28.08.2026, 23:36 ✶
Nie dało się zaprzeczyć - najwidoczniej po całym tym zamieszaniu znalazła całkiem niezły sposób na rozładowanie atmosfery, właściwie, oboje najwyraźniej właśnie odkryliśmy nową dziedzinę, w której mogliśmy wykazać się imponującą znajomością języka. To było całkiem zabawne…
- „Podjebał”, „podpieldolił”, „zajebał”, „ukladł”, „skloił”, „oblobił”, „zgolił”, „opieldolił”, „wyczyścił kieszeń”, „zawinął”, „gwizdnął”, „chapnął”, „buchnął”, „splywatyzował twoją własność bez konsultacji”, „pszejął aktywa metodą pszestępczą”, „pszytulił cudzą luchomość do selsa”, „dokonał subtelnego aktu tlansfelu mienia bes zgody właścicielki”… - Zacząłem wyliczać, mimo wszystko, unosząc lekko brwi, bo skoro już mieliśmy roztrząsać językowe niuanse, równie dobrze mogłem wykorzystać okazję do pokazania jej, że słownik ulicy miał w tej kwestii zaskakująco bogate zasoby. - I, jeszeli balso zaleszy ci na pełnej klasyfikacji tego zjawiska, po plostu „okazał się zwyczajnym bezmózgim chujem”. - Dodałem z kamienną miną, bo skoro już postanowiła poprawić moje słownictwo, nie zamierzałem pozostawać w tyle. - Mogę tak jeszcze długo, ale chyba najwaszniejsze jest to, sze niezalesznie od wyblanego czasownika nadal mówimy o tym samym skulwielu, który zablał coś, co do niego nie naleszy. Idziemy? - Zerknąłem na nią i parsknąłem cicho, bo najwyraźniej właśnie osiągnęliśmy porozumienie w kwestii semantyki przestępstwa, więc mogliśmy ruszać dalej. „Był i się zmył” oraz kolejne słowa skwitowałem już tylko krótkim pokiwaniem głową, bo rzeczywiście trudno było temu zaprzeczyć, chociaż bardzo nie podobało mi się, że ten typ uważał, iż mógł zniknąć tak łatwo. Skoro już zadał sobie trud, żeby nas sprowadzić do „The Heaven”, mogliśmy mu jednak przynajmniej oszczędzić dalszego zastanawiania się nad tym, czy „jumanie” - o, właśnie, kolejne słowo - się powiodło, i sami go znaleźć. Co prawda, nie wiedziałem jeszcze, co zrobię, kiedy go dorwę, ale na tym etapie wystarczało mi odzyskanie portfela i bardzo wyraźne zakomunikowanie mu, że tym razem metoda zarabiania pieniędzy polegająca na grzebaniu obcym ludziom po kieszeniach nie przypadła mi do gustu. Hipokryzja? Być może, ale nigdy nie próbowałem udawać, że byłem najbardziej wyrozumiałym człowiekiem w pomieszczeniu.
Macanie po dupie również nie okazało się czymś, co mógłbym docenić…
Człowiek całe życie pracował nad charakterem, próbował być względnie porządny, zajebiście silny, umiarkowanie rozsądny, a potem przychodził jeden facet i pokazywał mu, że prawdziwym atutem była odpowiednio zbudowana dupa. No, kurwa… Spojrzałem na tłum, w którym ludzie właśnie robili wszystko, tylko nie zachowywali się szczególnie elegancko, po czym pokręciłem głową - nie czułem najmniejszej potrzeby dołączania do tej zabawy, właściwie im dłużej tutaj byłem, tym wyraźniej widziałem, że pewien etap życia miałem już dawno za sobą, chociaż nie dało się ukryć, iż wiele zmieniała tutaj grupa docelowa, do której żadne z nas ewidentnie nie należało.
Parsknąłem pod nosem, kiedy usłyszałem jej teorię o moim uroku osobistym, bo naprawdę nie spodziewałem się, że po całej tej sytuacji dojdziemy akurat do rozważań nad tym, czy mój tyłek mógł być dla kogoś uroczy.
- Nie wiem, Sunny, czy „uloszy” to słowo, któlego bym tutaj uszył. - Odpowiedziałem, spoglądając na nią z ukosa, zatrzymałem na niej spojrzenie jeszcze przez chwilę, po czym dodałem z powracającym rozbawieniem. - Twój tyłek na pszykład jest uloszy. - Zrobiłem krótką pauzę, po czym dodałem z pełnym przekonaniem, nie przejmując się szczególnie tym, że mogła uznać moje słowa za zbyt bezpośrednie, bo raczej mieliśmy to już za sobą. - Uloszy i balso mi się podoba. Nie wiem, czy to odpowieś, któlej potszebowałaś, ale skolo jusz zaczęłaś temat, nie zamieszam kłamaś. - Wzruszyłem ramionami, jakbym właśnie poinformował ją o czymś równie istotnym co pogoda za oknem, chociaż dobrze wiedziałem, że powiedziałem to celowo, bo jej wcześniejszy komentarz aż prosił się o podobną odpowiedź.
Odeszliśmy na bok, a i tak co chwilę ktoś się o nas ocierał, ktoś przeciskał się między parami i wielokątami, stroboskopowe światła waliły po oczach, muzyka zaś - jeśli to było możliwe - jeszcze bardziej tłukła się w czaszce, bo najwidoczniej zbliżyliśmy się do jakiegoś głośnika. Coraz bardziej dochodziłem do wniosku, że „The Heaven” miało wyjątkowo szeroką definicję słowa „rozrywka” - nawet jak na mnie - i wtedy, kiedy byłem już zajęty przeklinaniem pod nosem kolejnego człowieka, który praktycznie wlazł mi pod ramię, usłyszałem nagle głośne „ja pierdolę”. Odwróciłem głowę w stronę Prue, bo ton jej głosu nie pasował do zwykłego komentarza dotyczącego wystroju tego miejsca - występowało tu wystarczająco dużo dziwnych rzeczy, żebym nawet nie próbował zgadywać, co konkretnie przykuło jej uwagę, dlatego tylko zmarszczyłem brwi i przesunąłem spojrzeniem po neonach, plakatach oraz twarzach, które pojawiały się i znikały między światłami.
- Co? Co jest? - Zapytałem, spojrzałem na nią, potem znowu na ścianę, próbując znaleźć coś, co wywołało u niej taką reakcję, ale w tym kolorowym chaosie równie dobrze mogła zobaczyć ducha, goblina albo reklamę wyjątkowo paskudnego trunku czy nawet rzeczywiście pierdolących się ludzi…
- „Podjebał”, „podpieldolił”, „zajebał”, „ukladł”, „skloił”, „oblobił”, „zgolił”, „opieldolił”, „wyczyścił kieszeń”, „zawinął”, „gwizdnął”, „chapnął”, „buchnął”, „splywatyzował twoją własność bez konsultacji”, „pszejął aktywa metodą pszestępczą”, „pszytulił cudzą luchomość do selsa”, „dokonał subtelnego aktu tlansfelu mienia bes zgody właścicielki”… - Zacząłem wyliczać, mimo wszystko, unosząc lekko brwi, bo skoro już mieliśmy roztrząsać językowe niuanse, równie dobrze mogłem wykorzystać okazję do pokazania jej, że słownik ulicy miał w tej kwestii zaskakująco bogate zasoby. - I, jeszeli balso zaleszy ci na pełnej klasyfikacji tego zjawiska, po plostu „okazał się zwyczajnym bezmózgim chujem”. - Dodałem z kamienną miną, bo skoro już postanowiła poprawić moje słownictwo, nie zamierzałem pozostawać w tyle. - Mogę tak jeszcze długo, ale chyba najwaszniejsze jest to, sze niezalesznie od wyblanego czasownika nadal mówimy o tym samym skulwielu, który zablał coś, co do niego nie naleszy. Idziemy? - Zerknąłem na nią i parsknąłem cicho, bo najwyraźniej właśnie osiągnęliśmy porozumienie w kwestii semantyki przestępstwa, więc mogliśmy ruszać dalej. „Był i się zmył” oraz kolejne słowa skwitowałem już tylko krótkim pokiwaniem głową, bo rzeczywiście trudno było temu zaprzeczyć, chociaż bardzo nie podobało mi się, że ten typ uważał, iż mógł zniknąć tak łatwo. Skoro już zadał sobie trud, żeby nas sprowadzić do „The Heaven”, mogliśmy mu jednak przynajmniej oszczędzić dalszego zastanawiania się nad tym, czy „jumanie” - o, właśnie, kolejne słowo - się powiodło, i sami go znaleźć. Co prawda, nie wiedziałem jeszcze, co zrobię, kiedy go dorwę, ale na tym etapie wystarczało mi odzyskanie portfela i bardzo wyraźne zakomunikowanie mu, że tym razem metoda zarabiania pieniędzy polegająca na grzebaniu obcym ludziom po kieszeniach nie przypadła mi do gustu. Hipokryzja? Być może, ale nigdy nie próbowałem udawać, że byłem najbardziej wyrozumiałym człowiekiem w pomieszczeniu.
Macanie po dupie również nie okazało się czymś, co mógłbym docenić…
Człowiek całe życie pracował nad charakterem, próbował być względnie porządny, zajebiście silny, umiarkowanie rozsądny, a potem przychodził jeden facet i pokazywał mu, że prawdziwym atutem była odpowiednio zbudowana dupa. No, kurwa… Spojrzałem na tłum, w którym ludzie właśnie robili wszystko, tylko nie zachowywali się szczególnie elegancko, po czym pokręciłem głową - nie czułem najmniejszej potrzeby dołączania do tej zabawy, właściwie im dłużej tutaj byłem, tym wyraźniej widziałem, że pewien etap życia miałem już dawno za sobą, chociaż nie dało się ukryć, iż wiele zmieniała tutaj grupa docelowa, do której żadne z nas ewidentnie nie należało.
Parsknąłem pod nosem, kiedy usłyszałem jej teorię o moim uroku osobistym, bo naprawdę nie spodziewałem się, że po całej tej sytuacji dojdziemy akurat do rozważań nad tym, czy mój tyłek mógł być dla kogoś uroczy.
- Nie wiem, Sunny, czy „uloszy” to słowo, któlego bym tutaj uszył. - Odpowiedziałem, spoglądając na nią z ukosa, zatrzymałem na niej spojrzenie jeszcze przez chwilę, po czym dodałem z powracającym rozbawieniem. - Twój tyłek na pszykład jest uloszy. - Zrobiłem krótką pauzę, po czym dodałem z pełnym przekonaniem, nie przejmując się szczególnie tym, że mogła uznać moje słowa za zbyt bezpośrednie, bo raczej mieliśmy to już za sobą. - Uloszy i balso mi się podoba. Nie wiem, czy to odpowieś, któlej potszebowałaś, ale skolo jusz zaczęłaś temat, nie zamieszam kłamaś. - Wzruszyłem ramionami, jakbym właśnie poinformował ją o czymś równie istotnym co pogoda za oknem, chociaż dobrze wiedziałem, że powiedziałem to celowo, bo jej wcześniejszy komentarz aż prosił się o podobną odpowiedź.
Odeszliśmy na bok, a i tak co chwilę ktoś się o nas ocierał, ktoś przeciskał się między parami i wielokątami, stroboskopowe światła waliły po oczach, muzyka zaś - jeśli to było możliwe - jeszcze bardziej tłukła się w czaszce, bo najwidoczniej zbliżyliśmy się do jakiegoś głośnika. Coraz bardziej dochodziłem do wniosku, że „The Heaven” miało wyjątkowo szeroką definicję słowa „rozrywka” - nawet jak na mnie - i wtedy, kiedy byłem już zajęty przeklinaniem pod nosem kolejnego człowieka, który praktycznie wlazł mi pod ramię, usłyszałem nagle głośne „ja pierdolę”. Odwróciłem głowę w stronę Prue, bo ton jej głosu nie pasował do zwykłego komentarza dotyczącego wystroju tego miejsca - występowało tu wystarczająco dużo dziwnych rzeczy, żebym nawet nie próbował zgadywać, co konkretnie przykuło jej uwagę, dlatego tylko zmarszczyłem brwi i przesunąłem spojrzeniem po neonach, plakatach oraz twarzach, które pojawiały się i znikały między światłami.
- Co? Co jest? - Zapytałem, spojrzałem na nią, potem znowu na ścianę, próbując znaleźć coś, co wywołało u niej taką reakcję, ale w tym kolorowym chaosie równie dobrze mogła zobaczyć ducha, goblina albo reklamę wyjątkowo paskudnego trunku czy nawet rzeczywiście pierdolących się ludzi…
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)