25.10.2022, 17:44 ✶
Dla Viorici istniały dwa typy biżuterii. Ta, którą robiło się dla tych, którzy chcą mieć po prostu coś drogiego i ładnego. Taka zwykle albo bardzo krzykliwa, albo bardzo prosta, zawsze jednak wydawała się emanować jakąś pustką i zimnem. Nie można było o niej powiedzieć nic więcej, poza tym, że cieszyła oko i była droga, bardziej lub mniej. Był to ten rodzaj biżuterii, który najbardziej opłacało się posiąść, jeśli chciało się na niej zarobić. I tak, zarabiało się, ale w całym procesie nie było tego czegoś. Pewnych nieopisanych emocji. Z drugiej strony istniała biżuteria spersonalizowana, robiona pod zamówienie dla kogoś, kto w ten kawałek metalu i kamienia szlachetnego chciał przelać jakieś znaczenie. Taka biżuteria stawała się personalna i pełna sentymentów. Taką biżuterię trudno było sprzedać komuś, kto nie jest z nią związany lub nie rozumie jej przekazu. Tak też najbardziej lubiła Viorica. Kochała ją robić, lubiła ją kiedyś stawiać za główny cel kradzieży, co pakowało ją w liczne kłopoty. A jednak, posiadała ona duszę. Nie za wiele mieli takich tworów na wystawie, ukazane zostały tam głównie zwykłe dzieła przeznaczone, cóż, dla mas.
Słysząc jednak, z czym przyszedł do niej jej klient, wiedziała, że tym razem nie będzie obcować z pustą błyskotką.
- Och, kojarzę, Mistrz sam postanowił wykonać coś na licytację, tak, by było wystarczająco wyjątkowe. I by było czego zazdrościć, gdy bogacze będą się przekrzykiwać, kto zgarnie najpiękniejszy przedmiot tego wieczora. - Mrugnęła do niego, znikając na chwilę na zapleczu. Po chwili wyciągnęła pudełko średniej wielkości obite niebieskim aksamitem. Uśmiechała się z lekkim rozmarzeniem i prawie z czułością, gdy na nie patrzyła, stawiając je na ladzie. - Zdecydowanie będę zazdrościć właścicielowi - rzuciła, spoglądając z powrotem na swojego klienta. Domyślała się, kto przed nią stoi, zachowywała jednak odpowiednią dozę profesjonalizmu i nie rzuciła się z morzem pytań o całą akcję charytatywną. Choć korciło.
Uniosła brwi, gdy okazało się, że jej klient nawet nie wiedział, po co przyszedł. Cóż, zdziwiło ją to, ale widać mieli tyle pozycji do zlicytowania, że trudno im było to zliczyć. Trochę szkoda, że zetknęła się z lekką arogancją, Erik chciał jednak czegoś się dowiedzieć, o zamawianym przedmiocie, dlatego Vior zamierzała mu wszystko wyłożyć. Tak, by przypadkiem nie puścili dzieła zakładu za bezcen.
- Pozwól więc, że pokaże i opowiem trochę o tym, co będziecie starali się opchnąć bogaczom za horrendalną cenę - zaczęła, kręcąc lekko głowę. Otworzyła pudełko, ukazując piękną, misternie wykonaną broszę. Złota rama, grawerowana jakimś cytatem o dobroci i hojności okalała piękny, jasnoczerwony rubin, o szlifie w kształcie serca i nieskazitelną powłoką. Z serca tego wyrastały dwa skrzydła, do połowy rozłożone, jakby chroniło złoty organ. Całość była wielkości wnętrza dłoni i niesamowicie ciężkia - Oto brosza, która ma wychwalać piękne serce tego, kto zdobędzie ją w licytacji. Ma przypominać o tym, że oddało się bezinteresownie część swojego majątku. Jest zrobiona ze szczerego złota, rubin jest kryształowo czysty, bez najmniejszej skazy. Zdobienia na skrzydłach, które mają oddawać fakturę piór, są zrobione ręcznie, nie żaden odlew czy coś. Brosza jest neutralnym co do płci elementem biżuterii, dlatego właśnie na nią się zdecydowano. Zapewne właściciel i tak nie będzie jej nosił, ale na wszelki wypadek zawsze lepiej się ubezpieczyć. - Zamknęła pudełko. - Nie za długa historia, ale dlatego lepiej zamówić coś dla siebie. Będzie bardziej osobiście i można dorobić lepszą bajkę - stwiedziła, głaszcząc leżący przed nią aksamit
Słysząc jednak, z czym przyszedł do niej jej klient, wiedziała, że tym razem nie będzie obcować z pustą błyskotką.
- Och, kojarzę, Mistrz sam postanowił wykonać coś na licytację, tak, by było wystarczająco wyjątkowe. I by było czego zazdrościć, gdy bogacze będą się przekrzykiwać, kto zgarnie najpiękniejszy przedmiot tego wieczora. - Mrugnęła do niego, znikając na chwilę na zapleczu. Po chwili wyciągnęła pudełko średniej wielkości obite niebieskim aksamitem. Uśmiechała się z lekkim rozmarzeniem i prawie z czułością, gdy na nie patrzyła, stawiając je na ladzie. - Zdecydowanie będę zazdrościć właścicielowi - rzuciła, spoglądając z powrotem na swojego klienta. Domyślała się, kto przed nią stoi, zachowywała jednak odpowiednią dozę profesjonalizmu i nie rzuciła się z morzem pytań o całą akcję charytatywną. Choć korciło.
Uniosła brwi, gdy okazało się, że jej klient nawet nie wiedział, po co przyszedł. Cóż, zdziwiło ją to, ale widać mieli tyle pozycji do zlicytowania, że trudno im było to zliczyć. Trochę szkoda, że zetknęła się z lekką arogancją, Erik chciał jednak czegoś się dowiedzieć, o zamawianym przedmiocie, dlatego Vior zamierzała mu wszystko wyłożyć. Tak, by przypadkiem nie puścili dzieła zakładu za bezcen.
- Pozwól więc, że pokaże i opowiem trochę o tym, co będziecie starali się opchnąć bogaczom za horrendalną cenę - zaczęła, kręcąc lekko głowę. Otworzyła pudełko, ukazując piękną, misternie wykonaną broszę. Złota rama, grawerowana jakimś cytatem o dobroci i hojności okalała piękny, jasnoczerwony rubin, o szlifie w kształcie serca i nieskazitelną powłoką. Z serca tego wyrastały dwa skrzydła, do połowy rozłożone, jakby chroniło złoty organ. Całość była wielkości wnętrza dłoni i niesamowicie ciężkia - Oto brosza, która ma wychwalać piękne serce tego, kto zdobędzie ją w licytacji. Ma przypominać o tym, że oddało się bezinteresownie część swojego majątku. Jest zrobiona ze szczerego złota, rubin jest kryształowo czysty, bez najmniejszej skazy. Zdobienia na skrzydłach, które mają oddawać fakturę piór, są zrobione ręcznie, nie żaden odlew czy coś. Brosza jest neutralnym co do płci elementem biżuterii, dlatego właśnie na nią się zdecydowano. Zapewne właściciel i tak nie będzie jej nosił, ale na wszelki wypadek zawsze lepiej się ubezpieczyć. - Zamknęła pudełko. - Nie za długa historia, ale dlatego lepiej zamówić coś dla siebie. Będzie bardziej osobiście i można dorobić lepszą bajkę - stwiedziła, głaszcząc leżący przed nią aksamit