• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine

[25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
10.09.2026, 10:55  ✶  
Mimo wszystko musiałem przyznać, że przeszła to wyzwanie znacznie efektowniej ode mnie, nawet biorąc pod uwagę nagłe skoki i zwroty akcji związane z pękającym podłożem, chociaż nie zamierzałem mówić tego na głos, przynajmniej nie w tej chwili, by z futra nie obrosła jeszcze w piórka - stanąłem po pożądanej stronie kładki, na nie mniej zarośniętym i zabłoconym brzegu koryta rzeki, z rękami wsuniętymi do kieszeni płaszcza i bez dalszego słowa patrzyłem, jak w jednej chwili z niewielkiego, czarnego skunksa znowu stała się swoją ludzką wersją.
To, że oboje pokonaliśmy dotychczasowe przeszkody bez zaliczenia niechcianej kąpieli, rzeczywiście należało uznać za sukces, szczególnie biorąc pod uwagę stan techniczny konstrukcji, moją i jej ludzką masę oraz fakt, że przez większą część przeprawy byłem przekonany, że wystarczył jeden źle postawiony krok, żebym razem z połową mostu znalazł się w rzece - właściwie - miałem nawet pewność uzasadnioną doświadczeniami, iż mój ciężar niekoniecznie lubił się ze starofrancuską myślą techniczną. Nie zamierzałem jednak dawać Geraldine satysfakcji zbyt łatwym przyznaniem, że obrana przez nią metoda, najwyraźniej sięgająca zresztą daleko wstecz, okazała się zdecydowanie bardziej praktyczna od mojej, bo miałem jeszcze pokłady nienaruszonej przez nią kiedyś dumy, a poza tym przez lata nauczyłem się, że w stosunkowo bliskich relacjach pewne wnioski należało skrzętnie ukrywać, zanim druga strona zaczęła je wykorzystywać przeciwko tobie przy każdej możliwej okazji - kiedy więc oznajmiła mi, że od wielu lat mogła przyjmować postać zwierzęcia, uniosłem brwi i przez moment patrzyłem na nią w milczeniu, próbując przyswoić sobie fakt, że właśnie dowiedziałem się czegoś, co najwyraźniej było jedną z jej pilniej strzeżonych tajemnic.
- „Od wielu lat”, powiadasz… - Przejechałem dłonią po mokrych włosach, zgarniając je sobie z czoła, po czym przetarłem dłonią twarz z wilgoci, chociaż niewiele to dało.
Uniosłem brwi, słuchając wyliczenia jej ulubionych zajęć szkolnych, przy czym naprawdę zastanawiałem się, ile jeszcze rzeczy trzymała przede mną w zanadrzu, bo z każdą kolejną informacją zaczynałem nabierać przekonania, że znałem ją wyłącznie w wersji podstawowej, podczas gdy reszta funkcji była dostępna dopiero po odblokowaniu odpowiedniego poziomu wtajemniczenia. Nie miałem jej jednak za złe, że zachowywała tę informację dla siebie, bo doskonale rozumiałem, dlaczego ktoś posiadający taką umiejętność nie zamierzał rozgłaszać jej po okolicy, zwłaszcza jeśli nie miał najmniejszej ochoty tłumaczyć się Ministerstwu z tego, co robił po godzinach i w jakiej postaci, mimo wszystko nie zamierzałem natomiast przepuścić sobie okazji do wbicia jej kilku szpilek, ponieważ rodzina praktycznie była od tego, żeby znać twoje nieoczywiste punkty, a potem bezlitośnie wykorzystywać je przy każdej nadarzającej się okazji.
- Latanie jeszcze losumiem. Opiekę nad magicznymi stwoszeniami lówniesz, chociasz w twoim przypadku podejszewam, że glanica pomiędzy opieką a plóbą ustalenia, ile czasu zajęłoby ci zajebanie danego stwoszenia, była… Dość płynna. - Uśmiechnąłem się pod nosem i spojrzałem przed siebie, próbując wypatrzyć w ciemności jakiekolwiek oznaki tego, że wreszcie zbliżaliśmy się do miejsca, które posiadało dach i ogrzewanie. - Ale tlansmutacja? Selio? - Prychnąłem i kopnąłem niewielki kamień, który potoczył się po błotnistej drodze, niestety, nie trafiając o żadną ścianę gospody na końcu świata. Nie to, bym się tego zresztą szczególnie spodziewał.
- Zajebiście. Wleszcie jakaś szesz, co do któlej moszemy się zgodziś bes plowadzenia dochodzenia. - Odpowiedziałem od razu, słysząc przytaknięcie, właściwie nie potrzebowałem żadnych dodatkowych dowodów, Geraldine była Geraldine, z całym tym zestawem dziwnych talentów, specyficznych sposobów okazywania troski i skłonności do rozwiązywania problemów metodami, które większość osób uznałaby za co najmniej niekonwencjonalne.
- Uwielbiam, kiedy ktoś plóbuje mi udowodniś, sze moje poświęcenie było całkowicie pozbawione sensu. Zachciało mi się szalmanckości wobec dam, kulwa. - Odburknąłem, pochmurnie zmarszczywszy brwi, dochodząc do wniosku, że właśnie zostawałem przebijany argumentem opartym na masie mojego własnego ciała, co było wyjątkowo upokarzającym sposobem przegrania dyskusji. Najwyraźniej nikt nie uświadomił mojej drogiej kuzynki, iż kiedy ktoś wchodził na konstrukcję, która wyglądała na gotową do natychmiastowego przeprowadzenia eksperymentu z zakresu grawitacji, można było mu powiedzieć, że samemu potrafiło się wpłynąć na swoje wymiary, zwłaszcza kiedy ten ktoś ważył tyle, co średniej wielkości szafa i właśnie próbował ustalić, która deska miała największą nośność.
- „Co by to zmieniło?” - Spojrzałem na nią z niedowierzaniem, po czym rozłożyłem ręce. - Wszystko. Pszede wszystkim wiedziałbym, sze nie muszę się zachowywaś na tej kładce jak inspektol podczas kontloli. Po dlugie, wiedziałbym, sze kiedy znikasz mi spszed nosa, niekoniecznie oznacza to, sze właśnie wpadłaś do szeki. Po tszecie, oszczędziłbym sobie tej balso pszyjemnej sekundy, w któlej zastanawiałem się, jak mam splóbowaś wyłowiś twoje zwłoki. - Zrobiłem krótką pauzę i wskazałem na kładkę. - A po czwalte, wiedziałbym, sze cała moja heloiszna pszeplawa była kompletnie niepotszebna, poniewasz wystalczyło pozwoliś ci zamieniś się w skunksa i samemu pszebiec tę cholelną konstlukcję, bo szebyś, kulwa, wiedziała, sze nie zamieszam po niej wlacaś. To zasadnicza lósznica techniczna, Gelda. - Spojrzałem na swoje zabłocone buty, potem na nogawki spodni, następnie na jej twarz - tak, dupę miałem jeszcze suchą - wspaniały sukces, zajebisty.
- Następnym lasem moszesz mnie upszedziś. Chociaszby po to, szebym nie stał po dlugiej stlonie i nie loswaszał, czy właśnie tam się nie spotkamy. - Rzuciłem ostatecznie, chociaż przeszło mi przez myśl, że teraz mogłem wkopać się rozważania na temat tego, czy czuła się „damą” i co to właściwie znaczyło w stosunku do kogoś, kto miał więcej siły od niejednego chłopa.
- Pszyjąłem. Twoja tajemnica to moja tajemnica. Od dzisiaj, kiedy znikniesz bez słowa, najpielw splawdzę kszaki, potem śmietniki, a dopielo na końcu zacznę się maltwiś. - Prychnąłem pod nosem i pokręciłem głową. - Poza tym nie będę pszeplaszał za to, sze wolę najpielw splawdziś, czy coś wytszyma mnie, zanim pozwolę ci na to wejść. Taki mam paskudny chalaktel. - Westchnąłem teatralnie, ale zaraz ruszyłem dalej, bo zatrzymywanie się na tym wietrze było wyjątkowo głupim sposobem na nabawienie się zapalenia płuc, a tego bym już chyba nie zdzierżył.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (3672), Geraldine Greengrass-Yaxley (2266)




Wiadomości w tym wątku
[25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 04.09.2026, 23:58
RE: [25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.09.2026, 19:06
RE: [25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 07.09.2026, 19:55
RE: [25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.09.2026, 20:19
RE: [25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 07.09.2026, 21:35
RE: [25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.09.2026, 17:14
RE: [25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 08.09.2026, 19:09
RE: [25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.09.2026, 16:58
RE: [25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 10.09.2026, 10:55
RE: [25/26.10.1972] Whistling in the dark | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.09.2026, 19:34

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa