Guinevere nie była zbyt dobra z dziedziny rozpraszania magii, nie mówiąc już w ogóle o kwestii łamania klątw, ale w tej krótkiej wymianie zdań nie mogła zrozumieć, co temu nieznajomemu da wiedza o tym, czego tu szukają i jak długo już grzebią w ziemi. To znaczy… To nie była jakaś wielka tajemnica (a przynajmniej nie w całości), o tych wykopaliskach pisano nawet swego czasu w gazecie, ale czy to rzeczywiście była wiedza niezbędna, by klątwę cofnąć? Nie wiedziała, ale też z drugiej strony dotychczasowe doświadczenia z klątwołamaczami miała takie, że raczej pytali o rzeczy, które miały miejsce bezpośrednio przed pokazaniem się pierwszych objawów (to zupełnie, jak pytania, które zadawali uzdrowiciele!), a nie o to, co miało miejsce przez ostatnie pół roku.
– Nie mamy ostatnio szczęścia. Odejście tamtego klątwołamacza jest bardzo niefortunne – zdążyła jeszcze powiedzieć Billiusowi, wtrącając swoje trzy grosze do wytłumaczenia Cathala, który już zdążył sobie pójść, wzywany przez Nell (i powiedział to tak, jakby się jej bał, a to dobre). Ale po chwili zostawiła go samego z Timmym, uważając, że ten jest teraz w dobrych rękach, a może nawet i w najlepszych, biorąc pod uwagę, że Nell nie umiała sobie poradzić z owocującym Liamem, i Ginewra, jak miało się zaraz okazać, również miała z tym problem.
Trudno było jej określić, czy nie skupiła się wystarczająco na rzucanym zaklęciu, czy może klątwa była zbyt silna, by mogła cokolwiek, nawet tymczasowo, poradzić na gałęzie, które wyrastały z Liama, upodabniając go do enta z książek dla dzieci, ale takie były fakty. Cokolwiek próbowała zrobić, nie wyszło, a pędy, które zaraz drewniały, wyciągnęły się w jej stronę, jakby ją chciały pochwycić. Dość przytomnie zaczęła się cofać i na całe szczęście Cathal zareagował w porę, ale i to dało efekt tylko połowiczny.
– Co, i tak po prostu byś nas z tym zostawiła, Nell? – rzuciła przy tym, nieco zirytowana, że nicniedziała i prawdę mówiąc na końcu języka miała uwagę, że w Egipcie są skorpiony, ale się powstrzymała. Nell w chwilach stresowych ewidentnie reagowała nerwowo, niepotrzebne było, żeby i one się ze sobą teraz ścięły. – Z Timmym nie jest tak źle. Możemy tego klątwołamacza po prostu zaprosić tutaj, Liam potrzebuje teraz większej pomocy – zasugerowała. – Może trzeba wszystkich poszkodowanych ściągnąć w jedno miejsce, on będzie pracowal, a my wstrzymywali porost u innych… I przy okazji może uda się ustalić źródło tego… gówna – ostatnie słowo powiedziała po arabsku, ale z taką miną, że można się było raczej domyślić, co miała na myśli. – Ale tak, mogę to z nim przegadać, taa – wysyłanie do niego Nell, która syczała i pyskowała, mogło się skończyć naprawdę źle.
Spróbowała przy tym raz jeszcze podziałać na dziwną transformację Liama, bo i ona czuła, że to, czego najbardziej teraz potrzebują, to czas.
// Transmutacja ◉◉◉◉○
Słaby sukces...