18.03.2023, 21:26 ✶
- Powinniśmy stąd zniknąć – odparł Cathal z pozornym spokojem, choć wszystko, co ich otaczało – zamieszanie, zapach kwiatów, dymu i alkoholu uderzający w nozdrza, tłum ludzi, tancerze, to wszystko stawało się dla niego z każdą chwilą coraz bardziej irytujące.
Coraz bardziej przytłaczające.
Nie wspominając o tym, że…
- …to ostatnie miejsce, w którym powinien być Jamil – dodał, rozglądając się wokół. Zadarł na moment głowę, wpatrując się w pale i zastanawiając, czy zdołałby na takie wejść. Nie pchał się do poszukiwania jakiejś kobiety, której wianek mógłby na nim zawiesić. Choć pewnie i by nie odmówił, gdyby jakaś mu go wręczyła – w co jednak wątpił, bo zawyżał tu średnią wieku – ale wyłącznie dlatego, że mimo, że sam ostrzegał Anwara przed magią Beltaine, nie miał pojęcia, w jaki sposób ta się obmawiała. Do tej pory uczestniczył w tym sabacie na Polanie Ognia może dwukrotnie i raczej nie zajmował się takimi rozgrywkami.
Pochylił się, by sięgnąć kwiatki i po prostu podał je Lecie. Stoicki spokój w takich sytuacjach był jedną z rzeczy, które wyrobił w sobie, pracując przez ostatnie lata z taką, a nie inną ekipą.
- Kiedy skończycie, znikamy stąd, a przynajmniej ja znikam – podkreślił, bo zaczynał mieć tego wszystkiego trochę dość. Odsunął się nieco od stołów, ustawiając się w pobliżu i obserwując, jak Jamilowi idzie wędrowanie na pal.
Coraz bardziej przytłaczające.
Nie wspominając o tym, że…
- …to ostatnie miejsce, w którym powinien być Jamil – dodał, rozglądając się wokół. Zadarł na moment głowę, wpatrując się w pale i zastanawiając, czy zdołałby na takie wejść. Nie pchał się do poszukiwania jakiejś kobiety, której wianek mógłby na nim zawiesić. Choć pewnie i by nie odmówił, gdyby jakaś mu go wręczyła – w co jednak wątpił, bo zawyżał tu średnią wieku – ale wyłącznie dlatego, że mimo, że sam ostrzegał Anwara przed magią Beltaine, nie miał pojęcia, w jaki sposób ta się obmawiała. Do tej pory uczestniczył w tym sabacie na Polanie Ognia może dwukrotnie i raczej nie zajmował się takimi rozgrywkami.
Pochylił się, by sięgnąć kwiatki i po prostu podał je Lecie. Stoicki spokój w takich sytuacjach był jedną z rzeczy, które wyrobił w sobie, pracując przez ostatnie lata z taką, a nie inną ekipą.
- Kiedy skończycie, znikamy stąd, a przynajmniej ja znikam – podkreślił, bo zaczynał mieć tego wszystkiego trochę dość. Odsunął się nieco od stołów, ustawiając się w pobliżu i obserwując, jak Jamilowi idzie wędrowanie na pal.