19.03.2023, 02:16 ✶
Nienawidziła przyjęć.
Wieczorowe stroje były znośne, podobnie jak fikuśna biżuteria, którą można było z tej okazji założyć. Ludzie byli okropni, panująca na takich charytatywnych balach sztuczna atmosfera była paskudna, a jedzenie zwykle niedoprawione. Ojciec zwykle nie mógł liczyć na Castiela w ich kwestii, wysyłał więc ją. Może też dlatego, że pracowała jednak typowo w Ministerstwie i wielu przedstawicieli z najlepszych rodów skorowidza znała? Męczące. Westchnęła z przyklejonym do twarzy zainteresowaniem, wpatrując się stalowoniebieskimi tęczówkami w Czarodzieja, któremu się gęba nie zamykała. Jakim cudem ją tu w ogóle wciągnęli? Ah, no tak, uciekła od pytań starej kobiety o jej zamążpójście i monologu o tym, jak kobiety zaczynały w tych czasach zapominać o swoich rolach. Jej zdaniem też to było spowodowane przez Leach'a. Upiła łyka szampana ze swojego kieliszka, czując na wargach przyjemnie słodkawo-kwaśny posmak, a wolną dłonią wygładziła materiał czarnej, dopasowanej sukni wieczorowej.
Ją absolutnie polityka nie obchodziła, podobnie jak Qudditch czy inne departamenty w Ministerstwie. Skupiona była na sobie i swojej karierze, pilnowaniu brata. Lycoris wymagała od niej nienaganności, zostawała więc po godzinach, nie mając czasu na takie brednie, jak plotki na salonach. Czując na sobie spojrzenie Christophera — miała okazję rzucić w niego Cruciatus, jeśli to spowodowałoby zamknięcie mu ust. Może jęzozlepa? Zamiast tego z przyklejoną do twarzy maską sztucznego zainteresowania, atencji w oczach, którą zwykła łaskotać ego otaczających ją ludzi. Udawanie głupszej niż była często owocowało wieloma przywilejami..
A potem zapytał — niemożliwe, aż ją wzruszył — dał dojść do głosu innym. Cynthia przekręciła niewinnie głowę na bok, pozwalając, aby jasny kosmyk włosów opadł jej do przodu, próbując znaleźć drogę do szyi lub ust, gdzie mógłby przykleić się do szminki lub zaplątać w naszyjnik. Zawsze tak robiły. Obdarzyła Cathala pociągłym spojrzeniem, robiąc krok w jego stronę, głównie dlatego, aby się trochę rozruszać, bo monolog jegomościa ją dosłownie zastał.
- Trudno mi się z Panem nie zgodzić, aczkolwiek Pan Minister mógłby okazać więcej szacunku do tradycji Czarodziejskiej. - zgodziła się ze swoim przedmówcą, dodając jednak kroplę od siebie. Niezbyt dużo, bo nie chciała brylować w tej konwersacji, na temat tego idioty, jakiegoś lubiącego szlamy rewolucjonisty. Gdyby jeszcze skupił się na tych rzeczach ważnych, które faktycznie owej rewolucji potrzebowały. Upiła kolejny łyk szampana, pozbywając się jego resztek z warg poprzez ich zwilżenie. - A co Pan o tych tradycjach sądzi, Panie..? - dodała jeszcze, kątem oka dostrzegając, jak niezamykający się Christopher znów otwiera usta, a ona kolejnego monologu znieść nie mogła i nie chciała.
Wieczorowe stroje były znośne, podobnie jak fikuśna biżuteria, którą można było z tej okazji założyć. Ludzie byli okropni, panująca na takich charytatywnych balach sztuczna atmosfera była paskudna, a jedzenie zwykle niedoprawione. Ojciec zwykle nie mógł liczyć na Castiela w ich kwestii, wysyłał więc ją. Może też dlatego, że pracowała jednak typowo w Ministerstwie i wielu przedstawicieli z najlepszych rodów skorowidza znała? Męczące. Westchnęła z przyklejonym do twarzy zainteresowaniem, wpatrując się stalowoniebieskimi tęczówkami w Czarodzieja, któremu się gęba nie zamykała. Jakim cudem ją tu w ogóle wciągnęli? Ah, no tak, uciekła od pytań starej kobiety o jej zamążpójście i monologu o tym, jak kobiety zaczynały w tych czasach zapominać o swoich rolach. Jej zdaniem też to było spowodowane przez Leach'a. Upiła łyka szampana ze swojego kieliszka, czując na wargach przyjemnie słodkawo-kwaśny posmak, a wolną dłonią wygładziła materiał czarnej, dopasowanej sukni wieczorowej.
Ją absolutnie polityka nie obchodziła, podobnie jak Qudditch czy inne departamenty w Ministerstwie. Skupiona była na sobie i swojej karierze, pilnowaniu brata. Lycoris wymagała od niej nienaganności, zostawała więc po godzinach, nie mając czasu na takie brednie, jak plotki na salonach. Czując na sobie spojrzenie Christophera — miała okazję rzucić w niego Cruciatus, jeśli to spowodowałoby zamknięcie mu ust. Może jęzozlepa? Zamiast tego z przyklejoną do twarzy maską sztucznego zainteresowania, atencji w oczach, którą zwykła łaskotać ego otaczających ją ludzi. Udawanie głupszej niż była często owocowało wieloma przywilejami..
A potem zapytał — niemożliwe, aż ją wzruszył — dał dojść do głosu innym. Cynthia przekręciła niewinnie głowę na bok, pozwalając, aby jasny kosmyk włosów opadł jej do przodu, próbując znaleźć drogę do szyi lub ust, gdzie mógłby przykleić się do szminki lub zaplątać w naszyjnik. Zawsze tak robiły. Obdarzyła Cathala pociągłym spojrzeniem, robiąc krok w jego stronę, głównie dlatego, aby się trochę rozruszać, bo monolog jegomościa ją dosłownie zastał.
- Trudno mi się z Panem nie zgodzić, aczkolwiek Pan Minister mógłby okazać więcej szacunku do tradycji Czarodziejskiej. - zgodziła się ze swoim przedmówcą, dodając jednak kroplę od siebie. Niezbyt dużo, bo nie chciała brylować w tej konwersacji, na temat tego idioty, jakiegoś lubiącego szlamy rewolucjonisty. Gdyby jeszcze skupił się na tych rzeczach ważnych, które faktycznie owej rewolucji potrzebowały. Upiła kolejny łyk szampana, pozbywając się jego resztek z warg poprzez ich zwilżenie. - A co Pan o tych tradycjach sądzi, Panie..? - dodała jeszcze, kątem oka dostrzegając, jak niezamykający się Christopher znów otwiera usta, a ona kolejnego monologu znieść nie mogła i nie chciała.