Widział jak się zastanawia. Jak obraca w myślach słowa, które rzucił w jej stronę i miał szczerą nadzieję, że podchwyci je bez większego problemu. Że była w niej jakaś odrobina zaczepności i ciekawości, która pociągnęłaby ją w upragnioną przez niego stronę. A potem puzderko, które trzymała, znalazło się w powietrzu, lądując finalnie w jego dłoniach. Uśmiechnął się lekko, zerkając w dół i lustrując medalion pobieżnie, obracając go w palcach, w końcu jednak otwierając i wyciągając z niego pozostałą porcję skrzeloziela. Pusty już amulet upadł na stertę jej ubrań, gotowy do ubrania przez właścicielkę, kiedy tylko skończy się ich kąpiel.
Łydki zmąciły wodę, kiedy ruszył w jej stronę, krok za krokiem zagłębiając się w objęcia morza. Woda była lodowata, ale nie było co spodziewać się czegoś innego po tej porze roku, a otaczające wyspy wody wcale nie należały i tak do najcieplejszych. W tym czasie wsunął podebrane ziele do ust, przełykając je szybko, z pewnym niesmakiem, bo to było nieco obślizgłe i wcale przyjemne. Oczarowanie robiło jednak swoje, kręcąc się radośnie w parze z zaciekawieniem, które wywoływała w nim nieznajoma.
Wilgoć objęła uda, biodra, sięgając torsu z każdym kolejnym krokiem, aż wreszcie Rowle odepchnął się mocniej, nurkując w ślad za Urd, która przecierała ich podwodne szlaki. Zioło zadziałało, pozwalając nabrać oddech, chociaż pierwszy przyszedł z pewnym oporem, kiedy ciało walczyło nieco gdy mózg rozpaczliwie próbował ostrzec przed nabrania wody w płuca. Ale po tej chwili przystosowania, stało się nieco bardziej jasne, co przyciągało i reagowało na jej obecność. Gdzieś pod nimi, niżej na dnie morza, utkwiony został posąd spleconych ze sobą kochanków.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast