19.03.2023, 00:30 ✶
Dużo rzeczy wydarzyło się w tym krótkim czasie i dosłownie każda z nich zdawała się mieć jakieś głębsze znaczenie. Chwilę po tym, jak wręczyła wianek Samowi, nie zdążyła otworzyć ust do Rookwooda, gdy poczuła ujęcie pod ramię i nienaturalnie świergoczący głos kuzynki. Aura paniki jaka unosiła się wokół Brenny sprawiła, że Dani momentalnie spoważniała i bez jakichkolwiek zbędnych pytań pozwoliła się odciągnąć od bruneta. Wtedy usłyszała coś, czego wcale nie miała ochoty usłyszeć.
- Ale... - zaczęła, choć doskonale zdawała sobie sprawę, że dyskusja w tym momencie nie ma najmniejszego sensu, a próba przedstawienia Brennie swojego punktu widzenia jest bezcelowa. To nie był czas ani miejsce na takie ploteczki.
On jest w porządku Brenn, darzę go sympatią , chciała powiedzieć. Czy niepoparte niczym uprzedzenia nie są tym, czemu otwarcie się sprzeciwiamy i za co jesteśmy gotowi oddać życia? Ulysses nie zrobił nic, czym zasłużyłby sobie na taką opinię, przynajmniej w oczach uzdrowicielki. Być może starsza Longbottom myślała, że ten będzie patrzył na nią z góry, z racji swojego nazwiska? Nigdy tego nie zrobił, Brenn.
Tyle rzeczy chciała jej powiedzieć, jednak żadne słowo nie wydobyło się z jej ust, a jedyne co zrobiła, to uścisnęła mocno dłoń kuzynki. Nie martw się, Brenn, chciała jej przekazać. Wtedy w oddali dostrzegła silniejsze buchnięcie ognia - jej wzrok natychmiast pomknął w stronę pali, gdzie starała się zlokalizować Samuela. Udało mu się. Wianek, który splotła górował dumnie nad nimi. Rzuciła krótkie spojrzenie kuzynce i posyłając jej uśmiech, ruszyła w stronę blondyna, by po raz kolejny tego dnia uczcić zwycięstwo. Szczęście ani na moment nie opuszczało ich duety - gdyby tylko mogła, całość rozdałaby wszystkim bliskim, przyjaciołom i rodzinie. Wiedziała, że tej nocy im się przyda. Kiedy na moment odwróciła się w stronę gdzie wcześniej stał Ulysses, w tym miejscu nie było już nikogo. Uśmiechnęła się w duchu - tak jak się spodziewała, porwała go jakaś piękna czarownica z dobrego domu. Mogła tylko mieć nadzieję, że Ulli pozwoli sobie na odrobinę odprężenia.
Przyspieszyła, by w przypływie emocji i atmosfery panującej dookoła, móc rzucić się na szyję Samiego, by za chwilę móc oddać się tańcu.
- Ale... - zaczęła, choć doskonale zdawała sobie sprawę, że dyskusja w tym momencie nie ma najmniejszego sensu, a próba przedstawienia Brennie swojego punktu widzenia jest bezcelowa. To nie był czas ani miejsce na takie ploteczki.
On jest w porządku Brenn, darzę go sympatią , chciała powiedzieć. Czy niepoparte niczym uprzedzenia nie są tym, czemu otwarcie się sprzeciwiamy i za co jesteśmy gotowi oddać życia? Ulysses nie zrobił nic, czym zasłużyłby sobie na taką opinię, przynajmniej w oczach uzdrowicielki. Być może starsza Longbottom myślała, że ten będzie patrzył na nią z góry, z racji swojego nazwiska? Nigdy tego nie zrobił, Brenn.
Tyle rzeczy chciała jej powiedzieć, jednak żadne słowo nie wydobyło się z jej ust, a jedyne co zrobiła, to uścisnęła mocno dłoń kuzynki. Nie martw się, Brenn, chciała jej przekazać. Wtedy w oddali dostrzegła silniejsze buchnięcie ognia - jej wzrok natychmiast pomknął w stronę pali, gdzie starała się zlokalizować Samuela. Udało mu się. Wianek, który splotła górował dumnie nad nimi. Rzuciła krótkie spojrzenie kuzynce i posyłając jej uśmiech, ruszyła w stronę blondyna, by po raz kolejny tego dnia uczcić zwycięstwo. Szczęście ani na moment nie opuszczało ich duety - gdyby tylko mogła, całość rozdałaby wszystkim bliskim, przyjaciołom i rodzinie. Wiedziała, że tej nocy im się przyda. Kiedy na moment odwróciła się w stronę gdzie wcześniej stał Ulysses, w tym miejscu nie było już nikogo. Uśmiechnęła się w duchu - tak jak się spodziewała, porwała go jakaś piękna czarownica z dobrego domu. Mogła tylko mieć nadzieję, że Ulli pozwoli sobie na odrobinę odprężenia.
Przyspieszyła, by w przypływie emocji i atmosfery panującej dookoła, móc rzucić się na szyję Samiego, by za chwilę móc oddać się tańcu.