05.09.2026, 20:57 ✶
— Faktycznie, to całkiem racjonalne wytłumaczenie — stwierdził Sebastian, skupiając spojrzenie na swojej towarzyszce. — Domyślam się, że znalezienie odpowiedniego lokum może być obecnie nieco trudno. Nawet jeśli zdecydowałabyś się na szukanie czegoś w niższym standardzie.
Od Spalonej Nocy mógł minąć ponad miesiąc, jednak Londyn dalej dźwigał się z kolan po tym jak został przeżuty i wypluty przez falę pożarów, która przetoczyła się przez miasto. Ludzie potracili swoje domostwa, biznesy… Nic dziwnego, że ta katastrofa dotknęła także rynku mieszkaniowego. Nawet jeśli chodziło tylko o wynajem tymczasowy.
Macmillan nie miał jak dotąd powodu, żeby skupić się jakoś szczególnie na tym problemie. Poniekąd głównie przez to, że nie dotyczył go osobiście; po tym, jak w jego mieszkania pojawiła się zaczarowana sadza od razu ewakuował się do głównej siedziby kowenu i zajmował jedną z cel przeznaczonych dla osób duchownych. Nie miał więc okazji nawet rozejrzeć się po londyńskim rynku mieszkaniowym.
— Chociaż potrzeba zdobycia pieniędzy nie wyklucza pragnienia pogoni za wiedzą. Matka mi świadkiem, że w ostatnich miesiącach ten kraj wręcz kipi od wszelkiego rodzaju dziwnych zdarzeń — kontynuował, pozwalając sobie na ciche westchnienie. — Ostatnio nawet dostałem asystentów do przyuczenia. Skoro już nawet nasza profesja rośnie w popularność, to musi się robić naprawdę poważnie.
Wielka Brytania może i nie cierpiała na kompletny brak specjalistów, jednak nie było co się oszukiwać - gdyby nagle potrzeba było całej armii ekspertów od wyganiania duchów na drugą stronę zasłony, to zapewne trzeba by było ściągać wiekowych czarodziejów z emerytury. Liczba aktywnych ministerialnych egzorcystów była niczym w porównaniu z obłożeniem chociażby Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
— Nieregularnie — przyznał bez zająknięcia Macmillan na pytanie o swój udział w tutejszym projekcie Ministerstwa Magii. — Jakieś trzy tygodnie po obchodach Beltane zostałem wysłany do lasu przez szefostwo wraz z grupą… wolontariuszy. — Bo jak inaczej nazwać grupę złożoną z pracowników różnych departamentów i tak zwanych cywili? — Nie natknąłem się na same Widma, ale znalazłem coś na kształt… pęknięcia połączonego z zaświatami.
Skrzywił się na samo wspomnienie.
— Nie udało mi się go zbyt dobrze zbadać, bo całej okolicy pilnował Departament Tajemnic. Teraz dopuścili w te okolice większy zespół badawczy i udało mi się spędzić trochę czasu w ich towarzystwie. — Wzruszył sztywno ramionami. — Działania Śmierciożerców zdecydowanie odcisnęły na sobie ślad na tutejszej naturze. I jeszcze to parszywe drzewo w samym centrum tego wszystkiego…
Od Spalonej Nocy mógł minąć ponad miesiąc, jednak Londyn dalej dźwigał się z kolan po tym jak został przeżuty i wypluty przez falę pożarów, która przetoczyła się przez miasto. Ludzie potracili swoje domostwa, biznesy… Nic dziwnego, że ta katastrofa dotknęła także rynku mieszkaniowego. Nawet jeśli chodziło tylko o wynajem tymczasowy.
Macmillan nie miał jak dotąd powodu, żeby skupić się jakoś szczególnie na tym problemie. Poniekąd głównie przez to, że nie dotyczył go osobiście; po tym, jak w jego mieszkania pojawiła się zaczarowana sadza od razu ewakuował się do głównej siedziby kowenu i zajmował jedną z cel przeznaczonych dla osób duchownych. Nie miał więc okazji nawet rozejrzeć się po londyńskim rynku mieszkaniowym.
— Chociaż potrzeba zdobycia pieniędzy nie wyklucza pragnienia pogoni za wiedzą. Matka mi świadkiem, że w ostatnich miesiącach ten kraj wręcz kipi od wszelkiego rodzaju dziwnych zdarzeń — kontynuował, pozwalając sobie na ciche westchnienie. — Ostatnio nawet dostałem asystentów do przyuczenia. Skoro już nawet nasza profesja rośnie w popularność, to musi się robić naprawdę poważnie.
Wielka Brytania może i nie cierpiała na kompletny brak specjalistów, jednak nie było co się oszukiwać - gdyby nagle potrzeba było całej armii ekspertów od wyganiania duchów na drugą stronę zasłony, to zapewne trzeba by było ściągać wiekowych czarodziejów z emerytury. Liczba aktywnych ministerialnych egzorcystów była niczym w porównaniu z obłożeniem chociażby Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
— Nieregularnie — przyznał bez zająknięcia Macmillan na pytanie o swój udział w tutejszym projekcie Ministerstwa Magii. — Jakieś trzy tygodnie po obchodach Beltane zostałem wysłany do lasu przez szefostwo wraz z grupą… wolontariuszy. — Bo jak inaczej nazwać grupę złożoną z pracowników różnych departamentów i tak zwanych cywili? — Nie natknąłem się na same Widma, ale znalazłem coś na kształt… pęknięcia połączonego z zaświatami.
Skrzywił się na samo wspomnienie.
— Nie udało mi się go zbyt dobrze zbadać, bo całej okolicy pilnował Departament Tajemnic. Teraz dopuścili w te okolice większy zespół badawczy i udało mi się spędzić trochę czasu w ich towarzystwie. — Wzruszył sztywno ramionami. — Działania Śmierciożerców zdecydowanie odcisnęły na sobie ślad na tutejszej naturze. I jeszcze to parszywe drzewo w samym centrum tego wszystkiego…