pokoju, który postanowiła porzucić na rzecz posiadłości w Maida Vale, wisiało wiele wyperfumowanych kartek mających przypominać jej, że świat się nie walił i wciąż mogła budować sobie piękne życie. Szkoda tylko, że to życie miała budować sobie na ruinach stolicy i to… w tak dodatkowo dramatycznych okolicznościach. Zakochała się. W spokoju, który nigdy nie przychodził. Spokój stał się czymś, o czym myślała o każdej porze dnia i nocy. Kiedyś jeszcze będzie tu spokojnie? W tym domu, w jej głowie, w tym mieście i w tej relacji? Nie wiedziała. Okazywało się, że chociaż skończyła te studia, kursy i wszystkie te chujemuje, to wciąż naprawdę mało wiedziała. Miała tak dużo pytań. Na przykład – czy naprawdę miała rację, czy Victoria powiedziała to chcąc uniknąć panikarstwa młodszej siostry? Znaki zapytania mnożyły się i mnożyły. Primrose natomiast coraz mniej chciała poznawać kryjące się za nimi odpowiedzi. Ostatecznie nabrała jednak powietrza, napięła się przy tym i zapytała wprost:
– Skoro już tam byłyście, to co jest na dole? Co dokładnie jest na dole? – I czy sprawdzanie tego czy nadal tam było miało jakiś większy sens? Jeśli nie trzeba było ryzykować, bardzo chętnie zapomniałaby o tym wszystkim i wróciła do zwykłych zajęć. W porywie nudy uczyniłaby z sytuacji zabawną anegdotkę do opowiedzenia przy lampce wina. Zabawne, że kiedyś myślała o byciu Aurorką, bo to przecież było zaprzeczeniem wszystkiego, czego od takiego Aurora oczekiwano. Ryzykowała co najwyżej plotkując. No… czasem mama kazała jej coś zrobić, to wtedy faktycznie… – Teraz to by się przydał jakiś naiwny frajer. Bym mu rzuciła jakimś tekstem, że spęka i tam nie wejdzie, zrobiłby to za nas, a my byśmy sobie podziergały sweter czy coś… – Nie, nie miała zamiaru tam schodzić. Jednocześnie bała się stąd iść.
W pokoju, który postanowiła porzucić na rzecz posiadłości w Maida Vale, wisiało wiele wyperfumowanych kartek mających przypominać jej, że świat się nie walił i wciąż mogła budować sobie piękne życie. Szkoda tylko, że to życie miała budować sobie na ruinach stolicy i to… w tak dodatkowo dramatycznych okolicznościach. Zakochała się. W spokoju, który nigdy nie przychodził. Spokój stał się czymś, o czym myślała o każdej porze dnia i nocy. Kiedyś jeszcze będzie tu spokojnie? W tym domu, w jej głowie, w tym mieście i w tej relacji? Nie wiedziała. Okazywało się, że chociaż skończyła te studia, kursy i wszystkie te chujemuje, to wciąż naprawdę mało wiedziała. Miała tak dużo pytań. Na przykład – czy naprawdę miała rację, czy Victoria powiedziała to chcąc uniknąć panikarstwa młodszej siostry? Znaki zapytania mnożyły się i mnożyły. Primrose natomiast coraz mniej chciała poznawać kryjące się za nimi odpowiedzi. Ostatecznie nabrała jednak powietrza, napięła się przy tym i zapytała wprost:
– Skoro już tam byłyście, to co jest na dole? Co dokładnie jest na dole? – I czy sprawdzanie tego czy nadal tam było miało jakiś większy sens? Jeśli nie trzeba było ryzykować, bardzo chętnie zapomniałaby o tym wszystkim i wróciła do zwykłych zajęć. W porywie nudy uczyniłaby z sytuacji zabawną anegdotkę do opowiedzenia przy lampce wina. Zabawne, że kiedyś myślała o byciu Aurorką, bo to przecież było zaprzeczeniem wszystkiego, czego od takiego Aurora oczekiwano. Ryzykowała co najwyżej plotkując. No… czasem mama kazała jej coś zrobić, to wtedy faktycznie… – Teraz to by się przydał jakiś naiwny frajer. Bym mu rzuciła jakimś tekstem, że spęka i tam nie wejdzie, zrobiłby to za nas, a my byśmy sobie podziergały sweter czy coś… – Nie, nie miała zamiaru tam schodzić. Jednocześnie bała się stąd iść.