14.09.2026, 09:59 ✶
Helloise się przez wróżbiarstwo prześlizgała zapewne z jeszcze mierniejszym efektem. Tyle, ile wiedziała wtedy o wróżbiarstwie, wystarczało jej, aby wiedzieć, że nie chce dowiadywać się niczego więcej. Na nadrabianie po latach tych braków i wyuczenie się kolejnej dziedziny nie miała przestrzeni. Zajmowała się w życiu czymś zupełnie odmiennym, zbyt dalekim od symboli i kart.
Wiedźma zmarszczyła czoło, gdy usłyszała, że idą do domu. Jakże to? Spacer nie trwał dla niej jeszcze wystarczająco długo, aby miała ochotę zawracać. Przy wróżbitce powstrzymała się jednak od skomentowania tego. Szacunek do wróżbitów swoją drogą, ale jeszcze większy szacunek miała do ich własnej prywatności. Ich rozmowy, plany, a nawet ton głosu, jakim Helloise zwracała się do Leviathana — nic nie było przeznaczone dla uszu tej kobiety.
— Powinnaś, mateczko, powinnaś dopytać — potwierdziła chłodno czarownica, czujnym spojrzeniem śledząc wytarte kosteczki zgarniane z dywanu pokracznymi rękoma i idące znów w ruch.
Początkowa fascynacja kobiety zaczynała przeradzać się w zniecierpliwienie. Bo czyż każdego dnia nie otwierała się przed człowiekiem jakaś nowa droga? Nowe możliwości urastały wraz z nastaniem każdego kolejnego świtu. Czy ta wróżba mogła rzeczywiście zwiastować coś tak dalece zmieniającego ich relację, żeby pasowało do niej słowo nowa?
— Droga niezgody — wyciągnął Helloise z zamyślenia głos wróżki.
Helloise ostatni raz ogarnęła wzrokiem kostki, których układy mówiły jej równie niewiele, co wcześniej. Podniosła na wróżbitkę nieprzeniknienie mętne spojrzenie błękitnych oczu i wstała bez słowa. W milczeniu obserwowała przez moment snowdońską dziwaczkę, po czym skinieniem głowy podsumowała wizytę.
— Dobrze. Niech tak będzie.
Lecz gdy Rowle’owie odwrócili się, aby wyjść z szałasu, za ich plecami kości potoczyły się ostatni raz. Wiedźma miała dla nich jeszcze jedną, ostatnią wróżbę. Mimo woli, będąc już niemal za progiem, Helloise nasłuchiwała uważnie, jakie padną słowa.
Wiedźma zmarszczyła czoło, gdy usłyszała, że idą do domu. Jakże to? Spacer nie trwał dla niej jeszcze wystarczająco długo, aby miała ochotę zawracać. Przy wróżbitce powstrzymała się jednak od skomentowania tego. Szacunek do wróżbitów swoją drogą, ale jeszcze większy szacunek miała do ich własnej prywatności. Ich rozmowy, plany, a nawet ton głosu, jakim Helloise zwracała się do Leviathana — nic nie było przeznaczone dla uszu tej kobiety.
— Powinnaś, mateczko, powinnaś dopytać — potwierdziła chłodno czarownica, czujnym spojrzeniem śledząc wytarte kosteczki zgarniane z dywanu pokracznymi rękoma i idące znów w ruch.
Początkowa fascynacja kobiety zaczynała przeradzać się w zniecierpliwienie. Bo czyż każdego dnia nie otwierała się przed człowiekiem jakaś nowa droga? Nowe możliwości urastały wraz z nastaniem każdego kolejnego świtu. Czy ta wróżba mogła rzeczywiście zwiastować coś tak dalece zmieniającego ich relację, żeby pasowało do niej słowo nowa?
— Droga niezgody — wyciągnął Helloise z zamyślenia głos wróżki.
Helloise ostatni raz ogarnęła wzrokiem kostki, których układy mówiły jej równie niewiele, co wcześniej. Podniosła na wróżbitkę nieprzeniknienie mętne spojrzenie błękitnych oczu i wstała bez słowa. W milczeniu obserwowała przez moment snowdońską dziwaczkę, po czym skinieniem głowy podsumowała wizytę.
— Dobrze. Niech tak będzie.
Lecz gdy Rowle’owie odwrócili się, aby wyjść z szałasu, za ich plecami kości potoczyły się ostatni raz. Wiedźma miała dla nich jeszcze jedną, ostatnią wróżbę. Mimo woli, będąc już niemal za progiem, Helloise nasłuchiwała uważnie, jakie padną słowa.
Rzut Symbol 1d258 - 100
Kotwica (romans/sukces w interesach)
Kotwica (romans/sukces w interesach)
dotknij trawy