11.09.2026, 12:31 ✶
Nie potrafił jej nie wybielać. Nie był wobec niej sprawiedliwym sędzią, może dlatego, że wciąż kochał ją ponad życie. Uczucie silniejsze od rozumu. Icarus chciał sądzić o sobie, że był człowiekiem rozsądnym. Historykiem, badaczem. Miał ogromną wiedzę, ale czy to go chroniło przed porywami serca? Absolutnie nie. One grzmiały silniej niż jakakolwiek podpowiedź mądrości.
Przytaknął jednak. Powstrzymywał się, by nie chwycić jej dłoni, nie wyznać jej swojej wiecznej miłości. Jednak był tchórzem. Najgorzej, że kompletnie nie wiedział, co robić. Co powinno się powiedzieć zaginionej córce? O której dowiedziało się dzisiaj? Sytuacja wydawała się tak absurdalna, że niemal niemożliwa. Nie dało się jej przewidzieć, zaplanować dalszego postępowania. Dlatego żadnego kombinowania. Icarus uznał, że musi powiedzieć Lizzie prawdę, prawdę i tylko prawdę.
Skierował się w stronę wejścia do hotelu. Tam właśnie wycofała się dziewczyna, kiedy Icarus poprosił, by zostawiła jego i Monę samych. To była tak mądra i życzliwa osóbka. I kochała historię, zupełnie jak on. Ciekawe, co by było gdyby wychowała się z nim. Widziałby jej pierwsze kroki, słyszał pierwsze słowa. Cóż, nie mógł rozpamiętywać przeszłości. Musiał po prostu z nią porozmawiać.
Kiedy jednak wszedł do pomieszczenia, które w teorii powinno być ciemniejsze od osłonecznionego dworu, oślepiło go jasne światło. Icarus zmrużył oczy, przesłonił je dłonią, mruknął pod nosem ciche przekleństwo. I wtem… odmłodniał. Jego głowa znalazła się na poduszce, ciało leżało na kanapie. A jego twarz oświetlało ostre, listopadowe słońce. Ach tak… spał przecież przy oknie wychodzącym na wschód. Czyli jego córka, cały ten ambaras z Moną i Grecją… Wszystko to był tylko sen?
Icarus odetchnął z ulgą. Nie wiedział, jak to się stało, ale to jego umysł chyba ostrzegł go przed pochopnymi słowami. Dobrze wiedzieć.
Przytaknął jednak. Powstrzymywał się, by nie chwycić jej dłoni, nie wyznać jej swojej wiecznej miłości. Jednak był tchórzem. Najgorzej, że kompletnie nie wiedział, co robić. Co powinno się powiedzieć zaginionej córce? O której dowiedziało się dzisiaj? Sytuacja wydawała się tak absurdalna, że niemal niemożliwa. Nie dało się jej przewidzieć, zaplanować dalszego postępowania. Dlatego żadnego kombinowania. Icarus uznał, że musi powiedzieć Lizzie prawdę, prawdę i tylko prawdę.
Skierował się w stronę wejścia do hotelu. Tam właśnie wycofała się dziewczyna, kiedy Icarus poprosił, by zostawiła jego i Monę samych. To była tak mądra i życzliwa osóbka. I kochała historię, zupełnie jak on. Ciekawe, co by było gdyby wychowała się z nim. Widziałby jej pierwsze kroki, słyszał pierwsze słowa. Cóż, nie mógł rozpamiętywać przeszłości. Musiał po prostu z nią porozmawiać.
Kiedy jednak wszedł do pomieszczenia, które w teorii powinno być ciemniejsze od osłonecznionego dworu, oślepiło go jasne światło. Icarus zmrużył oczy, przesłonił je dłonią, mruknął pod nosem ciche przekleństwo. I wtem… odmłodniał. Jego głowa znalazła się na poduszce, ciało leżało na kanapie. A jego twarz oświetlało ostre, listopadowe słońce. Ach tak… spał przecież przy oknie wychodzącym na wschód. Czyli jego córka, cały ten ambaras z Moną i Grecją… Wszystko to był tylko sen?
Icarus odetchnął z ulgą. Nie wiedział, jak to się stało, ale to jego umysł chyba ostrzegł go przed pochopnymi słowami. Dobrze wiedzieć.
Koniec sesji
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.