Wczoraj, 09:45 ✶
Alice nie mogła się doczekać pierwszego dnia szkoły i gdy nadszedł, była najszczęśliwszą dziewczynką na świecie. Słyszała od rodziców tyle historii, a w książkach przeczytała chyba wszystko o zamku i jego historii. Każdy dom wydawał się jej fajną opcją, by do niego trafić. W Ravenclawie pewnie spotkałaby wielu mądrych uczniów, którzy mogliby jej pomóc, gdyby miała problemy z nauką. Hufflepuff gromadził najmilszych ludzi na świecie, w Gryffindorze wszyscy wydawali się strasznie odjechani, ale w pozytywnym sensie. Nawet w Slytherinie Alice dostrzegała szansę na przygodę – życie w lochach było co prawda mrożące krew w żyłach, ale na pewno nie mogło być tak źle. Ponoć pokój główny Ślizgonów udekorowano wprost przepięknie i z okien dało się patrzeć na dno jeziora.
Bolało ją tylko, że musi się pożegnać z mamą i tatą na cały rok. Gdyby mogli pojechać z nią… albo chociaż być gdzieś blisko. Byłoby to o wiele lepsze. Wiedziała też, że zatęskni za małą Hestią. Już w pociągu brakowało jej szczerego, dziecięcego śmiechu czterolatki. Alice kochała swoją rodzinę i bardzo nie chciała ich zostawiać, ale cóż… tak to wyglądało. Dlatego starała się skupiać na pozytywach sytuacji wokół siebie, jak to zwykle robiła.
Usiadła w pustym przedziale. Ubrała się w swoją ulubioną sukienkę – kolorową, dość zwiewną z szerokimi rękawami zrobionymi na szydełku. Do tego jej ulubione kozaki w kwiatowe wzory i białe rajstopy. Włosy uczesała jej mama przed wyjazdem, zaplotła je w dwa dobierane warkocze i obwiązała barwnymi wstążkami. Alice miała wielką nadzieję, że ktoś przyjdzie do jej przedziału. Wiedziała, że tak można było poznać przyjaciół nie tylko na czas szkoły, ale i na całe życie.
Dlatego tak bardzo się ucieszyła, gdy w drzwiach pojawiła się śliczna dziewczyna. Wysoka jak na jedenastolatkę, szczupła, nadzwyczaj elegancka. Wyglądała jak kompletne przeciwieństwo Alice, która była dość niska i raczej pulchna, a także ubrana w zupełnie odmiennej palecie kolorystycznej.
– Jasne! Tak, oczywiście! – wykrzyknęła Alice. Po chwili złapała się na tym, że chyba ucieszyła się za bardzo. Nie chciała spłoszyć koleżanki swoim nadmiernym entuzjazmem. Wyciągnęła do dziewczynki rękę do uściśnięcia. – Jestem Alice Bletchley. Miło mi cię poznać i cieszę się, że tutaj przyszłaś. Nie do Ekspresu tak ogólnie, ale do mojego przedziału.
Zarumieniła się. Strasznie plątały się jej słowa. Miała nadzieję, że to nie odstraszy dziewczyny.
Bolało ją tylko, że musi się pożegnać z mamą i tatą na cały rok. Gdyby mogli pojechać z nią… albo chociaż być gdzieś blisko. Byłoby to o wiele lepsze. Wiedziała też, że zatęskni za małą Hestią. Już w pociągu brakowało jej szczerego, dziecięcego śmiechu czterolatki. Alice kochała swoją rodzinę i bardzo nie chciała ich zostawiać, ale cóż… tak to wyglądało. Dlatego starała się skupiać na pozytywach sytuacji wokół siebie, jak to zwykle robiła.
Usiadła w pustym przedziale. Ubrała się w swoją ulubioną sukienkę – kolorową, dość zwiewną z szerokimi rękawami zrobionymi na szydełku. Do tego jej ulubione kozaki w kwiatowe wzory i białe rajstopy. Włosy uczesała jej mama przed wyjazdem, zaplotła je w dwa dobierane warkocze i obwiązała barwnymi wstążkami. Alice miała wielką nadzieję, że ktoś przyjdzie do jej przedziału. Wiedziała, że tak można było poznać przyjaciół nie tylko na czas szkoły, ale i na całe życie.
Dlatego tak bardzo się ucieszyła, gdy w drzwiach pojawiła się śliczna dziewczyna. Wysoka jak na jedenastolatkę, szczupła, nadzwyczaj elegancka. Wyglądała jak kompletne przeciwieństwo Alice, która była dość niska i raczej pulchna, a także ubrana w zupełnie odmiennej palecie kolorystycznej.
– Jasne! Tak, oczywiście! – wykrzyknęła Alice. Po chwili złapała się na tym, że chyba ucieszyła się za bardzo. Nie chciała spłoszyć koleżanki swoim nadmiernym entuzjazmem. Wyciągnęła do dziewczynki rękę do uściśnięcia. – Jestem Alice Bletchley. Miło mi cię poznać i cieszę się, że tutaj przyszłaś. Nie do Ekspresu tak ogólnie, ale do mojego przedziału.
Zarumieniła się. Strasznie plątały się jej słowa. Miała nadzieję, że to nie odstraszy dziewczyny.