19.03.2023, 23:24 ✶
Nigdy nie rozumiała jego świata i podejścia do życia, które przecież jarzyło się od świateł reflektorów i intensywności. Bodźce każdego chyba rodzaju sprawiły, że Lestrange był być może odrobinę uzależniony od adrenaliny i rywalizacji, pozornie zgrywając dorosłego. W takich jednak momentach, gdy zrzucał swoją maskę i pozwalał twarzy nabrać naturalności, gdy prostym gestem przekręcał głowę, spoglądając na nią spod czarnych jak węgiel kosmyków włosów z cichym śmiechem, wciąż miał w sobie coś z tego chłopaka, łobuza ze szkolnych korytarzy, którego poznała przed laty. Pomyśleć, że tak długo zajęło im zrzucenie masek, bo możliwość bycia sobą była po prostu kojąca na tle codzienności, w której tkwili. Nie mogła powstrzymać drobnych złośliwości, maleńkich uszczypnięć, aby tak całkiem nie obrastał w piórka.
Swoboda jawiła się nie tylko werbalnie, ale i w gestach. Absolutnie bezwstydnie naruszała przestrzeń osobistą mężczyzny, lawirując gdzieś pomiędzy granicą rozsądku, a jakby się zdawać mogło — nieprzyzwoitości. Pieszczota ukryta w niewinnym geście, sugestia, że na swój sposób się o niego troszczyła, chociaż wcale tego nie chciała i pewnie nie potrzebowała, ale wraz z kolejnymi eliksirami, kolejnymi rozmowami, świadomość Louvaina jako wyjątkowej jednostki się w niej zakorzeniła. - A może ja powinnam sprawić, żebyś się zarumienił? - zapytała retorycznie, niewinnie i wciąż zadziornie, a gdy dłoń wylądowała na jego kolanie, zacisnęła delikatnie palce, przesuwając je centymetr lub dwa w górę. Oczywiście cały czas spoglądała na jego twarz, jakby sprawdzała, czy ów subtelny odcień różu zdoła na policzkach wyciągnąć, okazjonalnie pozwalając sobie na odnalezienie jego spojrzenia. Gdyby Cynthia wiedziała o tym, jak dalej potoczy się ten wieczór, to być może sama by go stąd zabrała, znajdując znacznie lepszą knajpę, znacznie smaczniejsze wino i znacznie wygodniejsze siedzenia.
Nie widziała sensu grania z nim w słowne gierki, przeplecione prowokacją i kłamstwem. Zawsze w takich przypadkach, gdy ktoś nie wiedział lub w jakiś sposób krępował się przedstawić jej fakty, ona uderzała bezpośrednio, często precyzyjnie. Przysunęła się bliżej, słuchając i przyglądając się trzymanej przez niego gazecie, prychając cicho pod nosem z odrobiną rozbawienia, ale i dezaprobaty. - I myślałeś, że nie zauważę? Naprawdę, nie doceniasz mnie mój Drogi.
Rzuciła cicho, posyłając mu krótkie spojrzenie, zanim przerwał im kelner. Wpływowemu?
Teraz to ją przeszedł dreszcz, gdy dostrzegła, w czyje zdjęcie on stuknął. Nie bawiła się w politykę, nie wybierała stron, obiecała sobie, że nie weźmie w tym cyrku wydarzeń, ale na Merlina, pracowała w Ministerstwie i nie była głucha. Jej dłoń zacisnęła się w piąstkę, a kostki zbielały od nacisku niezadowolenia. Jakim cudem on się w to wplątał? Mało było mu w życiu atrakcji? Fint nie była głupia, wiedziała, jak ów przyjaciel mógł zareagować, gdyby towarzyszący jej mężczyzna swojego zadania nie wykonał. Odszukała jego spojrzenia, ściągnęła brwi i bezgłośnie, mając rozchylone usta, po prostu pytała, mając nadzieję, że on zrozumie jej przekaz, bo wszystko dookoła nagle dostało uszu.
Po prostu zaprowadź go za moment do ubikacji i uśpij jego czujność, ja zajmę się całą resztą.
Oh, jaka była na niego wściekła. Miał szczęście, że byli w pubie, że w jej głowie szumiała świadomość, że mógłby nie wyjść cało z konsekwencji, które mógłby Czarny Pan wobec niego wystosować.. Chyba tylko to powstrzymało obrzydzenie na samą myśl, że miała mieć schadzkę z lubiącym szlamy babiarzem. Westchnęła, przymykając na chwilę oczy i zaciskając dłoń na jego udzie, zanim wstał, rzuciła jeszcze cicho. - Nie ominie Cię ta rozmowa Louvain.
Odprowadziła go wzrokiem, wyjmując z torebki różdżki. Ukradkiem powiększyła rozcięcie w sukience, pozwalając ujrzeć światłu dziennemu kawałek pończoch z czarnymi paskami, subtelnie powiększyła dekolt. Skoro miała go zaciągnąć do toalety, musiała go rozgrzać dość szybko, a mężczyźni, cóż, byli wzrokowcami. Sędzia nie stanowił dużego wyzwania, ale nie chciała ryzykować, nie gdy chodziło o tego idiotę. Prychnęła pod nosem, przesuwając szminką po ustach, dostrzegając mieszek wsuwany w kieszeń marynarki. Czy on ją właśnie sprzedał i to tak tanio? Sięgnęła po spinkę do włosów, wysuwając ją płynnym ruchem, a srebrne pukle rozsypały się po plecach i ramionach. Zgarnęła torebkę na jego kiwnięcie głową, wsuwając spinkę gdzieś za podwiązkę — tak na wszelki wypadek, na tylną część uda i wstała, gdy kiwnął głową.
- Może miałby Pan ochotę na coś lepszego, niż piwo? - zapytała niewinnie, podchodząc do Slughorna i stając obok niego, odgarniając jasny kosmyk włosów na bok i owijając go sobie wokół palca, wędrowała spojrzeniem pomiędzy jego oczami a ustami, wchodząc następnie w jakąś niedorzeczną konwersację, wybierając właściwie guziki. Mówiąc o tym, jak lubi stanowczych mężczyzn, takich co mają władzę, przesunęła palcami po jego dłoni, przemknęła na kolano, przesuwając nogą tak, aby z rozcięcia sukienki wyłoniła się czarna koronka. Obrzydliwe. Mężczyzna był paskudny wewnętrznie i zewnętrznie, sama myśl o tym, że w ten sam sposób patrzył na szlamy, co na nią, sprawiały, że było to dla niej obraźliwie. Może jej ród nie był tak potężny i wielki, ale szanował tradycje, ojciec wpoił jej do głowy podstawowe wartości dobrego czarodzieja, godnego. I nie należało do nich obcowanie z ludźmi, jak przesuwający po jej udzie mężczyzna, któremu właśnie subtelnie dała znać, że mogliby to kontynuować w łazience, chichocząc jak te wszystkie zafascynowane idiotki.
Dobrze, że umiała się wyłączyć, że umiała odczuwać silne uczucia tylko wtedy, gdy dotyczyły one czegoś, na czym jej zależało. Objęła więc jego szyję po tym, jak posadził ją na szafkę od umywalki i wpakował się jej między nogi, łapskami obejmując talię. Westchnęła teatralnie, niby w przypływie pożądania i chęci, chociaż tak naprawdę było to jedynie znudzenie. Dostrzegając jednak lustra, przez które mógłby zobaczyć jej czarnowłosego towarzysza idiotę, złapała jedną z dłoni za podbródek Slughrona, kierując jego usta na swoją szyję. Tak, żeby nie wiedzieć, kto go zaatakował.
Swoboda jawiła się nie tylko werbalnie, ale i w gestach. Absolutnie bezwstydnie naruszała przestrzeń osobistą mężczyzny, lawirując gdzieś pomiędzy granicą rozsądku, a jakby się zdawać mogło — nieprzyzwoitości. Pieszczota ukryta w niewinnym geście, sugestia, że na swój sposób się o niego troszczyła, chociaż wcale tego nie chciała i pewnie nie potrzebowała, ale wraz z kolejnymi eliksirami, kolejnymi rozmowami, świadomość Louvaina jako wyjątkowej jednostki się w niej zakorzeniła. - A może ja powinnam sprawić, żebyś się zarumienił? - zapytała retorycznie, niewinnie i wciąż zadziornie, a gdy dłoń wylądowała na jego kolanie, zacisnęła delikatnie palce, przesuwając je centymetr lub dwa w górę. Oczywiście cały czas spoglądała na jego twarz, jakby sprawdzała, czy ów subtelny odcień różu zdoła na policzkach wyciągnąć, okazjonalnie pozwalając sobie na odnalezienie jego spojrzenia. Gdyby Cynthia wiedziała o tym, jak dalej potoczy się ten wieczór, to być może sama by go stąd zabrała, znajdując znacznie lepszą knajpę, znacznie smaczniejsze wino i znacznie wygodniejsze siedzenia.
Nie widziała sensu grania z nim w słowne gierki, przeplecione prowokacją i kłamstwem. Zawsze w takich przypadkach, gdy ktoś nie wiedział lub w jakiś sposób krępował się przedstawić jej fakty, ona uderzała bezpośrednio, często precyzyjnie. Przysunęła się bliżej, słuchając i przyglądając się trzymanej przez niego gazecie, prychając cicho pod nosem z odrobiną rozbawienia, ale i dezaprobaty. - I myślałeś, że nie zauważę? Naprawdę, nie doceniasz mnie mój Drogi.
Rzuciła cicho, posyłając mu krótkie spojrzenie, zanim przerwał im kelner. Wpływowemu?
Teraz to ją przeszedł dreszcz, gdy dostrzegła, w czyje zdjęcie on stuknął. Nie bawiła się w politykę, nie wybierała stron, obiecała sobie, że nie weźmie w tym cyrku wydarzeń, ale na Merlina, pracowała w Ministerstwie i nie była głucha. Jej dłoń zacisnęła się w piąstkę, a kostki zbielały od nacisku niezadowolenia. Jakim cudem on się w to wplątał? Mało było mu w życiu atrakcji? Fint nie była głupia, wiedziała, jak ów przyjaciel mógł zareagować, gdyby towarzyszący jej mężczyzna swojego zadania nie wykonał. Odszukała jego spojrzenia, ściągnęła brwi i bezgłośnie, mając rozchylone usta, po prostu pytała, mając nadzieję, że on zrozumie jej przekaz, bo wszystko dookoła nagle dostało uszu.
Po prostu zaprowadź go za moment do ubikacji i uśpij jego czujność, ja zajmę się całą resztą.
Oh, jaka była na niego wściekła. Miał szczęście, że byli w pubie, że w jej głowie szumiała świadomość, że mógłby nie wyjść cało z konsekwencji, które mógłby Czarny Pan wobec niego wystosować.. Chyba tylko to powstrzymało obrzydzenie na samą myśl, że miała mieć schadzkę z lubiącym szlamy babiarzem. Westchnęła, przymykając na chwilę oczy i zaciskając dłoń na jego udzie, zanim wstał, rzuciła jeszcze cicho. - Nie ominie Cię ta rozmowa Louvain.
Odprowadziła go wzrokiem, wyjmując z torebki różdżki. Ukradkiem powiększyła rozcięcie w sukience, pozwalając ujrzeć światłu dziennemu kawałek pończoch z czarnymi paskami, subtelnie powiększyła dekolt. Skoro miała go zaciągnąć do toalety, musiała go rozgrzać dość szybko, a mężczyźni, cóż, byli wzrokowcami. Sędzia nie stanowił dużego wyzwania, ale nie chciała ryzykować, nie gdy chodziło o tego idiotę. Prychnęła pod nosem, przesuwając szminką po ustach, dostrzegając mieszek wsuwany w kieszeń marynarki. Czy on ją właśnie sprzedał i to tak tanio? Sięgnęła po spinkę do włosów, wysuwając ją płynnym ruchem, a srebrne pukle rozsypały się po plecach i ramionach. Zgarnęła torebkę na jego kiwnięcie głową, wsuwając spinkę gdzieś za podwiązkę — tak na wszelki wypadek, na tylną część uda i wstała, gdy kiwnął głową.
- Może miałby Pan ochotę na coś lepszego, niż piwo? - zapytała niewinnie, podchodząc do Slughorna i stając obok niego, odgarniając jasny kosmyk włosów na bok i owijając go sobie wokół palca, wędrowała spojrzeniem pomiędzy jego oczami a ustami, wchodząc następnie w jakąś niedorzeczną konwersację, wybierając właściwie guziki. Mówiąc o tym, jak lubi stanowczych mężczyzn, takich co mają władzę, przesunęła palcami po jego dłoni, przemknęła na kolano, przesuwając nogą tak, aby z rozcięcia sukienki wyłoniła się czarna koronka. Obrzydliwe. Mężczyzna był paskudny wewnętrznie i zewnętrznie, sama myśl o tym, że w ten sam sposób patrzył na szlamy, co na nią, sprawiały, że było to dla niej obraźliwie. Może jej ród nie był tak potężny i wielki, ale szanował tradycje, ojciec wpoił jej do głowy podstawowe wartości dobrego czarodzieja, godnego. I nie należało do nich obcowanie z ludźmi, jak przesuwający po jej udzie mężczyzna, któremu właśnie subtelnie dała znać, że mogliby to kontynuować w łazience, chichocząc jak te wszystkie zafascynowane idiotki.
Dobrze, że umiała się wyłączyć, że umiała odczuwać silne uczucia tylko wtedy, gdy dotyczyły one czegoś, na czym jej zależało. Objęła więc jego szyję po tym, jak posadził ją na szafkę od umywalki i wpakował się jej między nogi, łapskami obejmując talię. Westchnęła teatralnie, niby w przypływie pożądania i chęci, chociaż tak naprawdę było to jedynie znudzenie. Dostrzegając jednak lustra, przez które mógłby zobaczyć jej czarnowłosego towarzysza idiotę, złapała jedną z dłoni za podbródek Slughrona, kierując jego usta na swoją szyję. Tak, żeby nie wiedzieć, kto go zaatakował.