14.09.2026, 20:28 ✶
Nie miałem jej za złe, że niczego nie wyczuwała, bo las tego dnia najwyraźniej postanowił zrobić nam na złość i schować przed nami wszystko, co posiadało choć odrobinę mięsa na kościach, skinąłem więc tylko głową, poprawiając pasek torby, który po tak intensywnym marszu zaczął wrzynać mi się w ramię, po czym spojrzałem przed siebie, próbując przebić wzrokiem mgłę.
- No to głębiej. - Mruknąłem, bo najwyraźniej skoro przez pół dnia chodziliśmy po lesie po to, żeby wrócić z trzema królikami i garścią ptasich piór, równie dobrze mogliśmy jeszcze trochę pobrudzić sobie buty. Nie miałem nic przeciwko temu, żeby wejść dalej w gęsty i ciemny las, nie obawiałem się zgubienia drogi ani tych wszystkich rzekomych zagrożeń, jakie tam czekały, bo przecież to my tu byliśmy łowcami, chociaż po ostatnich minutach przedzierania się przez wyjątkowo kłujące, nieprzezierne i mokre chaszcze zaczynałem dochodzić do wniosku, że być może zbieranie grzybów nie byłyby takim znowu złym rozwiązaniem, bo przynajmniej pewnie nie wrócilibyśmy do rezydencji z całkowicie pustymi torbami - od paru dni lało tutaj tak bardzo, iż w lesie po prostu musiały być jakieś borowiki, podgrzybki, koźlarze, a jeśli nie one, to chociażby nawet maślaki czy inne gówna - co prawda, nie byłem zbyt światły w rozpoznawaniu rozdzimych gatunków, nie robiłem tego zbyt wiele razy w życiu, ale zawsze musiał być ten pierwszy raz, ta okazja, ten moment, gdy wreszcie poczułbym słynne „emocje jak na grzybach”.
Ruszyłem za nią, odgarniając mokre gałęzie, które natychmiast wprawiały w ruch całą okoliczną roślinność, przez co na kark spływały mi kolejne porcję zimnych kropli, bo kaptur miałem już tak przemoczony, że mogłem wyrżnąć z niego kilka litrów wody. Mimo to, zmierzałem przed siebie, idąc kilka kroków za moją wspólniczką i rozglądając się dookoła, a gdy wyszliśmy na kolejny prześwit, zacząłem uważniej przyglądać się ziemi - Gerda miała swoje zmysły, ja miałem doświadczenie i oczy, przynajmniej tak sobie powtarzałem, kiedy rzeczywistość regularnie udowadniała mi, że jedno i drugie potrafiło zawieść dokładnie wtedy, kiedy było najbardziej potrzebne. Mimo wszystko po chwili dostrzegłem w mchu i błocie kilka niewyraźnych odcisków, przykucnąłem, przesunąłem palcami po jednym z nich i przyjrzałem się rozmokłej ziemi.
- Coś tędy szło. - Nie brzmiało to szczególnie imponująco, bo praktycznie wszystko w lesie gdzieś chodziło, ale ślady były świeższe od pozostałych i prowadziły w stronę kolejnego, jeszcze gęstszego niż wcześniej fragmentu drzew, odrobinę po prawej, więc równie dobrze mogliśmy obrać właśnie ten kierunek.
- No to głębiej. - Mruknąłem, bo najwyraźniej skoro przez pół dnia chodziliśmy po lesie po to, żeby wrócić z trzema królikami i garścią ptasich piór, równie dobrze mogliśmy jeszcze trochę pobrudzić sobie buty. Nie miałem nic przeciwko temu, żeby wejść dalej w gęsty i ciemny las, nie obawiałem się zgubienia drogi ani tych wszystkich rzekomych zagrożeń, jakie tam czekały, bo przecież to my tu byliśmy łowcami, chociaż po ostatnich minutach przedzierania się przez wyjątkowo kłujące, nieprzezierne i mokre chaszcze zaczynałem dochodzić do wniosku, że być może zbieranie grzybów nie byłyby takim znowu złym rozwiązaniem, bo przynajmniej pewnie nie wrócilibyśmy do rezydencji z całkowicie pustymi torbami - od paru dni lało tutaj tak bardzo, iż w lesie po prostu musiały być jakieś borowiki, podgrzybki, koźlarze, a jeśli nie one, to chociażby nawet maślaki czy inne gówna - co prawda, nie byłem zbyt światły w rozpoznawaniu rozdzimych gatunków, nie robiłem tego zbyt wiele razy w życiu, ale zawsze musiał być ten pierwszy raz, ta okazja, ten moment, gdy wreszcie poczułbym słynne „emocje jak na grzybach”.
Ruszyłem za nią, odgarniając mokre gałęzie, które natychmiast wprawiały w ruch całą okoliczną roślinność, przez co na kark spływały mi kolejne porcję zimnych kropli, bo kaptur miałem już tak przemoczony, że mogłem wyrżnąć z niego kilka litrów wody. Mimo to, zmierzałem przed siebie, idąc kilka kroków za moją wspólniczką i rozglądając się dookoła, a gdy wyszliśmy na kolejny prześwit, zacząłem uważniej przyglądać się ziemi - Gerda miała swoje zmysły, ja miałem doświadczenie i oczy, przynajmniej tak sobie powtarzałem, kiedy rzeczywistość regularnie udowadniała mi, że jedno i drugie potrafiło zawieść dokładnie wtedy, kiedy było najbardziej potrzebne. Mimo wszystko po chwili dostrzegłem w mchu i błocie kilka niewyraźnych odcisków, przykucnąłem, przesunąłem palcami po jednym z nich i przyjrzałem się rozmokłej ziemi.
- Coś tędy szło. - Nie brzmiało to szczególnie imponująco, bo praktycznie wszystko w lesie gdzieś chodziło, ale ślady były świeższe od pozostałych i prowadziły w stronę kolejnego, jeszcze gęstszego niż wcześniej fragmentu drzew, odrobinę po prawej, więc równie dobrze mogliśmy obrać właśnie ten kierunek.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)