13.09.2026, 17:14 ✶
Częściowa komercjalizacja kultu Matki była właściwie nieunikniona. Chociaż niektórzy krzywili się na widok kalendarzy czy bardziej ekstrawaganckich modeli koszulek, dochód ze sprzedaży pozwalał im działać w dużej mierze niezależnie. Owszem, datki od patronów sztuki finansowały renowacje dawnych miejsc kultu i rozwój rzemiosła kapłanek, lecz to monety zdobywane między innymi podczas sabatów umożliwiały realizację ich mniej spektakularnych, lecz równie potrzebnych przedsięwzięć. Przykład? Chociażby dokarmianie protestujących podczas niesławnych Marszów Praw Charłaków przed paroma laty.
— Hmm. Koszulki i książki kucharskie to ostatnio były samograje, więc podejrzewam, że tym razem będzie podobnie… — Sebastian uniósł głowę znad pudła z herbatnikami i wbił spojrzenie w sklepienie sufitu, jakby próbował przypomnieć sobie szczegółowy raport sprzedażowy z ostatniego sabatu. — Cóż, serce mi się kraje na samą myśl, ale najgorzej schodziły modlitewniki i śpiewniki. Z dewocjonaliami też nie było najlepiej. — Machnął rękę w stronę skrzynki, w której przechowywano między innymi butelki z poświęconą wodą i breloki. — Ale nie obawiaj się! Jeśli dalej będą tak źle schodzić, to w tym sezonie mamy nową tajną broń.
Uśmiechnął się do siebie i zgarnął z pobliskiego stołu plik kolorowych broszur informacyjnych. Na górze stosu znajdowały się te traktujące o przygotowaniu duchowym do obchodów Yule. Odstęp czasowy między obchodami Święta Duchów a Przesileniem Zimowym był jedną z najdłuższych pauz między zgromadzeniami na całym Kole Roku. Dorównywały mu tylko przerwy między Lammas i Mabon oraz Beltane i Lithą. Tym lepiej byłoby zaopatrzyć wiernych w taki mały przewodnik.
— Nie powiedziałbym, że jest to najwybitniejszy zbiór modlitw pod słońcem, ale powinien być mniej przytłaczający niż modlitewnik na trzysta parę stron. Zwłaszcza dla tych, którzy… nie mają czasu zjawiać się na regularnych spotkaniach wiernych — kontynuował, gryząc się poniekąd pod koniec w język.
Naprawdę starał się dawać ludziom kredyt zaufania. Bądź co bądź, nawet w zwykłych warunkach ludzie mieli kalendarze wypełnione po brzegi. Ludzie może i nie zjawiali się tłumnie w mniejszych miejscach kultu czy głównej kaplicy w dni powszednie, ale przynajmniej masowo zbierali się na sabatach. Powinien to doceniać, jednak jako duchownego zwyczajnie bolało go to, że niektórzy byli w stanie wykorzystać nawet najgorszą wymówkę, byleby tylko nie postawić stopy za progiem głównej siedziby kowenu.
— Tym razem nie mamy w ofercie świętych obrazków — przypomniał sobie, przypominając sobie o korespondencji, która przed paroma dniami pojawiła się na jego biurku. — Ale z tego, co wiem, Astoria Avery planuje się wystawić ze straganem skupionym na sztuce sakralnej, więc śmiało będzie można przekierować co większych entuzjastów do niej.
Wprawdzie kowen nie patronował działaniom Astorii, ale Sebastian zadbał o to, aby przygotowane przez nią ikony zostało poświęcone zgodnie z ich oficjalnymi procedurami. Kto wie, może jeśli jej stoisko okaże się sukcesem, to faktycznie uda im się razem wejść w jakąś bardziej szeroko zakrojoną współpracę. Pytanie, jak duży w ogóle będzie ruch w tym roku, pomyślał Sebastian, rozglądając się po tym ich całym bałaganie, jakby na podstawie ilości pudeł i szpargałów mógł przewidzieć liczbę gości.
— Oby wystarczyło dla wszystkich — skomentował pod nosem, sięgając po filiżankę zimnej już herbaty. Ostrożnie wypił parę łyków, co by nie ubrudzić swojej skromnej czarnej szaty. — Tym razem obchody zostały dość mocno… rozrzucone w przestrzeni, jak pewnie zauważyłaś z oficjalnych wiadomości. Little Hangleton, Dolina Godryka, podobno też parę osób chce wystawić się na Pokątnej. — Ponownie westchnął ciężko. — Kwestie bezpieczeństwa, zapewne.
Raczej nikt nie chciał w najbliższe Samhain doświadczyć drugiego Beltane. Rozrzucenie wiernych po całym kraju wydawało się więc dość rozsądne. Ciekawe, od kogo oryginalnie wyszedł ten pomysł? Obecnego arcykapłana czy też oficjeli Ministerstwa Magii?
— Hmm. Koszulki i książki kucharskie to ostatnio były samograje, więc podejrzewam, że tym razem będzie podobnie… — Sebastian uniósł głowę znad pudła z herbatnikami i wbił spojrzenie w sklepienie sufitu, jakby próbował przypomnieć sobie szczegółowy raport sprzedażowy z ostatniego sabatu. — Cóż, serce mi się kraje na samą myśl, ale najgorzej schodziły modlitewniki i śpiewniki. Z dewocjonaliami też nie było najlepiej. — Machnął rękę w stronę skrzynki, w której przechowywano między innymi butelki z poświęconą wodą i breloki. — Ale nie obawiaj się! Jeśli dalej będą tak źle schodzić, to w tym sezonie mamy nową tajną broń.
Uśmiechnął się do siebie i zgarnął z pobliskiego stołu plik kolorowych broszur informacyjnych. Na górze stosu znajdowały się te traktujące o przygotowaniu duchowym do obchodów Yule. Odstęp czasowy między obchodami Święta Duchów a Przesileniem Zimowym był jedną z najdłuższych pauz między zgromadzeniami na całym Kole Roku. Dorównywały mu tylko przerwy między Lammas i Mabon oraz Beltane i Lithą. Tym lepiej byłoby zaopatrzyć wiernych w taki mały przewodnik.
— Nie powiedziałbym, że jest to najwybitniejszy zbiór modlitw pod słońcem, ale powinien być mniej przytłaczający niż modlitewnik na trzysta parę stron. Zwłaszcza dla tych, którzy… nie mają czasu zjawiać się na regularnych spotkaniach wiernych — kontynuował, gryząc się poniekąd pod koniec w język.
Naprawdę starał się dawać ludziom kredyt zaufania. Bądź co bądź, nawet w zwykłych warunkach ludzie mieli kalendarze wypełnione po brzegi. Ludzie może i nie zjawiali się tłumnie w mniejszych miejscach kultu czy głównej kaplicy w dni powszednie, ale przynajmniej masowo zbierali się na sabatach. Powinien to doceniać, jednak jako duchownego zwyczajnie bolało go to, że niektórzy byli w stanie wykorzystać nawet najgorszą wymówkę, byleby tylko nie postawić stopy za progiem głównej siedziby kowenu.
— Tym razem nie mamy w ofercie świętych obrazków — przypomniał sobie, przypominając sobie o korespondencji, która przed paroma dniami pojawiła się na jego biurku. — Ale z tego, co wiem, Astoria Avery planuje się wystawić ze straganem skupionym na sztuce sakralnej, więc śmiało będzie można przekierować co większych entuzjastów do niej.
Wprawdzie kowen nie patronował działaniom Astorii, ale Sebastian zadbał o to, aby przygotowane przez nią ikony zostało poświęcone zgodnie z ich oficjalnymi procedurami. Kto wie, może jeśli jej stoisko okaże się sukcesem, to faktycznie uda im się razem wejść w jakąś bardziej szeroko zakrojoną współpracę. Pytanie, jak duży w ogóle będzie ruch w tym roku, pomyślał Sebastian, rozglądając się po tym ich całym bałaganie, jakby na podstawie ilości pudeł i szpargałów mógł przewidzieć liczbę gości.
— Oby wystarczyło dla wszystkich — skomentował pod nosem, sięgając po filiżankę zimnej już herbaty. Ostrożnie wypił parę łyków, co by nie ubrudzić swojej skromnej czarnej szaty. — Tym razem obchody zostały dość mocno… rozrzucone w przestrzeni, jak pewnie zauważyłaś z oficjalnych wiadomości. Little Hangleton, Dolina Godryka, podobno też parę osób chce wystawić się na Pokątnej. — Ponownie westchnął ciężko. — Kwestie bezpieczeństwa, zapewne.
Raczej nikt nie chciał w najbliższe Samhain doświadczyć drugiego Beltane. Rozrzucenie wiernych po całym kraju wydawało się więc dość rozsądne. Ciekawe, od kogo oryginalnie wyszedł ten pomysł? Obecnego arcykapłana czy też oficjeli Ministerstwa Magii?