Rozglądała się w zupełnie innym kierunku, niż z którego nadszedł wampir to i niemalże podskoczyła. Nie ze strachu, była raczej mało strachliwa… To był ledwie odruch. Victoria robiła co mogła, ale nie było co ukrywać, że pomimo najszczerszych chęci, była dzisiaj nieco nieobecna, bo myśli po prostu jej dzisiaj umykały do tego, co miało miejsce jeszcze kilka godzin temu. A czego świadectwem był pierścionek, który teraz spoczywał na serdecznym palcu jej lewej dłoni.
Sauriel zaś, kiedy chciał, to potrafił się naprawdę… naprawdę cicho skradać, już to widziała. Ale całkiem możliwe, że dzisiaj tego nawet nie próbował – a po prostu ją zaskoczył.
- Na Morganę, kiedyś zawału dostanę – mruknęła i w odruchowo przyłożyła dłoń na klatkę piersiową tuż pod mostek. - Nie plotę żadnego wianka, jak widzisz – odparła, kierując spojrzenie ciemnych włosów na postać Sauriela. - Ani już nie zaplotłam – dodała po chwili, jakby to wymagało wytłumaczenia. Poniekąd wymagało, bo niektórzy panowie już z tymi wiankami tu śmigali, ale żaden nie należał do niej. Nie dlatego Sauriel w ogóle pytał?
Wyłapała też spojrzenie Sauriela, które posłał Mavelle.
- To Mavelle, moja dzisiejsza partnerka – wyjaśniła krótko Saurielowi. - A to Sauriel… mój narzeczony – to wyjaśnienie z kolei było skierowane do Mavelle, choć powiedziane po króciutkiej pauzie, w której Victoria ewidentnie uświadamiała sobie, że tak właśnie już jest i należy się do tego przyzwyczaić. Że tak wypadałoby się teraz przedstawiać innym.