22.08.2026, 22:19 ✶
Peregrinus śmierdział i lepił się od gnijących wnętrzności, lecz z nich dwojga to Leviathan wyglądał na takiego, który jest w aktywnych cierpieniach. Dusza Trelawneya skręcała się z obrzydzenia, żołądek walczył z odruchem wymiotnym, lecz — w przeciwieństwie do podrażnień skóry i bąbli — zwłoki można było z siebie zmyć.
— Widział cię uzdrowiciel? — Wróżbita rozejrzał się odruchowo dookoła miejsca zdarzenia w poszukiwaniu medyków.
Wręczenie kreta było działaniem tak spontanicznym, że mężczyzna nie miał żadnej sugestii co do dalszych kroków Rowle'a z tym nieboskim stworzeniem. Skołowany mózg Trelawneya połączył dwa fakty: zoolog-zwierzę, a potem wykonał pierwszą akcję, jaka przyszła mu do głowy. Nie miał czarodziej pojęcia, czy to coś to szkodnik, czy drapieżnik, czy… no, kret nie wyglądał groźnie, ale Peregrinus Trelawney nie potrafił odbudować zrujnowanego między nimi zaufania.
— W żadnym razie. Nie gryzł — zapewnił uspokajająco, po czym zaraz się zaniepokoił: — On gryzie? — Nagle szalenie się ucieszył, że zwierzę tkwiło już bezpiecznie w ręce, która nie należała do niego. — Widzisz, ja i on — wskazał kreta — mieliśmy jednego ducha. W sobie. Nie jednocześnie — tłumaczył się chaotycznie i nerwowo czarodziej, wspominając wydarzenia z przeklętej groty. Aż mu dreszcz po plecach przebiegł i wstrząsnął ramionami, gdy scena stanęła mu znów przed oczyma. — Opętała nas ta sama istota. Mnie. I tego… małego… futrzastego… cwaniaka — skurwysyna — jego duch popchnął do próby odpięcia łańcucha, który więził… bestię? Była tam związana łańcuchem bestia, w podziemiach. I on prawie ją uwolnił.
Wróżbita uniósł obie ręce i przeczesał palcami włosy. Wzdrygnęło go obrzydzenie, gdy wokół palca owinęła mu się rybia skórka.
— Kurwa, co to było. — Wypuścił powietrze z płuc, kręcąc z niedowierzaniem głową.
— Widział cię uzdrowiciel? — Wróżbita rozejrzał się odruchowo dookoła miejsca zdarzenia w poszukiwaniu medyków.
Wręczenie kreta było działaniem tak spontanicznym, że mężczyzna nie miał żadnej sugestii co do dalszych kroków Rowle'a z tym nieboskim stworzeniem. Skołowany mózg Trelawneya połączył dwa fakty: zoolog-zwierzę, a potem wykonał pierwszą akcję, jaka przyszła mu do głowy. Nie miał czarodziej pojęcia, czy to coś to szkodnik, czy drapieżnik, czy… no, kret nie wyglądał groźnie, ale Peregrinus Trelawney nie potrafił odbudować zrujnowanego między nimi zaufania.
— W żadnym razie. Nie gryzł — zapewnił uspokajająco, po czym zaraz się zaniepokoił: — On gryzie? — Nagle szalenie się ucieszył, że zwierzę tkwiło już bezpiecznie w ręce, która nie należała do niego. — Widzisz, ja i on — wskazał kreta — mieliśmy jednego ducha. W sobie. Nie jednocześnie — tłumaczył się chaotycznie i nerwowo czarodziej, wspominając wydarzenia z przeklętej groty. Aż mu dreszcz po plecach przebiegł i wstrząsnął ramionami, gdy scena stanęła mu znów przed oczyma. — Opętała nas ta sama istota. Mnie. I tego… małego… futrzastego… cwaniaka — skurwysyna — jego duch popchnął do próby odpięcia łańcucha, który więził… bestię? Była tam związana łańcuchem bestia, w podziemiach. I on prawie ją uwolnił.
Wróżbita uniósł obie ręce i przeczesał palcami włosy. Wzdrygnęło go obrzydzenie, gdy wokół palca owinęła mu się rybia skórka.
— Kurwa, co to było. — Wypuścił powietrze z płuc, kręcąc z niedowierzaniem głową.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie