13.09.2026, 16:39 ✶
Niezbadane ciekawostki kryły tereny rezerwatu, bo nie sposób kontrolować w pełni tak rozległych połaci ziemi. Niezmierzenie rozleglejszymi od nich były połacie losów ludzkich, a jednak wróżbici notorycznie próbowali wziąć je w nadzór i kreować złudzenie kontroli. Trudno bowiem inaczej niż chęcią zademonstrowania kontroli wytłumaczyć ciągoty starych wiedźm ku temu, aby siłą rozdawać nieproszone wróżby. Te zgrzybiałe staruchy o kręgosłupach równie łatwych do połamania co spróchniałe gałęzie zyskiwały nad człowiekiem moment władzy, bo oto wiedziały coś, czego on jeszcze nie wiedział.
Helloise miała jakieś pojęcie o tym, że niektórzy wróżbici szukali tylko okazji do popisu, lecz nie mniej chętnie im stwarzała do tego przestrzeń. Jako mała dziewczynka jak oczarowana ulegała nimbowi tajemnicy roztaczanej przez wszelkiej maści Widzących, jako nastolatka kpiła z nich, a teraz… teraz była pazerna i chciała, aby się z nią dzielić wróżbami, podobnie jak każdym innym sekretem, który miał potencjał dostarczyć jej wiedzy bądź przynajmniej rozrywki.
Jakkolwiek więc by nie cieszył Helloise leśny spacer z Leviathanem i wdychanie walijskiego powietrza, nie potrafiła oprzeć się wezwaniu potencjalnie szalonej wróżbitki z szałasu na odludziu. Wejdźmy, mruknęła słodko, jeśli Rowle’owi brakło entuzjazmu.
A gdy już weszli, powiodła bezwstydnie wzrokiem po wnętrzu tej skromnej chatki z patyków. Rozpoznała skład palonych tu kadzideł, jeszcze zanim zdążyły opętać ją ich zmyślnie upajające efekty. Posłała leśnej wariatce uśmiech iskrzący rozbawieniem: widzę twoje sztuczki. A mimo to: odrobina upojenia była dla Helloise wyłącznie wartością dodaną.
Czarownica usadowiła się zupełnie swobodnie na ziemi obok wróżebnego dywaniku, nie oglądając się na to, czy zabrudzi szaty. Bawiąc się od niechcenia różdżką, śledziła wzrokiem rzucone kości. Wyczekiwała chciwie swojego proroctwa.
— I cóż to? — zapytała przeciągle, ledwie kości upadły, jeszcze nim wróżbitka zdążyła choćby pomyśleć o otwarciu ust.
— Nowa droga otwiera się przed wami — ogłosiła zachrypniętym głosem wiedźma.
Ani to była wróżba dobra, ani zła, ani szczególnie konkretna, więc niezbyt Helloise usatysfakcjonowała. Kobieta zerknęła przelotnie na Leviathana, aby sprawdzić, jak on odebrał tę wielce szokującą rewelację, lecz w pełni spodziewała się tego, co dostrzeże na jego obliczu.
— Jaka droga? — nacisnęła Helloise, wracając spojrzeniem do ich przewodniczki po kolejach losu.
Helloise miała jakieś pojęcie o tym, że niektórzy wróżbici szukali tylko okazji do popisu, lecz nie mniej chętnie im stwarzała do tego przestrzeń. Jako mała dziewczynka jak oczarowana ulegała nimbowi tajemnicy roztaczanej przez wszelkiej maści Widzących, jako nastolatka kpiła z nich, a teraz… teraz była pazerna i chciała, aby się z nią dzielić wróżbami, podobnie jak każdym innym sekretem, który miał potencjał dostarczyć jej wiedzy bądź przynajmniej rozrywki.
Jakkolwiek więc by nie cieszył Helloise leśny spacer z Leviathanem i wdychanie walijskiego powietrza, nie potrafiła oprzeć się wezwaniu potencjalnie szalonej wróżbitki z szałasu na odludziu. Wejdźmy, mruknęła słodko, jeśli Rowle’owi brakło entuzjazmu.
A gdy już weszli, powiodła bezwstydnie wzrokiem po wnętrzu tej skromnej chatki z patyków. Rozpoznała skład palonych tu kadzideł, jeszcze zanim zdążyły opętać ją ich zmyślnie upajające efekty. Posłała leśnej wariatce uśmiech iskrzący rozbawieniem: widzę twoje sztuczki. A mimo to: odrobina upojenia była dla Helloise wyłącznie wartością dodaną.
Czarownica usadowiła się zupełnie swobodnie na ziemi obok wróżebnego dywaniku, nie oglądając się na to, czy zabrudzi szaty. Bawiąc się od niechcenia różdżką, śledziła wzrokiem rzucone kości. Wyczekiwała chciwie swojego proroctwa.
— I cóż to? — zapytała przeciągle, ledwie kości upadły, jeszcze nim wróżbitka zdążyła choćby pomyśleć o otwarciu ust.
— Nowa droga otwiera się przed wami — ogłosiła zachrypniętym głosem wiedźma.
Ani to była wróżba dobra, ani zła, ani szczególnie konkretna, więc niezbyt Helloise usatysfakcjonowała. Kobieta zerknęła przelotnie na Leviathana, aby sprawdzić, jak on odebrał tę wielce szokującą rewelację, lecz w pełni spodziewała się tego, co dostrzeże na jego obliczu.
— Jaka droga? — nacisnęła Helloise, wracając spojrzeniem do ich przewodniczki po kolejach losu.
dotknij trawy