01.09.2026, 14:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2026, 14:58 przez Benjy Fenwick.)
Las pozostawał ponury, mgła gęstniała między pniami, a gdzieś dalej coś trzasnęło w zaroślach, ale po kilku łykach czegoś mocniejszego na pusty żołądek trudno było przejmować się atmosferą. Alkohol rozwiązał mi język, ale nie odebrał jeszcze pamięci do wszystkich najbardziej absurdalnych przyśpiewek. Nie od razu zorientowałem się, że Heather zaczęła rechotać pod nosem, bo byłem zbyt zajęty wyszukiwaniem kolejnych kawałków drewna oraz utrzymywaniem odpowiedniego poziomu absyntu w organizmie, który uznałem za niezbędny do wykonywania tej niezwykle potrzebnej pracy na rzecz lokalnej społeczności - patriotyzm godny Little Hangleton, kurwa jego pierdolona mać - dopiero kiedy jej śmiech zrobił się trochę głośniejszy i nie dało się go już mimowolnie ignorować, zerknąłem na nią przez ramię, marszcząc brwi, nie zamierzałem jednak pytać, co ją tak bawiło, ponieważ w moim przekonaniu wszystko, co robiłem, było całkowicie uzasadnione, a przede wszystkim artystycznie wartościowe, poza tym miałem ważniejsze sprawy na głowie, takie jak znalezienie kolejnej suchej gałęzi nadającej się do sabatowego ogniska. Niby byłem świadomy, że właściwie znajdowaliśmy się w środku niezbyt przyjacielskiego lasu, nasze głosy niosły się między drzewami, i jeśli w okolicy rzeczywiście nadal mieszkały jakieś przeklęte stworzenia, właśnie dostawały bardzo szczegółową informację o tym, gdzie się znajdowaliśmy, lecz uznałem, że jeśli coś miało nas zaatakować, przynajmniej będzie wiedziało, że robiło to kibicowi Zjednoczonych - najstarszej i najbardziej zajebistej drużyny w Wielkiej Brytanii.
Szedłem więc między drzewami z butelką w jednej ręce i wiązką chrustu pod drugą pachą, nucąc sobie pod nosem, aż moja rozbawiona towarzyszka nagle postanowiła wkroczyć na teren, którego nie zamierzałem jej tak łatwo oddać - pierwszy wers o Puddlemere sprawił, że odwróciłem głowę w jej stronę, za to przy drugim zatrzymałem się niemal w pół kroku, z jedną nogą uniesioną w górze. Przez sekundę patrzyłem na nią z absolutnym niedowierzaniem, ponieważ najwyraźniej właśnie dowiedziałem się, że moja nowa znajoma miała bardzo konkretne poglądy na temat drużyny, której kibicowałem.
- Co ty powiedziałaś? - Zapytałem, chociaż doskonale słyszałem każde słowo. Oczywiście nie zamierzałem robić z tego prawdziwej afery, ale były pewne rzeczy, których człowiek nie mógł puścić płazem, a obrażanie Zjednoczonych Puddlemere w mojej obecności należało do tej kategorii.
- Co to za klub, co zielenią świeci?
To kulwy s Holyhead, jebać te śmieci.
Duma s walijskiej, zaslanej doliny,
To nie są ptaki, to zwykłe padliny.
Wypieldalać s boiska, wlacać do chaty,
Puddlemele sządzi, lozjeszcza wszystkie szmaty.
Jaja ze stali? Chyba s plastiku.
Wsiadacie na miotły nalobiś tylko kwiku.
Zjednoczeni pędzą, losjebią ten chlew,
Będzie się lała walijska klew.
Przy ostatnim wersie machnąłem butelką w powietrzu tak energicznie, że niewiele brakowało, a połowa absyntu wylądowałaby na mchu.
- Halpie s Holyhead - kulwa mać.
Nie umieją lataś, potlafią tylko ssać.
Zjednoczeni potęga, Puddlemele moc,
Jebać te pizdy pszes całą noc.
Szedłem więc między drzewami z butelką w jednej ręce i wiązką chrustu pod drugą pachą, nucąc sobie pod nosem, aż moja rozbawiona towarzyszka nagle postanowiła wkroczyć na teren, którego nie zamierzałem jej tak łatwo oddać - pierwszy wers o Puddlemere sprawił, że odwróciłem głowę w jej stronę, za to przy drugim zatrzymałem się niemal w pół kroku, z jedną nogą uniesioną w górze. Przez sekundę patrzyłem na nią z absolutnym niedowierzaniem, ponieważ najwyraźniej właśnie dowiedziałem się, że moja nowa znajoma miała bardzo konkretne poglądy na temat drużyny, której kibicowałem.
- Co ty powiedziałaś? - Zapytałem, chociaż doskonale słyszałem każde słowo. Oczywiście nie zamierzałem robić z tego prawdziwej afery, ale były pewne rzeczy, których człowiek nie mógł puścić płazem, a obrażanie Zjednoczonych Puddlemere w mojej obecności należało do tej kategorii.
- Co to za klub, co zielenią świeci?
To kulwy s Holyhead, jebać te śmieci.
Duma s walijskiej, zaslanej doliny,
To nie są ptaki, to zwykłe padliny.
Wypieldalać s boiska, wlacać do chaty,
Puddlemele sządzi, lozjeszcza wszystkie szmaty.
Jaja ze stali? Chyba s plastiku.
Wsiadacie na miotły nalobiś tylko kwiku.
Zjednoczeni pędzą, losjebią ten chlew,
Będzie się lała walijska klew.
Przy ostatnim wersie machnąłem butelką w powietrzu tak energicznie, że niewiele brakowało, a połowa absyntu wylądowałaby na mchu.
- Halpie s Holyhead - kulwa mać.
Nie umieją lataś, potlafią tylko ssać.
Zjednoczeni potęga, Puddlemele moc,
Jebać te pizdy pszes całą noc.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)