Kostki potoczyły się po dywanie, układając we wzory, które według Leviathana nie wnosiły nic do życia. Rozłożenie równoległe, prostopadłe, iksy, wielokąty i można by tak wymieniać w nieskończoność różne konfiguracje w które ułożyły się zwierzęce szczątki, a które odnosiły się do terminów związanych z geometrią. Wszystko, co działo się przed nimi, było wynikiem przypadku, czego nie można było powiedzieć o minimalnie zdanym wróżbiarstwie podczas nauki w Hogwarcie – tak, żeby tylko prześlizgnąć się dalej i zbyt niska ocena nie wynikała głupio na tle innych wysokich stopni.
Nigdy nie miał do tego zacięcia i talentu. Trzecie oko było u niego mocno zamknięte. Wzory natomiast był w stanie zapamiętać, ale że nie było mu to dalej do niczego potrzebne, szybko o nich zapomniał. Teraz podobno rozpościerała się przed nimi droga, a on zamiast dopytywać się, gdzie mogła prowadzić, zerknął porozumiewawczo w stronę Helloise. Ich spojrzenia skrzyżowały się na moment.
— Mam nadzieję, że droga do domu — odpowiedział bez zastanowienia, głosem niby to poważnym, w ten właściwy dla niego, nieco zbyt sztywny sposób, ale jednocześnie dało się w nim wyłapać zwyczajne rozbawienie. Co prawda to prześmiewcze, powodowane absurdem sytuacji, ale wciąż, ni mniej ni więcej, rozbawienie.
— Mogę dopytać o szerszy obraz — zapewniła wróżka, biorąc kości ponownie w ręce. Kompletnie zignorowała Leviathana, koncentrując swoją uwagę na Helloise, bo chyba uznała ją za nieco łatwiejszy cel. A przynajmniej bardziej zainteresowany.
Jeleń (dyskusja lub kłótnia)
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast