• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy

[17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#15
28.08.2026, 18:41  ✶  
Parsknąłem cicho, kiedy poprawiła moje słowo, bo przynajmniej na krótką chwilę udało jej się uderzyć w coś, co rzeczywiście było w stanie odciągnąć mnie od narastającej irytacji.
- „Zajebał”, „zjebał”, „zapierdolił”, bez znaczenia, Sunny, poltfela nadal nie ma. - Mruknąłem, chociaż kącik ust drgnął mi przy tym w rozbawieniu, bo doceniałem to, iż próbowała rozładować atmosferę, zamiast dalej robić z siebie główną podejrzaną we własnej sprawie albo smucić się stratą. Poza tym skoro byliśmy parą, to dla mnie sytuacja była prosta - jeżeli coś dotyczyło jej, dotyczyło też mnie, przynajmniej dopóki byliśmy razem, a raczej tak to sobie chwilowo tłumaczyłem, byleby nie myśleć o tym, co miało być potem… - No. „Halmonia”. Balso ładne słowo. - Razem stanowiliśmy całkiem sprawny system ostrzegawczy, tylko jeszcze nie ustaliliśmy, czyja część systemu była bardziej przeklęta. Nigdy nie zagłębiałem się zbytnio w kwestie związane z trzecim okiem, nie musiałem tego robić, nawet jeśli zdarzało mi się współpracować z wieloma różnymi osobami, dotychczas uważałem, iż widmowidzowie przynajmniej mieli tę zaletę, że raczej nie próbowali nikogo przekonywać, że przewidzieli jego przeszłość i „dlatego powinieneś dać mi pięć galeonów, kolego”. Z jasnowidzami wyglądało to zgoła inaczej, standardowo miałem do nich znacznie większe obiekcje, nie do końca będąc zgodnym z powszechnie uznawaną hierarchią „społecznej użyteczności”, wedle której widzenie przyszłych zdarzeń było bardziej przydatne. W moim fachu przydawała się raczej odwrotność, świadomość zdarzeń prowadzących do danych sytuacji pozwalała unikać różnych wpadek, chociaż bywały dni takie jak ten, gdy uprzedzenie faktów naprawdę by się przydało… I to jak…
Im dalej wchodziliśmy, tym mniej podobało mi się to miejsce, chociaż nie z powodów, które mogłyby być dla mnie oczywiste jeszcze kilka minut wcześniej. Muzyka napierdalała z taką siłą, że po kilku minutach zaczynałem czuć nieprzyjemne drganie w żebrach, a światła przecinały pomieszczenie w sposób, który zdecydowanie nie pomagał w szukaniu jednej konkretnej osoby, mimo wszystko rozglądałem się uważnie, przesuwając wzrokiem po twarzach, barze, przejściach i wszystkich miejscach, w których ktoś odpowiedzialny za naganianie klientów mógłby próbować przeczekać zamieszanie. Próbowałem wypatrzyć nawoływacza w tłumie, ale było tu tyle ludzi, że równie dobrze mógłbym szukać tej konkretnej kropli w jeziorze. Coraz wyraźniej rozumiałem, dlaczego Prue wolała trzymać się tak blisko mnie, bo sam miałem ochotę znaleźć sobie jakiś kawałek ściany, oprzeć się o niego plecami i mieć pewność, że przynajmniej połowa ludzi nie mogła mnie zajść od tyłu. Właściwie sam wolałem mieć ją przy sobie, bo tłum był gęsty, przejścia wąskie, a ja nie zamierzałem po raz kolejny pozwolić komuś zbliżyć się do niej na tyle, żeby później zastanawiać się, czy właśnie próbował ją okraść, czy zrobić coś jeszcze. Nie interesowało mnie, że wokół nas ludzie tańczyli, całowali się i robili rzeczy, których zdecydowanie nie potrzebowałem oglądać, ponieważ to, że komuś podobał się taki sposób spędzania wieczoru, nie oznaczało jeszcze, że ja miałem ochotę uczestniczyć w jego programie rozrywkowym.
Próbowałem wypatrzyć znajomą sylwetkę, jednocześnie pilnując, żebyśmy nie zostali rozdzieleni, i właśnie wtedy ktoś przechodzący za mną postanowił najwyraźniej sprawdzić, czy moja dzisiejsza cierpliwość miała jeszcze jakieś granice - poczułem dłoń na własnym tyłku, więc odruchowo zesztywniałem, po czym bardzo powoli obróciłem głowę w kierunku jakiegoś faceta, który wyglądał na całkowicie zadowolonego z własnej inicjatywy. Zamrugałem, spoglądając na niego z tym rodzajem niedowierzania, który pojawiał się u mnie zazwyczaj tuż przed tym, jak niedowierzanie przechodziło w rękoczyny, próbując ustalić, czy powinienem najpierw zapytać, czy to był wypadek, czy od razu zacząć od wspomnianych rękoczynów. Przez chwilę zwyczajnie nie wiedziałem, co powiedzieć, ponieważ nawet moja wyobraźnia nie była wystarczająco kreatywna, żeby przewidzieć taki obrót spraw. Poczułem, że zaczęła mi drgać powieka.
- Co ty, kulwa, lobisz? - Rzuciłem przez zaciśnięte zęby, starając się jednocześnie zabrzmieć na tyle wyraźnie, by nie musieć się powtarzać, co w tych warunkach nie było aż takie znowu łatwe, ale na szczęście zawsze wydawało mi się, że moja mimika robiła część roboty za mnie. - Zabiesz łapę. - Facet najwyraźniej uznał jednak, że mój ton ani wyraz twarzy nie był wystarczająco jednoznaczny, bo coś do mnie powiedział, przy czym na jego twarzy nadal tkwił ten sam uśmiech. - Nie, selio. Zabiesz. Łapę. - Tym razem spojrzałem na jego rękę, następnie na jego twarz i jeszcze raz na rękę, dając mu wystarczająco dużo czasu, żeby sam zrozumiał, że właśnie popełnił błąd.
- Spokojnie, kolego, to tylko zabawa! Żartowałem, nic wielkiego! Nie musisz się tak spinać! - Powiedział już bardziej zrozumiale, przekrzykując się z bitem, a ja popatrzyłem na niego przez moment, zastanawiając się, czy naprawdę miał na tyle mało instynktu samozachowawczego, żeby jeszcze coś do mnie mówić. Nawet nie próbowałem przy tym zrozumieć, co właściwie w jego zachowaniu miało być zabawne, bo najwyraźniej brakowało mi odpowiedniego poczucia humoru, żeby docenić tę formę rozrywki. Oczywiście, że „żartował”, schlani ludzie robili najgłupsze rzeczy, a kiedy spotykali się z reakcją, która im nie odpowiadała, nagle wszystko stawało się „żartem”, „przypadkiem” albo „niewinnym gestem”. Nie miałem problemu z żartami, ale istniała zasadnicza różnica między żartowaniem z kimś a traktowaniem jego dupy jak przycisku dzwonka, a ten człowiek najwyraźniej nie widział tej różnicy. Najwidoczniej też nie dotarło do niego, że nie miałem nastroju na dalszą wymianę zdań, więc zrobiłem krok w bok, jednocześnie pociągając towarzyszkę za sobą, aż znaleźliśmy się bliżej ściany oblepionej kolorowymi plakatami, gdzie nikt nie mógł tak łatwo prześlizgnąć się za moje plecy.
- Świetnie, baw się dalej, tylko s dala ode mnie. - Burknąłem na odchodne, po czym odwróciłem się do Prue i zobaczyłem jej minę. - Nie patsz tak. Tesz nie wiem, dlaczego akulat mnie to spotyka. - Nie wydawało mi się, abym mógł prezentować jakiekolwiek cechy charakterystyczne pożądane przez płeć nieprzeciwną, właściwie dopiero na tę myśl w pełni dotarło do mnie, że ktoś właśnie próbował mnie obmacać na oczach mojej dziewczyny, co było tak absurdalne, że przez sekundę zabrakło mi nawet odpowiedniego komentarza. Zerknąłem na splecione z jej dłonią palce, potem na tłum, potem znowu na nią i pokręciłem głową z niedowierzaniem, bez słowa przenosząc ramię na talię Prudence - tak, abyśmy mogli stać i poruszać się zupełnie niepodważalnie razem. Uznałem, że jak na jeden wieczór wystarczyło mi cudzych uciekających rąk, szczególnie tych należących do ludzi, których nawet nie znałem. - Najpielw twój poltfel, telas moja dupa. Ten wieczól lobi się colas lepszy… - Skomentowałem ponuro, chociaż nie byłem pewien, czy mogła mnie usłyszeć. Mimo całego mojego niezadowolenia parsknąłem w końcu krótkim, suchym śmiechem, bo sytuacja była tak absurdalna, że trudno było traktować ją całkowicie poważnie, po czym ponownie ruszyłem przez tłum, tym razem trzymając ją nieco mocniej, jeszcze odrobinę bliżej i zdecydowanie bardziej świadomie pilnując przestrzeni wokół nas.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6213), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (5015)




Wiadomości w tym wątku
[17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 24.08.2026, 21:22
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 24.08.2026, 23:43
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 25.08.2026, 00:11
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 25.08.2026, 01:20
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Pan Losu - 25.08.2026, 01:20
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 25.08.2026, 17:43
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 25.08.2026, 19:46
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 25.08.2026, 20:02
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 25.08.2026, 22:41
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 26.08.2026, 20:17
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 26.08.2026, 21:12
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 26.08.2026, 21:42
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 27.08.2026, 20:02
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 27.08.2026, 20:47
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 28.08.2026, 18:41
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 28.08.2026, 19:41
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 28.08.2026, 23:36
RE: [17.09.1972] what the heck | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 28.08.2026, 23:55

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa