Wiedziała, że pod względem wychowania, to Lestrange swoje dzieci chowali wyjątkowo surowo. Teoretycznie pozwalano na wiele, ale w praktyce, gdy nie szło to z wizją rodziny, albo jej głowy, to nie było wcale kolorowo. Matka Victorii była do tego apodyktyczna i choć wcale jej nie groziło, by miała nagle zostać kandydatką na osobę, która poniesie ich ród dalej, to Isabella i tak na swoje najstarsze dziecko położyła mnóstwo presji, zakazów i nakazów. Przynajmniej jej siostry miały chociaż trochę lżej. Ale Victoria się nie skarżyła, bo i nie znała innego życia. Obiecywała sobie za to, że jeśli sama kiedykolwiek zostałaby matką, to nie naraziłaby swojego dziecka na coś podobnego.
– Tamtej nocy przeniosłyśmy się do Maida Vale – przyznała i usmiechnęła się krzywo. Dla Victorii była to ostateczność, bo teraz mieszkali tam też jej rodzice, ale to było ważniejsze niż jej napięte stosunki z matką. Może i domownicy zdziwili się przy śniadaniu, gdy zastali trzy dodatkowe osoby, które zjawiły się w środku nocy niezapowiedziane, ale zostało to przyjęte z całkowitym zrozumieniem. – A pościel kazałam wyrzucić. Więcej tam nie spałam… – niedogodność zresztą nie trwała jakoś przesadnie długo, bo kilka dni później kupiła ten dom i niedługo później można się było do niego wprowadzać. Spały w Maida Vale ile… dwa tygodnie maksymalnie, może nawet niecałe. A teraz były tutaj… ona i Primrose. Bo Daphne została jednak w Maida Vale. – Nie, tutaj nic takiego się nie działo. Prim też niż nie mówiła, ani moja skrzatka – tutaj na całkowitym obrzeżu Grasmere, niewielkiej mugolskiej wioski nad malowniczym jeziorem, było zupełnie spokojnie. – A uczuliłam je, że jeśli usłyszą jakieś stukanie, pukanie, dudnienie, bębny, ryki, wrzaski, dziwne śpiewy, albo zobaczą jakąś dziwną klapę w podłodze albo drzwi, których wcześniej nie było, albo cokolwiek, co jakkolwiek odbiega od schematu, to mają mnie powiadomić – czy Victoria była sfrustrowana? Była, czemu dała upust przy tej całej wyliczance, a najgorsze było to, że była wzięta z życia, a nie wytworu jej chorej wyobraźni. Przy tym Chris dobrze zakładał, że sypialnie były na górze, tak jak i pokoje dla ewentualnych gości. – Tak, ale gdyby jednak coś się stało, to ktoś może zareagować wtedy od razu, szybciej, a nie… – Victoria przygryzła usta. – Kiedy mnie zaatakował, to byłam całkiem sama. Gdyby nie to, że moją przyjaciółkę tknęło i wpadła do nas w środku nocy, no to nie wiem jakby to się skończyło – może zdołałaby zawołać skrzata. Może jednak Sauriel by ją znalazł, bo czując że grozi jej niebezpieczeństwo, jednak dostał się do jej domu. Ale to wszystko to było gdybanie.
A imbryk chyba oszalał.
Błękitny Kwiatuszek prychnął na niego, i najeżony stanął na parapecie, po czym zeskoczył i zwiał, wymijając Victorię. Luna najwyraźniej nie bardzo wiedziała co się dzieje, ale w tym małym ciałku, które nie znało czegoś takiego jak “krzywda”, nie było strachu, a ciekawość. Victoria zaś czuła, jak poziom jej cierpliwości gwałtownie topnieje, pod wpływem gorącej złości (bardzo podobej do temperatury, jaka normalnie musiałaby się znaleźć w czajniczku, by ten zaczął tak gwizdać). Zmrużyła oczy, zacisnęła usta i wycelowała różdżką w czajnik, ale ten teraz szybował i kręcił się (brakowało tylko żeby migał).
– Jak ostatnio sprawdzałam, to nic się tu nie działo – oczywiście, że sprawdziła, czy dom nie jest nawiedzony, bo wolała się drugi raz nie nadziać na coś podobnego. Nie był. Ale wcale nie była pewna, czy coś się jednak nie przyplątało już po, bo może coś się uczepili jej? Skrzywiła się i machnęła różdżka, próbując rozproszyć jakąkolwiek magię, jaka działała na imbryk i sądziła że to wystarczy, chociaż w tym momencie nie wiedziała jeszcze, co się tu do ciężkiego licha działo.
// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
Sukces!