Uśmiechnęła się do Mavelle, kiedy wianek nałożyła sobie na głowę. Pasował jej, rzeczywiście rozjaśniał jej aparycję, jako kontrast do ciemnych włosów i oprawy oczu.
Nie musiała ich zostawiać samych, ostatecznie to nie tak, że Victoria teraz ucieknie z narzeczonym w las… Ale Mavelle nie miała prawa tego wiedzieć. Na siłę jednak nie chciała jej tutaj trzymać, więc odpowiedziała prosto:
- Jasne. Tak, tak, pamiętam. Znajdziemy się – kiwnęła do niej głową i posłała jeszcze jeden uśmiech.
Tak jak nie dało się nie wyczuć, że Sauriel nie jest w najlepszym nastroju. Potrafił zmienić humor w ciągu kilku sekund, czasami trudno było powiedzieć, co podziała na niego akurat tak, że zaliczy zjazd nastroju. Przekrzywiła więc nieco głowę.
- Dla ciebie zaplotę – nie musiała się nad tym długo zastanawiać i nie chodziło nawet o to, że tak wypadało. Po prostu… chciała. To faktycznie był przecież Beltane, a Victorii było… trochę smutno, że choć dzisiaj się zaręczyła, to jest tutaj w pracy. Ona z kpiną nie odpowiedziała. Za to zapatrzyła się przeciągle na Sauriela i bez słowa sięgnęła dłonią do jednego z wiader, by wyciągnąć pierwsze kwiaty. Była pewna, że Sauriel kompletnie nie zna się na znaczeniach kwiatów, już to przerabiali, ale i tak planowała zapleść coś, co pasowało do ich relacji. Chciała więc użyć konwalii i fiołków, z założeniem, by nie przyćmić głównego kwiatu, jakim była orchidea.
- Miło mi, że przyszedłeś – stwierdziła, kiedy zawiązała pierwszy splot. - Coś się stało? Wydajesz się… hmm… rozemocjonowany – stwierdziła po chwili i uniosła znad wianka na niego wzrok.
Akcja nieudana
Sukces!
Krytyczny sukces!
[czekam na gracza]