• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [24/10/1972] Nothing quite prepares you for the family business | Benjy, Gerda

[24/10/1972] Nothing quite prepares you for the family business | Benjy, Gerda
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
14.09.2026, 22:47  ✶  
Ja również nie brałem pod uwagę powrotu z pustymi rękami, chociaż po kilku godzinach włóczenia się na zimnie po mokrych górskich zboczach wizja suchego ubrania, ognia i czegoś ciepłego do jedzenia zaczynała brzmieć zdecydowanie bardziej kusząco niż jeszcze rano, gdy dysponowałem zdecydowanie większym entuzjazmem wobec naszej, kurwa, „łowieckiej przygody” - Gerda miała jednak rację w jednym i zwierzyna nie mogła przecież rozpłynąć się w powietrzu tylko dlatego, że aura pogodowa postanowiła urządzić nam wyjątkowo parszywy czas na wyjście z domu. Las potrafił być pełen życia, tylko tego dnia najwyraźniej całe to życie uznało, że było zbędnym elementem krajobrazu, więc pozostawało tylko znaleźć miejsce lub miejsca, w których wszystkie te stworzenia uznały, że warto było przeczekać deszcz.
- Nom. Nie mogły. - Przyznałem jej rację, choć zrobiłem to bardziej z przekonania, że zwierzyna rzeczywiście musiała gdzieś tutaj być, niż z potrzeby pocieszania któregokolwiek z nas. - Chyba sze nauczyły się telepoltowaś, wtedy mamy ploblem większy niż blak mięsa. - Zerknąłem na nią z ukosa i ruszyłem dalej, rozgarniając przedramieniem mokre gałęzie. Szedłem, przyglądając się ziemi i roślinności, chociaż w pewnym momencie zacząłem dostrzegać przede wszystkim mokre liście, błoto i własne buty, które wyglądały coraz gorzej z każdą minutą, nawet jeśli były wyjątkowo wygodne i wytrzymałe w porównaniu do tego, w czym zazwyczaj chodziłem, zanim otrzymałem od niej tę konkretną parę obuwia. Grzyby rzeczywiście zaczynały wyrastać wszędzie wokół, szczególnie przy starych pniach i w wilgotnych zagłębieniach terenu, ale nawet ja wiedziałem, że Gerda prędzej odgryzłaby kawałek własnego płaszcza, niż przyznała, że może powinniśmy zbierać grzyby, poza tym porządne skóry były nam bardziej potrzebne, a jeśli udałoby się zdobyć przy okazji mięso, tym lepiej - rzemieślnicy nie pytali przecież, czy padało, czy było zimno, czy człowiek miał ochotę spędzić dzień po kolana w błocie, płacili za komponenty i oczekiwali komponentów, my mieliśmy je znaleźć - prosta robota, przynajmniej w teorii, w praktyce natura najwyraźniej miała własne zdanie na ten temat.
Deszcz był naszym wrogiem, ale tym razem nie zdążył jeszcze zrobić tego, co zwykle robił z tropami, czyli zamienić całej roboty w mokrą breję, z której równie dobrze można było wróżyć przyszłość, spojrzałem na mech i błoto, potem na połamane gałązki wyżej, ponad poziomem, na którym poruszałby się zając albo lis. Oparłem dłoń na kolanie i pochyliłem się niżej, próbując wyłapać jak najwięcej szczegółów - ślady były wyraźne i świeże, w dodatku całkiem ciężkie, chociaż nie do końca klarownie odciśnięte - nie oznaczało to jeszcze jelenia ani sarny, o których pewnie oboje zaczynaliśmy po cichu marzyć, ale przynajmniej mieliśmy dowód, że Snowdonia nie postanowiła całkowicie zbankrutować pod względem zwierzyny.
- Jak myślisz, co… - Przerwałem na moment, patrząc w gęstniejącą mgłę przy krzewach, w kierunku, w którym zmierzało nasze zwierzę - kawałek widać było kilka świeżych uszkodzeń kory i listowia, zaś gdy zbliżyliśmy się bardziej - również śladów, tym razem ewidentnie racic, rozrzuconych bardziej chaotycznie, niż wynikałoby ze zwykłego marszu. Zwierzę nie szło już spokojnie - przebiegło tędy albo zostało przez coś spłoszone i to nie przez nas.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (1323), Geraldine Greengrass-Yaxley (1044)




Wiadomości w tym wątku
[24/10/1972] Nothing quite prepares you for the family business | Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 14.09.2026, 16:25
RE: [24/10/1972] Nothing quite prepares you for the family business | Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.09.2026, 19:42
RE: [24/10/1972] Nothing quite prepares you for the family business | Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 14.09.2026, 20:28
RE: [24/10/1972] Nothing quite prepares you for the family business | Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.09.2026, 21:51
RE: [24/10/1972] Nothing quite prepares you for the family business | Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 14.09.2026, 22:47
RE: [24/10/1972] Nothing quite prepares you for the family business | Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 39 minut(y) temu

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa