Danielle mówiła, że przynosi jej szczęście. Tym razem nie mogło być inaczej. Wziął od niej wianek, był gotowy wspiąć się dla niej na pal, jak najszybciej potrafił. Może nie był najszybszy, byli lepsi od niego, jednak się nie zniechęcił, udało mu się praktycznie z nimi zrównać, no może dotarł na szczyt sekundę po nich. Zawiesił wianek na czubku i zgrabnie zeskoczył na ziemię. Był dumny, pełen pozytywnej energii - nie zawiódł panny Longbottom.
Poczuł szczęście, to wspięcie się na pal było idealnym zakończeniem tego dnia. Zupełnie zapomniał już o Rookwoodzie, który jeszcze przed chwilą strasznie popsuł mu humor. Teraz liczyło się tylko to, że udało mu się wleźć na pal. Kiwnął jedynie głową, gdy mężczyzna go mijał i znikał w tłumie. Nie będzie im już przeszkadzał, na całe szczęście.
Już podnosił wzrok, aby rozejrzeć się za swoją wybranką, kiedy Danielle rzuciła mu się na szyję. Przytulił ją mocno pozwolił sobie nachylić głowę do jej włosów i odetchnął głęboko, ich zapach go uspokajał. Po chwili jednak odsunął się, złapał przy tym Danielle za rękę. - Udało nam się! Jesteśmy najlepsi, to była idealna współpraca. - Widać było, że naprawdę humor mu dopisuje. Pociągnął ją za sobą w kierunku palenisk, aby z nią zatańczyć. - Dziękuję Ci Dani za to Beltane, dawno się tak świetnie nie bawiłem.