13.09.2026, 20:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2026, 18:22 przez Benjy Fenwick.)
Nie powiedziałem nic na temat tego, co się stało, bo doskonale wiedziałem, jak musiało wyglądać to z jej perspektywy - przyszła tutaj, żeby mnie czegoś nauczyć, miała wiedzę, miała plan, wybrała miejsce, a jednak, kiedy przyszło do demonstracji, zaklęcie postanowiło zachować się niezgodnie z wszelkimi założeniami, co zresztą nie świadczyło o braku umiejętności rzucającej je kobiety, lecz o czymś, w co nie warto było teraz wnikać, bo do północy nie opuścilibyśmy tego lasu - magia po prostu miała paskudny zwyczaj przypominania jej użytkownikom, że nawet najlepsze przygotowanie nie dawało nad nią pełnej kontroli, natomiast moja towarzyszka, ze swoim zamiłowaniem do przygotowywania wszystkiego zawczasu, musiała szczególnie nie lubić sytuacji, w których różdżka postanawiała mieć własne zdanie. Nie zamierzałem jej zatem tego wypominać, bo sam stanowczo zbyt wiele razy znajdowałem się w analogicznej sytuacji, poza tym nie byliśmy też już parą niedojrzałych gówniarzy i dobrze wiedziałem, że nie chodziło o zwykłe popisywanie się przede mną ani o chęć udowodnienia mi, że była ode mnie rażąco lepsza w tej dziedzinie magii - bo była - pragnęła mi pokazać coś, co mogło być naprawdę przydatne w naszych czasach, chciała dać mi coś użytecznego, a przy okazji chyba chciała upewnić się, że to, co odżyło między nami, nadal miało jakąś podstawę w zaufaniu, jakie mieliśmy w stosunku do siebie nawzajem, zanim postanowiliśmy unieść się dumą i pogrzebać naszą dziecięcą więź. To wystarczało mi, żeby nie skomentować pierwszego nieudanego podejścia ani jednym słowem.
Nie zamierzałem robić z tego wielkiej sprawy, wręcz przeciwnie, wolałem przekierować naszą uwagę na tę część treningu, w której to ja mogłem zrobić z siebie idiotę, co chyba okazało się słuszną decyzją, bo chwilę później srebrzysto-błękitny szop pomknął po polanie, zostawiając za sobą delikatną smugę światła, która przez moment odbijała się od mokrych pni i kropli wiszących na gałęziach. Uśmiechnąłem się szerzej, słysząc pochwałę, chociaż wzrok nadal miałem utkwiony w miejscu, gdzie zniknął, obróciłem różdżkę między palcami, przyglądając się temu wszystkiemu z miejskim niedowierzaniem, bo pierwszy raz od dawna narzędzie, którym się posługiwałem, już za pierwszym razem zrobiło dokładnie to, czego od niego chciałem.
- Lubię, kiedy mówisz do mnie w ten sposób. Moszesz kontynuowaś. - Zerknąłem na nią przez ramię, a potem jeszcze raz na punkt, w którym przed chwilą zniknął szop - było w tym coś dziwnie satysfakcjonującego, nie tylko dlatego, że zaklęcie zadziałało, ale również dlatego, że wspomnienie, które wybrałem, rzeczywiście okazało się wystarczające - spodziewałem się iskry, może dwóch, bladego dymu, ewentualnie wyjątkowo widowiskowej porażki, tymczasem mój patronus najwyraźniej uznał, że skoro już miał się pojawić, to wypadało zrobić to porządnie i w pełnej krasie. Przez lata sądziłem, że do tego zaklęcia trzeba było wyciągnąć z pamięci coś wielkiego, przełomowego, wydarzenie, które nosiło się w sobie niczym najcenniejszy skarb, czego w mojej ocenie po prostu nie miałem w swoim zanadrzu, tymczasem zadziałało wspomnienie zwyczajnego wieczoru z podróży, kilku spokojnych minut, podczas których nic nie musiałem robić i nikt niczego ode mnie nie chciał. Było dobre, proste, ale niewinne… Może właśnie dlatego magia je przyjęła?
- Poza tym nie pszesadzaj. Daj mi pszynajmniej kilka minut, zanim zaczniesz szałowaś, sze w ogóle mnie tego nauczyłaś. - Delikatny uśmieszek nie schodził mi z twarzy, bo ta pierwsza próba zdecydowanie nakarmiła moje ego, po czym ponownie obróciłem różdżkę między palcami i spojrzałem na Prue z ukosa. - Mhm. Zobaczmy. - Kiwnąłem głową, szykując się do powtórzenia formuły zaklęcia. Odsunąłem się kawałek, żeby mieć przed sobą więcej miejsca, po czym ponownie uniosłem różdżkę - tym razem nie chciałem korzystać z tego samego wspomnienia - wiedziałem już, że potrafiło ono wzbudzić we mnie odpowiednie odczucia, teraz musiałem sprawdzić, czy „to coś” rzeczywiście było we mnie, czy po prostu magia postanowiła zrobić mi jednorazowy prezent. Zamknąłem oczy, szukając w pamięci czegoś równie mocnego, ale tym razem znacznie bliższego, dochodząc do wniosku, iż nie musiałem nawet robić tego długo ani szukać zbyt głęboko - wrzesień miał swoje własne momenty, dobre i złe chwile, całkiem nowe wspomnienia, niektóre z nich stały się zaskakująco ważne w bardzo krótkim czasie…
nekromancja ◉○○○○ - patronus
Nie zamierzałem robić z tego wielkiej sprawy, wręcz przeciwnie, wolałem przekierować naszą uwagę na tę część treningu, w której to ja mogłem zrobić z siebie idiotę, co chyba okazało się słuszną decyzją, bo chwilę później srebrzysto-błękitny szop pomknął po polanie, zostawiając za sobą delikatną smugę światła, która przez moment odbijała się od mokrych pni i kropli wiszących na gałęziach. Uśmiechnąłem się szerzej, słysząc pochwałę, chociaż wzrok nadal miałem utkwiony w miejscu, gdzie zniknął, obróciłem różdżkę między palcami, przyglądając się temu wszystkiemu z miejskim niedowierzaniem, bo pierwszy raz od dawna narzędzie, którym się posługiwałem, już za pierwszym razem zrobiło dokładnie to, czego od niego chciałem.
- Lubię, kiedy mówisz do mnie w ten sposób. Moszesz kontynuowaś. - Zerknąłem na nią przez ramię, a potem jeszcze raz na punkt, w którym przed chwilą zniknął szop - było w tym coś dziwnie satysfakcjonującego, nie tylko dlatego, że zaklęcie zadziałało, ale również dlatego, że wspomnienie, które wybrałem, rzeczywiście okazało się wystarczające - spodziewałem się iskry, może dwóch, bladego dymu, ewentualnie wyjątkowo widowiskowej porażki, tymczasem mój patronus najwyraźniej uznał, że skoro już miał się pojawić, to wypadało zrobić to porządnie i w pełnej krasie. Przez lata sądziłem, że do tego zaklęcia trzeba było wyciągnąć z pamięci coś wielkiego, przełomowego, wydarzenie, które nosiło się w sobie niczym najcenniejszy skarb, czego w mojej ocenie po prostu nie miałem w swoim zanadrzu, tymczasem zadziałało wspomnienie zwyczajnego wieczoru z podróży, kilku spokojnych minut, podczas których nic nie musiałem robić i nikt niczego ode mnie nie chciał. Było dobre, proste, ale niewinne… Może właśnie dlatego magia je przyjęła?
- Poza tym nie pszesadzaj. Daj mi pszynajmniej kilka minut, zanim zaczniesz szałowaś, sze w ogóle mnie tego nauczyłaś. - Delikatny uśmieszek nie schodził mi z twarzy, bo ta pierwsza próba zdecydowanie nakarmiła moje ego, po czym ponownie obróciłem różdżkę między palcami i spojrzałem na Prue z ukosa. - Mhm. Zobaczmy. - Kiwnąłem głową, szykując się do powtórzenia formuły zaklęcia. Odsunąłem się kawałek, żeby mieć przed sobą więcej miejsca, po czym ponownie uniosłem różdżkę - tym razem nie chciałem korzystać z tego samego wspomnienia - wiedziałem już, że potrafiło ono wzbudzić we mnie odpowiednie odczucia, teraz musiałem sprawdzić, czy „to coś” rzeczywiście było we mnie, czy po prostu magia postanowiła zrobić mi jednorazowy prezent. Zamknąłem oczy, szukając w pamięci czegoś równie mocnego, ale tym razem znacznie bliższego, dochodząc do wniosku, iż nie musiałem nawet robić tego długo ani szukać zbyt głęboko - wrzesień miał swoje własne momenty, dobre i złe chwile, całkiem nowe wspomnienia, niektóre z nich stały się zaskakująco ważne w bardzo krótkim czasie…
nekromancja ◉○○○○ - patronus
Rzut O 1d100 - 3
Akcja nieudana
Akcja nieudana
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)