24.08.2026, 17:16 ✶
Miał pełne prawo być rozgniewany, czuć się rozczarowany jej postępowaniem, a nawet żywić do niej tę szczególną odmianę żalu, która nie potrzebowała już gniewu, aby boleć. Mona powinna była dawno temu ponieść konsekwencje własnych decyzji. Jej córeczka dorastała bez drugiego rodzica, ponieważ Rowle w swej niewysłowionej pewności siebie, uznała, że wolno jej było zadecydować za nich oboje.
Cóż za arogancja! Co za niewybaczalna, kobieca pycha, podszyta czułością, która tak łatwo potrafiła przeobrazić się w okrucieństwo.
Tyle lat po tamtej ucieczce z wysp brytyjskich grecki dramat, od którego Mona tak długo próbowała odwracać wzrok, powrócił do niej w najokrutniejszej możliwej postaci na własnym podwórzu. Co takiego uczyniłem, że wtedy uciekłaś?, pytał, a w jego głosie słyszała nie tylko gniew, ale i bolesne zdumienie, że ktoś, kogo kochał, mógł go tak potraktować. Kiedy przyznał, że zmieniłby zdanie, gdyby tylko wiedział… serce Moni skurczyło się w piersi.
— Miałam swoje powody — wtrąciła, ale słowa zabrzmiały jednak żałośnie. Wymówka tak długo powtarzana samej sobie straciła znaczenie. Była czarownicą, która uciekła przed odpowiedzialnością za własne czyny, pozostawiając za sobą człowieka, któremu należała się prawda. Należał mu się wybór. Należała mu się możliwość podjęcia własnej decyzji nawet jeżeli ta decyzja miałaby ją zranić. — Myślałam, że… że nie będziesz chciał. Że poczujesz się uwięziony, że… że… obowiązek zniszczy ci życie, że pewnego dnia spojrzysz na mnie i będziesz żałował, że zostałeś. Nie chciałeś dzieci. Nawet ich nie planowaliśmy. Wolałam, żebyś znienawidził mnie za ucieczkę niż żebym pewnego dnia zobaczyła w twoich oczach nienawiść dlatego, że odebrałam ci życie, którego dla siebie nie wybrałeś. Za to, że zmusiłam cię do ojcostwa, na które nie byłeś gotowy.
Kiedy pytał, co mówiła Elizabeth o nim, Mona potrząsnęła głową.
— Nigdy nie powiedziałam jej, że jesteś potworem. Nigdy. Mówiłam, że jej ojciec był wspaniałym człowiekiem. Że był mądry, dobry i że… że bardzo go kochałam, ale że wyrządziłam mu ogromną krzywdę i że nie zasługiwałam, żeby o mnie pamiętał. Lizzy… Lizzy zawsze była ciekawa. Pytała. Czasem w nocy przychodziła do mojego łóżka i pytała, czy tata by ją pokochał, gdyby ją znał i za każdym razem mówiłam jej, że pokochałby ją bardziej niż cokolwiek na świecie. To… to nie było kłamstwo.
Odwróciła twarz, otarła łzy grzbietem dłoni. Mąka z sukienki rozsmarowała się po policzku, tworząc białą smugę.
— Masz rację. Jest dorosła. I… i ty masz prawo ją poznać. Nie każ mi teraz iść tam i jej to wszystko wyjaśniać. Daj mi… daj mi chwilę, żebym mogła się ogarnąć. Żebym… żebym nie rozpłakała się przy niej jak głupia.
Cóż za arogancja! Co za niewybaczalna, kobieca pycha, podszyta czułością, która tak łatwo potrafiła przeobrazić się w okrucieństwo.
Tyle lat po tamtej ucieczce z wysp brytyjskich grecki dramat, od którego Mona tak długo próbowała odwracać wzrok, powrócił do niej w najokrutniejszej możliwej postaci na własnym podwórzu. Co takiego uczyniłem, że wtedy uciekłaś?, pytał, a w jego głosie słyszała nie tylko gniew, ale i bolesne zdumienie, że ktoś, kogo kochał, mógł go tak potraktować. Kiedy przyznał, że zmieniłby zdanie, gdyby tylko wiedział… serce Moni skurczyło się w piersi.
— Miałam swoje powody — wtrąciła, ale słowa zabrzmiały jednak żałośnie. Wymówka tak długo powtarzana samej sobie straciła znaczenie. Była czarownicą, która uciekła przed odpowiedzialnością za własne czyny, pozostawiając za sobą człowieka, któremu należała się prawda. Należał mu się wybór. Należała mu się możliwość podjęcia własnej decyzji nawet jeżeli ta decyzja miałaby ją zranić. — Myślałam, że… że nie będziesz chciał. Że poczujesz się uwięziony, że… że… obowiązek zniszczy ci życie, że pewnego dnia spojrzysz na mnie i będziesz żałował, że zostałeś. Nie chciałeś dzieci. Nawet ich nie planowaliśmy. Wolałam, żebyś znienawidził mnie za ucieczkę niż żebym pewnego dnia zobaczyła w twoich oczach nienawiść dlatego, że odebrałam ci życie, którego dla siebie nie wybrałeś. Za to, że zmusiłam cię do ojcostwa, na które nie byłeś gotowy.
Kiedy pytał, co mówiła Elizabeth o nim, Mona potrząsnęła głową.
— Nigdy nie powiedziałam jej, że jesteś potworem. Nigdy. Mówiłam, że jej ojciec był wspaniałym człowiekiem. Że był mądry, dobry i że… że bardzo go kochałam, ale że wyrządziłam mu ogromną krzywdę i że nie zasługiwałam, żeby o mnie pamiętał. Lizzy… Lizzy zawsze była ciekawa. Pytała. Czasem w nocy przychodziła do mojego łóżka i pytała, czy tata by ją pokochał, gdyby ją znał i za każdym razem mówiłam jej, że pokochałby ją bardziej niż cokolwiek na świecie. To… to nie było kłamstwo.
Odwróciła twarz, otarła łzy grzbietem dłoni. Mąka z sukienki rozsmarowała się po policzku, tworząc białą smugę.
— Masz rację. Jest dorosła. I… i ty masz prawo ją poznać. Nie każ mi teraz iść tam i jej to wszystko wyjaśniać. Daj mi… daj mi chwilę, żebym mogła się ogarnąć. Żebym… żebym nie rozpłakała się przy niej jak głupia.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception