23.08.2026, 21:08 ✶
Halo? Ziemia do Primrose?
Czy znów straciłaś kontakt z rzeczywistością?
Victoria zawsze była dla niej o wiele milsza niż powinna i nigdy by jej tego nie powiedziała, a jednak to właśnie jej głos próbował właśnie przemówić uzdrowicielce do rozsądku w sposób obiektywnie nieuprzejmy. Mimo wiecznego bujania w obłokach, bardzo rzadko brakowało jej rozwagi w działaniu. No bo – nie oszukujmy się – myślała o wszystkim za dużo i za długo, żeby odważyć się na cokolwiek szalonego. Najchętniej to by decyzji nie podejmowała wcale. A teraz? Krzesło się odsunęło i z jednej strony Elliott nie był kimś zupełnie losowym, bo był bratem Eden, a Eden była ukochaną Williama, on zaś był całkiem fajnym gościem, ale z drugiej – kim brat żony kuzyna Williama dla niej był, jeśli nie obcym człowiekiem? Pracowała w biurze Kanclerza kawałek czasu i kontaktu nie utrzymywali.
To był obcy mężczyzna. Nie powinna chcieć tak po prostu z nim wyjść, ani dać ponieść się chwili. Nie poszukiwała przecież niczego ulotnego, tylko stabilnością ale… Czy naprawdę musiała się tego wszystkiego trzymać? Czy nie mogła poczuć się w towarzystwie Malfoya chociaż odrobinę rozluźniona?
No właśnie. Coś w jej żołądku ścisnęło się, kiedy blondyn złapał za oparcie krzesła i zapewne zupełnym przypadkiem dotknął jej palcem w plecy. No… w materiał sukienki przylegającej do pleców. Tyle wystarczyło, żeby momentalnie zgłupiała. Minęło kilka sekund i w końcu… zmądrzeć to za duże słowo, ale nagle zdała sobie sprawę z tego, że flirt z Elliottem wyszedł jej tak naturalnie, aby nie zauważyła kiedy na przekór wszystkiemu w co wierzyła zechciała zasmakować z nim czegoś innego niż umówione, wyreżyserowane spotkanie w przygaszonym świetle luksusowej restauracji. Chciała tego ryzyka. Jednocześnie bardzo, ale to bardzo się bała.
To był zimny i wietrzny dzień, a Primrose zamiast cieszyć się tym, że wichura miała jakiś cień szansy rozdmuchać na boki smród spalenizny, który osiadł na stolicy, zastanawiała się, czy włosy poprawione w chwili, kiedy Malfoy płacił za ich kolację, wciąż wyglądały dobrze. Nie potrafiła do końca wczuć się w sytuację, w której takie rzeczy traciły na znaczeniu. Mimo tego dotrzymywała mu kroku, chociaż niekoniecznie udawało jej się to w toczonej rozmowie. Świeże powietrze zadziałało i wzięła tę ekscytację w karby. Jakoś nie mogła się przemóc, żeby mu zawtórować. A chciała powiedzieć, że bała się myśleć o tym, co tacy mężczyźni robili za zamkniętymi drzwiami. Drzwi za Elliottem też się czasami zamykały. Nie urodziła się wczoraj. Wiedziała, ile gniewu nosili w sobie jej kuzyni, nawet jeśli ładnie uśmiechali się na rodzinnych spędach.
– Ah – stęknęła, kiedy zaczęli poruszać się po terenie, który odbiegał dalece od tego, czego spodziewała się zakładając buty na obcasie. – Cóż, mogłam założyć coś na płaskiej podeszwie, ale nie przewidziałam… – Tego, cokolwiek to było. Wykonała gest ręką, jakby chciała wskazać, że chodziło jej o wszystko wokół. Jeszcze nawet nie wyłapała jak blisko miejsca docelowego się znajdowali. Schyliła się, żeby poprawić zapięcie paska, a kiedy nawet to nie pomogło jej w stabilności, transmutowała obuwie w niższe, potencjalnie wygodniejsze. Dopiero później podała mu swoją dłoń i zmrużyła oczy, próbując dostrzec co tu się właściwie działo. Głupio teraz przyznać, ale bez okularów w nocy była ślepa jak kret. – A przyjmujesz taką odpowiedź jak nie wiem? Bo tak po prawdzie to nie wiem. – I pewnie by ją wyśmiał gdyby zebrała się na wyduszenie z siebie intruzywnych myśli, ale dokładnie tak wyobrażała sobie miejsca, w których bogaci ludzie mogli przez godzinę poudawać kogoś innego, zanim wrócili do pałacu pełnego służby i skrzatów oferujących co rusz crème brûlée.
@Elliott Malfoy
Czy znów straciłaś kontakt z rzeczywistością?
Victoria zawsze była dla niej o wiele milsza niż powinna i nigdy by jej tego nie powiedziała, a jednak to właśnie jej głos próbował właśnie przemówić uzdrowicielce do rozsądku w sposób obiektywnie nieuprzejmy. Mimo wiecznego bujania w obłokach, bardzo rzadko brakowało jej rozwagi w działaniu. No bo – nie oszukujmy się – myślała o wszystkim za dużo i za długo, żeby odważyć się na cokolwiek szalonego. Najchętniej to by decyzji nie podejmowała wcale. A teraz? Krzesło się odsunęło i z jednej strony Elliott nie był kimś zupełnie losowym, bo był bratem Eden, a Eden była ukochaną Williama, on zaś był całkiem fajnym gościem, ale z drugiej – kim brat żony kuzyna Williama dla niej był, jeśli nie obcym człowiekiem? Pracowała w biurze Kanclerza kawałek czasu i kontaktu nie utrzymywali.
To był obcy mężczyzna. Nie powinna chcieć tak po prostu z nim wyjść, ani dać ponieść się chwili. Nie poszukiwała przecież niczego ulotnego, tylko stabilnością ale… Czy naprawdę musiała się tego wszystkiego trzymać? Czy nie mogła poczuć się w towarzystwie Malfoya chociaż odrobinę rozluźniona?
No właśnie. Coś w jej żołądku ścisnęło się, kiedy blondyn złapał za oparcie krzesła i zapewne zupełnym przypadkiem dotknął jej palcem w plecy. No… w materiał sukienki przylegającej do pleców. Tyle wystarczyło, żeby momentalnie zgłupiała. Minęło kilka sekund i w końcu… zmądrzeć to za duże słowo, ale nagle zdała sobie sprawę z tego, że flirt z Elliottem wyszedł jej tak naturalnie, aby nie zauważyła kiedy na przekór wszystkiemu w co wierzyła zechciała zasmakować z nim czegoś innego niż umówione, wyreżyserowane spotkanie w przygaszonym świetle luksusowej restauracji. Chciała tego ryzyka. Jednocześnie bardzo, ale to bardzo się bała.
To był zimny i wietrzny dzień, a Primrose zamiast cieszyć się tym, że wichura miała jakiś cień szansy rozdmuchać na boki smród spalenizny, który osiadł na stolicy, zastanawiała się, czy włosy poprawione w chwili, kiedy Malfoy płacił za ich kolację, wciąż wyglądały dobrze. Nie potrafiła do końca wczuć się w sytuację, w której takie rzeczy traciły na znaczeniu. Mimo tego dotrzymywała mu kroku, chociaż niekoniecznie udawało jej się to w toczonej rozmowie. Świeże powietrze zadziałało i wzięła tę ekscytację w karby. Jakoś nie mogła się przemóc, żeby mu zawtórować. A chciała powiedzieć, że bała się myśleć o tym, co tacy mężczyźni robili za zamkniętymi drzwiami. Drzwi za Elliottem też się czasami zamykały. Nie urodziła się wczoraj. Wiedziała, ile gniewu nosili w sobie jej kuzyni, nawet jeśli ładnie uśmiechali się na rodzinnych spędach.
– Ah – stęknęła, kiedy zaczęli poruszać się po terenie, który odbiegał dalece od tego, czego spodziewała się zakładając buty na obcasie. – Cóż, mogłam założyć coś na płaskiej podeszwie, ale nie przewidziałam… – Tego, cokolwiek to było. Wykonała gest ręką, jakby chciała wskazać, że chodziło jej o wszystko wokół. Jeszcze nawet nie wyłapała jak blisko miejsca docelowego się znajdowali. Schyliła się, żeby poprawić zapięcie paska, a kiedy nawet to nie pomogło jej w stabilności, transmutowała obuwie w niższe, potencjalnie wygodniejsze. Dopiero później podała mu swoją dłoń i zmrużyła oczy, próbując dostrzec co tu się właściwie działo. Głupio teraz przyznać, ale bez okularów w nocy była ślepa jak kret. – A przyjmujesz taką odpowiedź jak nie wiem? Bo tak po prawdzie to nie wiem. – I pewnie by ją wyśmiał gdyby zebrała się na wyduszenie z siebie intruzywnych myśli, ale dokładnie tak wyobrażała sobie miejsca, w których bogaci ludzie mogli przez godzinę poudawać kogoś innego, zanim wrócili do pałacu pełnego służby i skrzatów oferujących co rusz crème brûlée.
@Elliott Malfoy