19.03.2023, 22:26 ✶
Nie chciał o tym wspominać głośno, by nie burzyć jej pewności siebie, jednak prawdą był fakt, że nie jest stabilna. Rozedrgana i rozchwiana była rzecz jasna o wiele bardziej groźna i niebezpieczna, mimo wszystko była to broń obusieczna. Szczerze wierzył, że kiedyś nadejdzie taki moment, w którym coś, albo ktoś sprowadzi na nią coś na kształt chociaż namiastki spokoju i ukojenia. On sam, chociaż miał niewątpliwie największe szanse, żeby spróbować na nią wpłynąć, mógł jedynie łagodzić objawy, nic więcej. Była trochę jak rozbity witraż kościelny, próbując poskładać, prędzej się pokaleczysz, niż coś ułożysz. Sedno leżało niewątpliwie o wiele głębiej. Nie przejmował się tym, czy, jak i kogo może krzywdzić swoją dzikością, obawiał się tylko, że kiedyś może nadejść przysłowiowa kosa na kamień. Oby nigdy, a jeśli już... nie, po prostu nigdy.
- To dobrze. - odparł uspokajając sam siebie. Organizacja była obecnie tym co powinno i faktycznie najbardziej ich zajmowało. Od dzieciaka byli małymi rasistami, wszak w rodzinnej rezydencji panował właśnie taki klimat, więc nabytą właściwą dla mugolskiego gatunku odrazę, wynieśli właśnie z domu. Jednak to nie wystarczało. - Jestem pewny, że będziemy poddawani próbom, ministerstwo na pewno zwiększy środki ostrożności w najbliższym czasie. Proszę uważaj na siebie. - dorzucił naprędce, dalej mając obawy o bezpieczeństwo swojej siostry.
Aż samemu nabrał ochoty na zapalenie papierosa, choć zwykle nie miał tego w zwyczaju. Przez chwilę miał nadzieję, że ten temat zazdrości mają już za sobą, ale najwidoczniej był zbyt naiwny. Westchnął ciężko, przytłoczony ciężarem tej kwestii, która ciągnęła się niemalże, od zawsze. - Lori... - westchnął po raz drugi, przewracając oczyma i drapiąc się nerwowo po głowie. - To że Twoje życie się zatrzymało, nie oznacza, że moje też musi... - odparł podirytowany, być może zbyt bardzo wytykając jej pewne sprawy, których nie chciała usłyszeć. Nie chciał się kłócić akurat teraz i akurat o to, bo to dalej tylko snucie domysłów. Wszak wciąż nie poznał żadnej takiej kobiety, o której mógłby myśleć w kategoriach stałej partnerki, ale istniało to w bliżej nieokreślonej perspektywie.
- To dobrze. - odparł uspokajając sam siebie. Organizacja była obecnie tym co powinno i faktycznie najbardziej ich zajmowało. Od dzieciaka byli małymi rasistami, wszak w rodzinnej rezydencji panował właśnie taki klimat, więc nabytą właściwą dla mugolskiego gatunku odrazę, wynieśli właśnie z domu. Jednak to nie wystarczało. - Jestem pewny, że będziemy poddawani próbom, ministerstwo na pewno zwiększy środki ostrożności w najbliższym czasie. Proszę uważaj na siebie. - dorzucił naprędce, dalej mając obawy o bezpieczeństwo swojej siostry.
Aż samemu nabrał ochoty na zapalenie papierosa, choć zwykle nie miał tego w zwyczaju. Przez chwilę miał nadzieję, że ten temat zazdrości mają już za sobą, ale najwidoczniej był zbyt naiwny. Westchnął ciężko, przytłoczony ciężarem tej kwestii, która ciągnęła się niemalże, od zawsze. - Lori... - westchnął po raz drugi, przewracając oczyma i drapiąc się nerwowo po głowie. - To że Twoje życie się zatrzymało, nie oznacza, że moje też musi... - odparł podirytowany, być może zbyt bardzo wytykając jej pewne sprawy, których nie chciała usłyszeć. Nie chciał się kłócić akurat teraz i akurat o to, bo to dalej tylko snucie domysłów. Wszak wciąż nie poznał żadnej takiej kobiety, o której mógłby myśleć w kategoriach stałej partnerki, ale istniało to w bliżej nieokreślonej perspektywie.