07.09.2026, 20:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2026, 20:55 przez Benjy Fenwick.)
Wiatr wciskał lodowate, zimne podmuchy pod wysoko postawiony kołnierz mojego skórzanego płaszcza, raz na jakiś czas usiłując zerwać mi przy tym z głowy kaptur, który musiałem założyć praktycznie od razu po tym, jak znaleźliśmy się pośrodku niczego, w pięknej, dzikiej Francji - „ta, jasne, gdybyśmy tylko jeszcze mogli podziwiać jakieś widoki” - słonawa wilgoć bezustannie osiadała na mojej twarzy, a błotnisty piach, w który nienaumyślnie zapadłem się tuż po teleportacji, przy każdym ruchu przypominał o sobie ciężarem na przemoczonych nogawkach spodni, więc było to raczej naturalne, iż szybko zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie popełniłem jakiegoś wyjątkowo szkolnego, banalnego błędu życiowego, skoro o tej porze znajdowałem się tutaj zamiast siedzieć przy kominku z czymś mocniejszym w dłoni.
- Okej. - Spojrzałem jeszcze raz na deski rozciągnięte nad czarną dziurą i jeszcze czarniejszą wodą, potem na Geraldine, która zadała całkiem rozsądne pytanie, a następnie znowu na kładkę, bo odpowiedź wymagała ode mnie przede wszystkim ustalenia, czy miałem ochotę umrzeć szybko, czy jednak powoli i w wyjątkowo nieprzyjemnych okolicznościach - wcale nie pomagała mi świadomość, iż kuzynka znajdowała się dosłownie kilka kroków za mną, nawet jeśli oferowała mi asekurację, wręcz przeciwnie, zacząłem nagle bardzo wyraźnie wyobrażać sobie, jak wyglądałoby moje życie po tym, gdybym wpadł do wody po pas, a ona musiałaby mnie wyciągać, jak to członek rodziny, mając przy tym pełne prawo przez resztę życia przypominać mi, że koleś, który zwykle uważał się za całkiem sprawnego, został pokonany przez trzy deski zbite ze sobą w konstrukcję wyglądającą, jakby ostatni remont przeszła za panowania któregoś z Ludwików, i kogoś, kto najwyraźniej nie posiadał pojęcia o stolarstwie.
- Nie tszeba. - Odpowiedziałem w końcu, zerkając na nią przez ramię. - Jeszeli mam spaść, wolę zlobiś to samodzielnie. - Miałem w końcu pewną dumę, której chciałbym przynajmniej przez najbliższe pięć minut nie stracić - zrobiłem krok, stając na pierwszą deskę, która od razu odpowiedziała głuchym jękiem, przez co przez moment poczułem, że moje przekonanie o własnej nieśmiertelności było jednak nieco przesadzone. Potem było odrobinę lepiej, choć złudnie, przeszedłem jeszcze dwa kroki, sprawdzając mostek stopą przed każdym kolejnym ruchem, podczas wykonywania przeze mnie trzeciego kroku jedna z desek ugięła się nagle pod moim ciężarem, tak mocno, że musiałem gwałtownie przenieść ciężar na bok, jednak - o dziwo - nie pękła w momencie, w którym najbardziej spodziewałem się, iż mogła to zrobić.
- No jusz, kulwa… - Mruknąłem, spróbowawszy rozłożyć ciężar ciała w znacznie kontrolowany sposób niż na początku. - Nie lóbmy scen… - Przesunąłem stopę powoli, szukając miejsca, które wyglądało na najmniej zgniłe, dopiero kiedy upewniłem się, że wybrana przeze mnie podpora nie runęła w dół, ruszyłem dalej, krok po kroku, bardzo ostrożnie. W połowie kładki zatrzymałem się ponownie, bo jedna z desek pod moją prawą stopą znów wydała z siebie dźwięk, którego nie chciałem już słyszeć - było to krótkie, suche chrupnięcie, po którym drewno opadło o kilka centymetrów - zacisnąłem zęby, przeniosłem ciężar na drugą nogę i przez chwilę stałem absolutnie nieruchomo, patrząc przed siebie.
Czy kładka zacznie pękać?
Jeśli tak, to af ◉◉◉◉○ na uniknięcie wpadnięcia w dziurę.
Jeśli tak, to która część się psuje, przyjąwszy, że idziemy na północ, więc północ jest z przodu.
- Okej. - Spojrzałem jeszcze raz na deski rozciągnięte nad czarną dziurą i jeszcze czarniejszą wodą, potem na Geraldine, która zadała całkiem rozsądne pytanie, a następnie znowu na kładkę, bo odpowiedź wymagała ode mnie przede wszystkim ustalenia, czy miałem ochotę umrzeć szybko, czy jednak powoli i w wyjątkowo nieprzyjemnych okolicznościach - wcale nie pomagała mi świadomość, iż kuzynka znajdowała się dosłownie kilka kroków za mną, nawet jeśli oferowała mi asekurację, wręcz przeciwnie, zacząłem nagle bardzo wyraźnie wyobrażać sobie, jak wyglądałoby moje życie po tym, gdybym wpadł do wody po pas, a ona musiałaby mnie wyciągać, jak to członek rodziny, mając przy tym pełne prawo przez resztę życia przypominać mi, że koleś, który zwykle uważał się za całkiem sprawnego, został pokonany przez trzy deski zbite ze sobą w konstrukcję wyglądającą, jakby ostatni remont przeszła za panowania któregoś z Ludwików, i kogoś, kto najwyraźniej nie posiadał pojęcia o stolarstwie.
- Nie tszeba. - Odpowiedziałem w końcu, zerkając na nią przez ramię. - Jeszeli mam spaść, wolę zlobiś to samodzielnie. - Miałem w końcu pewną dumę, której chciałbym przynajmniej przez najbliższe pięć minut nie stracić - zrobiłem krok, stając na pierwszą deskę, która od razu odpowiedziała głuchym jękiem, przez co przez moment poczułem, że moje przekonanie o własnej nieśmiertelności było jednak nieco przesadzone. Potem było odrobinę lepiej, choć złudnie, przeszedłem jeszcze dwa kroki, sprawdzając mostek stopą przed każdym kolejnym ruchem, podczas wykonywania przeze mnie trzeciego kroku jedna z desek ugięła się nagle pod moim ciężarem, tak mocno, że musiałem gwałtownie przenieść ciężar na bok, jednak - o dziwo - nie pękła w momencie, w którym najbardziej spodziewałem się, iż mogła to zrobić.
- No jusz, kulwa… - Mruknąłem, spróbowawszy rozłożyć ciężar ciała w znacznie kontrolowany sposób niż na początku. - Nie lóbmy scen… - Przesunąłem stopę powoli, szukając miejsca, które wyglądało na najmniej zgniłe, dopiero kiedy upewniłem się, że wybrana przeze mnie podpora nie runęła w dół, ruszyłem dalej, krok po kroku, bardzo ostrożnie. W połowie kładki zatrzymałem się ponownie, bo jedna z desek pod moją prawą stopą znów wydała z siebie dźwięk, którego nie chciałem już słyszeć - było to krótkie, suche chrupnięcie, po którym drewno opadło o kilka centymetrów - zacisnąłem zęby, przeniosłem ciężar na drugą nogę i przez chwilę stałem absolutnie nieruchomo, patrząc przed siebie.
Czy kładka zacznie pękać?
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak
Jeśli tak, to af ◉◉◉◉○ na uniknięcie wpadnięcia w dziurę.
Rzut PO 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!
Jeśli tak, to która część się psuje, przyjąwszy, że idziemy na północ, więc północ jest z przodu.
Rzut Strony 1d4 - 3
Wschód
Wschód
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)