• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
23.10.72 — Chatka na kurzej nóżce

23.10.72 — Chatka na kurzej nóżce
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#2
10.09.2026, 21:56  ✶  
Daleko od przyjemności stało spotkanie z kimś, kto sprawiał, że traciła ostatnie złudzenie swojej siły.
Ostentacyjna krytyka Helloise nie znalazła wyrazu, gdy kobieta znalazła się twarzą w twarz z Voldemortem, mimo że każdy mógł przecież dowiedzieć się od niej, że Voldemort to człowiek, który podąża niewłaściwą drogą. A jednak: wiele tego, co niewłaściwe, można było wykupić siłą — a on był człowiekiem silnym, silniejszym niż kiedykolwiek było dane jej poznać.
Patrzyła więc biernie, jak Czarny Pan wchodzi do jej domu. Obawiała się postąpić krok, żeby jej te zwiędłe nogi nie zawiodły. Nie było drogi ucieczki — i wstyd jej było przed sobą, że przyszło jej do głowy uciekać. Pełna uporu trwała przed nim w milczeniu, bo czuła, że cokolwiek zechce powiedzieć, wybrzmi to przy nim nędznie. Cisza była godniejsza.
Wreszcie zechciała mu odpowiedzieć. Może powiedziałaby, że nie daje się uczuciom stłamsić, bo pozwala je sobie przeżyć. A może…
To nie miało już znaczenia, gdy wtargnął do jej głowy. Pierwszym odruchem Helloise było się przed wtargnięciem bronić. Zbuntować się, szarpać, gryźć. Jak?
Była bezradna. Dawno już nauczyła się, że walką na oślep ugra tylko własny ból. Tylko tak mogło być i teraz. Poddanie się nie smakowało mimo tej świadomości wcale lepiej. Czarownica czekała na koniec w poczuciu upokorzenia.
Poniżające było to naruszenie. Zostawiło ją z czymś obrzydliwym, na co nie zamierzała nigdy więcej się odwracać ani przypominać sobie tej chwili, gdy Voldemort rozpanoszył się po niej. Wezbrał w niej również pierwszy lęk, że on mógł coś jej zrobić. Coś z niej zabrać, coś zmienić, coś po sobie zostawić.
Pierwszy raz odważyła się spojrzeć mu w oczy swoimi oczami płonącymi bezsilną złością. Mimo że nogi się pod nią chwiały, chciała móc walczyć. Może zaśmiać się; umiała obrzydliwie śmiać się ze swojej krzywdy, czym atakowała satysfakcję tych, którzy ją zranili: bo tylko tyle?
Nie, nawet na śmiech nie starczyło jej odwagi. To było nadto. Wiedziała, że Voldemorta nie sięgnie i sięgać nie powinna. Uległa nie tylko dlatego, że przytłoczył ją, nie dając wytchnienia, i nie dlatego, że trzymał łapy na jej rodzinie. Helloise dostała od Voldemorta coś ładnego, czego nikt jej jeszcze nie dał. Obietnicę.
Mógł kłamać. Nikt nigdy nie miał dojść z nim do celu, powiedział jej Seisyll i Helloise wiedziała wtedy, że brat ma rację. Lecz gdy krążyła wciąż i wciąż po labiryncie bez wyjścia i odbijała się od każdej ścieżki, której spróbowała, w desperacji była gotowa porwać się na przejście kawałka drogi z Voldemortem. Nawet jeśli na końcu spodziewała się spotkać swoją zgubę, to nie widziała jej jeszcze i ta zguba nie mogła jej przerazić, a tu i teraz on wydawał się jedyną odpowiedzią.
Czy nie weszła już przed laty z desperacji w podobną pułapkę? Najwyraźniej na popełnianie raz za razem niektórych błędów bywało się nieuchronnie skazanym, i nic nie pomagało to, że poznało się ich schemat.
Tak oto Helloise patrzyła teraz w przerażeniu, jak sama zgadza się na propozycję Czarnego Pana. Przeklinała siebie za to, że nie znajdowała w sobie błogosławieństwa naiwności i musiała świadomie przyjąć od niego zły wybór.
— Część — powtórzyła za Voldemortem niezadowolona. — Po części. Część po części. Chcę ich wszystkich.
Nie śmiała wprost żądać, lecz oto była zapowiedź tego, dokąd zmierza. Część to było za mało, żeby Helloise poczuła się nasycona.

Koniec sesji


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Czarny Pan (358), Helloise Rowle (536)




Wiadomości w tym wątku
23.10.72 — Chatka na kurzej nóżce - przez Czarny Pan - 31.05.2026, 14:11
RE: 23.10.72 — Chatka na kurzej nóżce - przez Helloise Rowle - 10.09.2026, 21:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa