Las, których otaczał, był dziwacznie wręcz cichy. Przyroda została spopielona i wyglądało na to, że nawet ptaki jeszcze nie postanowił wrócić w okolicę, by przysiąść na opalonych kikutach drzew. Było czarno i szaro, a zieleń stanowiła jakby nieśmiałe tło dla wyrwanej z niej dziury. A mimo tej nienaturalności, Leviathan zdawał sobie sprawę, że wszystko wciąż było na swoim miejscu. Jeśli minie odpowiednio dużo czasu, las na nowo zajmie w posiadanie utworzone miejsce, siejąc młode drzewka, które wzrosną ku górze, nagle nagle mają spory dostęp do słonecznego światła.
Żałował trochę, że w całym swoim gniewie, skrzydlaty gad nie postanowił spalić również i mugola. Nie musieliby za nim biegać, identyfikować i wzywać amnezjatorów, chociaż Rowle nie mógł z czystym sumieniem stwierdzić, że obecność Edith była mu nieprzyjemna. Lubił jednak, kiedy rzeczy pozostawały jak najmniej skomplikowane.
— Mówisz tak, ale wydaje mi się że zawsze był to pewien umowny stan rzeczy — prychnął. Nie wyobrażał sobie na przykład, żeby jego siostra w podobny sposób miała postępować. Wyglądała jakby słuchała, ale kiedy tylko ktoś się odwrócił, to zaraz leciała zrobić po swojemu. I zdaniem Leviathana, wszystkie kobiety tak właśnie robiły. — Ciekawe. Nazwisko na pewno pomaga, mam rację? — zaśmiał się cicho, ale doskonale znał ten system działania. Krew pomagała krwi, a i w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, przez to że pełno było osób z nazwiskiem Rowle, niektóre rzeczy działy się szybciej, a inne z kolei znikały i zostawały zapomniane.
— Z tego co zrozumieliśmy, postanowili urządzić sobie wycieczkę. Zeszli ze szlaku, bo czemu by nie, błądząc głębiej w leśną gęstwinę i terytorium, na którym nie powinni się znaleźć. Musieli coś sprowokować, ale ciężko się z nimi dogadać, jak zawsze z resztą, bo ich ograniczone mózgi nie są w stanie się w pełni zorientować w tym, co się w ogóle stało — głos naprężył się nieco pod wpływem jakiejś irytacji. Dla niego w ogóle nie powinni mieć wstępu do tych terenów zielonych. Należano postawić dużą, zabezpieczającą barierę, która by ich odstraszała, ale zamiast tego co jakiś czas użerano się z niemagicznymi. — Wątpliwe, że wróci. Najpewniej wrócił do leża, a nawet jeśli to jesteś w towarzystwie osób, które wiedzą co robią. Nie zaskoczy nas tak łatwo, szczególnie że wypalił pokaźną ilość drzew.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast