Jak chciał się pokłócić i podroczyć, to mógł wybrać inny temat, a nie splatanie wianków w miejscu, gdzie właściwie same baby siedziały i plotły. Okazjonalnie zakręcił się jakiś mężczyzna, albo jakiś czekał, jak Sauriel, ale to była domena kobiet. Wzięła więc całkiem na poważnie to jego pytanie i po prostu… Dała się ponieść. Victoria z pewnością nie miała żadnych zdolności manualnych, ale kochała kwiaty, zresztą to był dla nich bardzo szczególny dzień (no dobrze, dla niej był!), więc może to wpływ Matki Ziemi, a może co innego, ale choć z początku ruchy Victorii były dość niepewne, to szybko złapała rytm, żeby w ostateczności udało się naprawdę… NAPRAWDĘ powyżej wszelkich oczekiwań, jakie wobec wianka miała.
- Kilka godzin raptem się nie widzimy, a ty już się w coś wpakowałeś – i jak tu nad takim nie załamać rąk? Sauriel przyciągał najwyraźniej kłopoty jak lep muchy. Westchnęła, ale nie z naganą, ale jakąś taką troską, przyjmując te kwiaty, które sam jej podawał po tym, jak już wyczaił, które sama brała i po chwili wianek był gotowy. Z efektem – jak dla niej – spektakularnym. Nawet się uśmiechnęła do tego wianka.
- Ja też nie wiedziałam – stwierdziła, popatrzyła na wianek i dla żartu założyła go sobie delikatnie na głowę. - I jak? – spytała, tylko po to, żeby zaraz go ściągnąć i wyciągnąć w stronę Sauriela. - To może to ci poprawi humor – intencje co do tego miała jak najszczersze.