24.08.2026, 14:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2026, 15:02 przez Woody Tarpaulin.)
Dinozaury były tematem tak samo mugolskim, jak czarodziejskim. Dinozaury nie znały Kodeksu Tajności, więc prawa do nich obie nacje miały takie same, a czarodzieje może nawet nieco większe, jako że zajmowali się niedostępnymi mugolom smokami, które to niektórzy wywodzili wprost od prehistorycznych gadów. Longbottomowie posiadający w dziecięcej biblioteczce książeczki o dinozaurach nie urągali więc godności czystokrwistej. Urągali jej w inne sposoby, lecz akurat nie w ten.
— Dobrze, że tego już nie ma. Bardzo dobrze. Wystarcza, że czasem trąbią o incydentach ze smokami. Co by to było, gdyby tego łaziło więcej? — O tym będzie im się dane przekonać już wkrótce, gdy natrafią na gigantyczne odmiany pająków, lecz po cóż uprzedzać fakty. — Ja? — zdziwił się chłop, słysząc, że i on jest brany pod uwagę. — Ano ja żem lubił tego płaskiego ze skrzydłami. Jak mu to było… — Musiał zastanowić się chwilę, cmokając w zamyśleniu, bo studia nad dinozaurami były jego osobistą prehistorią. — Pterodaktyl, no — odkrył wreszcie Tarp.
Że pajęczyna była dziełem pająków, to zdążył sam Tarpaulin wywnioskować po tym, że była pajęczyną. Byli więc oboje czarodzieje w kropce i pewno Dorka miała rację, sugerując, aby prędko zbierali manatki i oddalili się od olbrzymiej pajęczyny… tyle że brakło im czasu.
Pierwsze, co Woody zobaczył, to szereg błyszczących oczek. Za nimi tłusty, włochaty odwłok. Czarodziej zrobił krok w tył, czując, jak mu krew zaczyna we łbie szumieć. A pająk? Za nimi. Przebierając zwinnymi pajęczymi odnóżami, zbiega w dół pnia olbrzymiego drzewa.
— Kurwa! — syknął stary, wybałuszając oczy. — Bombarda! — Odruch bezwarunkowy zadziałał szybciej niż rozsądek. Mag dobył zamaszyście różdżki i splótł zaklęcie.
// kształtowanie wybuchu, lets goooo
Coś tam świsnęło, coś błysnęło i huknęło, ale pająka bynajmniej nie skasowało. Co najwyżej wkurwiło. Obudziło za to przy okazji pajęczą kompanię, która się zaczęła złazić z ciemnych zakamarków między drzewami.
Woody Tarpaulin popełnił błąd. (i mam na to zawadę Porywczy)
— W nogi! — krzyknął dziad do swojej młodej towarzyszki.
— Dobrze, że tego już nie ma. Bardzo dobrze. Wystarcza, że czasem trąbią o incydentach ze smokami. Co by to było, gdyby tego łaziło więcej? — O tym będzie im się dane przekonać już wkrótce, gdy natrafią na gigantyczne odmiany pająków, lecz po cóż uprzedzać fakty. — Ja? — zdziwił się chłop, słysząc, że i on jest brany pod uwagę. — Ano ja żem lubił tego płaskiego ze skrzydłami. Jak mu to było… — Musiał zastanowić się chwilę, cmokając w zamyśleniu, bo studia nad dinozaurami były jego osobistą prehistorią. — Pterodaktyl, no — odkrył wreszcie Tarp.
Że pajęczyna była dziełem pająków, to zdążył sam Tarpaulin wywnioskować po tym, że była pajęczyną. Byli więc oboje czarodzieje w kropce i pewno Dorka miała rację, sugerując, aby prędko zbierali manatki i oddalili się od olbrzymiej pajęczyny… tyle że brakło im czasu.
Pierwsze, co Woody zobaczył, to szereg błyszczących oczek. Za nimi tłusty, włochaty odwłok. Czarodziej zrobił krok w tył, czując, jak mu krew zaczyna we łbie szumieć. A pająk? Za nimi. Przebierając zwinnymi pajęczymi odnóżami, zbiega w dół pnia olbrzymiego drzewa.
— Kurwa! — syknął stary, wybałuszając oczy. — Bombarda! — Odruch bezwarunkowy zadziałał szybciej niż rozsądek. Mag dobył zamaszyście różdżki i splótł zaklęcie.
// kształtowanie wybuchu, lets goooo
Rzut N 1d100 - 49
Słaby sukces...
Słaby sukces...
Coś tam świsnęło, coś błysnęło i huknęło, ale pająka bynajmniej nie skasowało. Co najwyżej wkurwiło. Obudziło za to przy okazji pajęczą kompanię, która się zaczęła złazić z ciemnych zakamarków między drzewami.
Woody Tarpaulin popełnił błąd. (i mam na to zawadę Porywczy)
— W nogi! — krzyknął dziad do swojej młodej towarzyszki.
piw0 to moje paliwo